Rozdział I
'' Krajobraz istnienia''
Jest Sobota.Wstałam dzisiaj rano, jak zwykle we wszystkich stacjach o godzinie 12 nadają obowiązkowo audycję z Królem Neveedem I. Nie mogę już go słuchać, wszędzie, codziennie, na każdym telewizorze i bilbordzie ta sama stara twarz z siwymi włosami i długą białą brodą. Ta sama melodia triumfalna i wprowadzenie; ''Twoja wola, to mój czyn naszego, idealnego imperium. Bądźmy perfekcyjni''. Jak ja tego nienawidzę, ludzie chodzą jak w zegarku i na dodatek im się to podoba. Każdy od 18 roku życia idzie pracować albo do biur by wszystko nadal było ''idealne'', My jesteśmy z tej grupy społecznej.Ci niżej ustawieni w społeczności do kopalni lub różnych tego typu rzeczy. Wysoko ustawione osoby lub bardzo bogate oczywiście mizdrzą się w tych symetrycznych kolorowych ubraniach, wszystko jest idealne. I już wyłoniły się trzy grupy społeczne, biedni - katriaci, przeciętni - nokatowie i bogaci - striami. Mi zostały tylko dwa lata do tego chorego trybu życia, nie potrafiłabym iść z uśmiechniętą twarzą mówić wszystkim ''dzień dobry'' ze szczerym uśmiechem i pracować po 10 godzin dziennie. Cały czas, ciągle, perfekcyjnie... Czy oni im zrobili jakieś pranie mózgu?
Nagle z mojej porannej zadumy wyrywa mnie głos mojej mamy, woła mnie na śniadanie na które juz i tak jestem spóźniona. Dzisiaj zaczyna później, czasami godziny po za zarobkiem kumulują się i można pójść później do pracy lub wyjść wcześniej. Jak zwykle idealnie. Idealnie, idealnie, idealnie. To słowo przeszywa me ciało za każdym razem, dogłębnie. Świetnie dzisiaj naleśniki, a na dodatek z moim ulubionym dżemem jabłkowym! - kochanie, idę dzisiaj na 13 do pracy, miałam czas a twoje ulubione naleśniki - wyrwała mnie mama z potoku myśli - smakują ci?
- tak, pewnie. Są perfekcyjne, jak zawsze - sama nie wiem czemu to powiedziałam, ona lubi to słowo, już widzę jak od środka rozpiera ją duma, że tak skomentowałam jej posiłek.Widzę jak unoszą się kąciki jej smukłych ust pomalowanych błyszczykiem - a ty już jadłaś? - odparłam.
- tak, gdy ty spałaś. Przecież jest sobota powinnam się tego spodziewać - przewróciła oczami i uśmiechnęła się lekko. Wpatruje się we mnie chwilkę - idziesz gdzieś dzisiaj? Zostawię ci trochę Neveedów na szafce przed wyjściem, pewno będziesz chciała coś sobie kupić - dodała po chwili. Neveedy. Monety wymyślone przez króla, każda z jego podobizną. Zawsze tylko perfekcyjne parzyste nominały. Oczywiście by było łatwiej wydawać resztę, bo zlikwidowane zostały drobne nominały jak 2 grosze czy nawet złotówka.
- tak, mogłabyś zostawić mi 20 Neveedów? Idę dzisiaj do Syzane i Gala.
- tylko nie szukaj kłopotów Silvia... - nagle spowazniała i spojrzała na mnie ostrzegawczo.
- nie będę - odpowiedziałam tak samo chłodno i dokończyłam naleśniki.
Szafa, kto to wymyślił, to chyba jedyne nieperfekcyjne miejsce w całym naszym domu. Moja szafa, chaos, na sam widok aż mi się dusza cieszy. Wybieram pierwszą, lepszą koszulkę i ulubione ciemne jeansy. Włosy luźno rozpuszczone jak zawsze i ulubione trampki, standard. Po całym porannym ogarnięciu się czas wyjść z domu,widzę mama już chyba wyszła, zostawiła karteczkę: obiad masz w lodówce, poukładaj wreszcie te ubrania! Pieniądze leżą na szafce, do zobaczenia wieczorem aniołku!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz