Dziś połowinki, z tej
okazji nie idzię dzisiaj do szkoły. Od samego rana moja mama biega
i krzata się, wyjmuje przeróżne kosmetyki, lokówkę, papiloty i
inne przyrzady do włosów. Zaraz ma przyjść Syzanne. Obiecałam
jej, że to u mnie się uszykujemy. Zrezygnowałysmy ze fryzjera, tam
czeszą się te wszystkie dziewczyny i wyglądają tak samo. A po za
tym nie lubię fryzjerów, zawsze zrobia inaczej niż bym chciała i
jeszcze trzeba zapłacić. Umyłam włosy by byly swierze i akurat
przyszła Syzanne ze swoją sukienką zawijana w foliowy pokrowiec
iswoimikosmetykami. Im więcej tym lepiej. Umyła sobie głowę zaraz
po mnie. Już jest 11, musimy się wyrobić przynajmniej do 18, bo
zanim tam dojedziemy, zanim się zbierzemy będzie już 20 i
przyjęcie się zacznie. Syzanne wymarzyła sobie dwa warkoczyki
biegnące od przedziałka i łaczące się w jeden z tyłu głowy
podczas gdy reszta włosów swobodnie pozostają na ramionach. Dla
odmianyona prostuje ja kręcę. Oby dwie fryzury to wielki wyczyn.
Mama zaplotła mi gorące papiloty żeby efekt był szybszy i lepszy.
Siedziałam tak w tych wałkach jakjakas stara baba. Syz ma pare
dredów usianych pomiędzy włosami które będą musiałysobi tam
zostać. Dawno nie widziałam jej w prostych włosach, chyba z dwa
lub trzylata temu. Bardzi jestem ciekawa jak będzie wyglądała.
Przystąpiłysmy we dwie z dwoma prostownicami do burzy jejwłosów.
Jeszcze przed samym wyjściem trzeba będzie przeprostować
ewentualne skręty. Zaczęłyśmy stopniowo aż włosy które sięgały
jej do pasa zrobiły się za posladki. Wyglądała trochę niczym
elfka lub nimfa wodna z długimi włosami. Koraliki z dredów
zamieniłysmy na takie w kolorze sukienkiw pudrowych kolorach i
zaplotłysmy warkoczyki. Wygląda nieziemsko. Zajęło nam to ładnych
pare godzin. Teraz czas na moje włosy. Jak ja nienawidzę roboty
przy nich. Zdjęłysmy wałki i o dziwko pojawiły się śliczne
spiralki od połowy ich dlugości tak jak chciałam. Poprawiłyśmy
lokówką jeszcze mniej skręcone loczki. Uznałyśmy, że prosta
grzywka nadaje mi trochę azjatyckiej urody przy mojej smukłej
twarzy i pełnych ustach. Burza loków okrywała mi całe barki.
Teraz czas na makijarz. Wymyśliłysmy, że ''przydymimy'' moje
łezkowate oczy by dodać im drapiezności w stosunku do mojej
sukienki ale i także jak podsumowała to Syz. '' Kobiecość która
w tobie drzemała wreszcie ujrzała światło dzienne''. Moja mama
chciała bym zostawiła sobie usta w naturalnym kolorze lekko je
podkreslając. Ale kim bym była nie mając swoich wypukłych i
pełnych czerwonych ust? Nie można z nich zrezygnować.
Podkresliłyśmy lekko policzki różem. Kolczyki z pawich piórek
uzupełniły braki. Syz była pomalowana delikatnie izwiewnie,
niezmiernie kobieco. Wyglądała jak kobieta, która jest tak piękna,
że jesli spojrzysz jej w oczy zamieni cię w kamień. Naprawdę
powali na kolana resztę dziewczyn. Przywdziałyśmy sukienki i
jakims cudem była już 18.Zaraz przyjadą po nas Rissel i Robert
limuzyna którą zamówili. Dan,Grace i Alice ze swoim chłopakiem
przyjadą osobną.
Rozległ się dzwonek do
drzwi. Mama ucieszona i cała podekscytowana pobiegła do drzwi.
Otworzyła chłopcom i wpuściła ich do środka. Słyszałam tylko
jakieś szmery i rozmowy, Syz od razu poleciała na dół i zdaje się
rzuciła się w uściskuna Roba. Cieszę się, że wreszcie sa razem.
Ubrałam buty i zeszłam
ze schodów. Na dole było tak jasno i kazdy cos gadałdo siebie.
Mama poleciała po aparat, w końcu jej jedyna córeczka idzie na
połowinki, zawszemówi że fotografie to najlepsze wspomnienia, bo
zostają na wieki. Położyłam nogę na pierwszym stopniu i powoli
wyłaniałam się stopień po stopniu. Wzrokiem szukałamRissela,
czypatrzy na mnie czy czeka aż zejdę, czy jest tutaj i czy to
wszystko mi się nie przyśniło. Odszukałam go wzrokiem, patrzył
na mnie tym swoim łobuzerskim spojrzeniem i zadziornym uśmieszkiem,
otworzył szerzej usta jakby chciał coś powiedzieć ale zadne słowa
nie wylatywałyz jego ust. Zeszłam i stanęłam przed nim. Wszyscy
wpatrywali się we mnie chwilkę aż wkoncu powiedział:
- Nie myślałem, że
możesz kiedykolwiek wyglądac jeszcze piękniej niz jesteś, a
jednak. - Schowałam kosmyk za ucho a on mi g zza niego wyciągnął
i ułożył swobodnie – Nie chwowaj, tak ci ślicznie.
Przytuliłam go i
obróciłam się do reszty, usmiechnięta twarz Syzane i Roba
rozpromieniała całe pomieszczenie.
- No ustawcie się do
zdjcia! - mówiła rozradowana Anabelle.
Najpierw ja sama, Syz
sama, ja z Risselem, ona z Robem, wszyscy razem i koniec sesji.
- Dobra zbierajcie się
już, bo się spóźnicie – poganiała nas.
- Pa mamo! - pomachałam
jej sprzed limuzyny.
- Bawcie się dobrze –
pomachała nam i zrobiła zdjęcie.
Wielka czarna limuzyna
stała pod moim domem, długością kojarzyła msię z jamnikiem.
Mójanioł otworzył mi drzwi i weszłam do sroda a po mnie Syz.
Usuedlismy wszyscy w obitym czarną skórą siedzeniach. Na brzegach
stały kieliszki z drinkami. Wtuliłam się w Rissela i spojrzałam
na niego. Był naprawde szczęsliwi, tak jak i ja. Na początku byłam
tak skupiona na tymco powie, że aż tak mu się nie przyglądałam.
Miałna sobie drogi, czarny garnitur idealnie do niego dopasowany i
fioletowy grawa, idealnie pasujący do mojego medaliony i przypince
we włosach. Objął mnie ramieniem i szepnął:
- Cieszę się, że jestes
tutaj ze mną. - po czym pocałował mnie w czoło. Pogładziłam
ręką jego blond włosy. Były gładkie i miękkie. Bardzo lubię
gdy ma tył przystrzyzony a przód zostawiony w nieładzie niczym
niesforna grzywka opadająca mu na oczy. Strasznie boje się wejścia
na salę, bo wiem ze wszyscy będą na nas patrzeć ze względu na
Rissela. Wszystkie dziewczyny w szkole się w nim podkochują. Kiedyś
słyszałam jak jakieś pierwszoklasistki wzdychają do niego i
probują zwrócić na niego jakąś uwagę co ró komentując:
- Dlaczego on na mnie nie
patrzy? No spójrz się.
Oczywiście niektóre albo
mi zazdroszcza lub gratuluja, co ja, taka normalna dziewczyna robię
z chłopakiem takim jak on? W sumie nigdy nie byłam osobą
niepopularna ale przez nienawiśc Annie do mnie zawsze miałam pod
górkę. Byłam na takim drugim miejscu, zawsze w cieniu. Nasza
grupka była popularna ale nie tak jak footballowcy czy chirlliderki.
Limuzyna dojechała na miejsce. Wyglądając przez oknozauwazyłam
że rozłozony jest czerwony dywani reflektory przed wejściem. Ktoś
tutaj nie próznował i nie marnował pieniędzy. Limuzyna zatrzymała
się. Rissel podał mi swoją dłoń i wyszliśmyz samochodu. Na
początku oślepiło mnie jasne światło gdy naokoło nas gwiazdy
tanczyły na niebie. Postawiłam niesfornie nogi na czerwonym dywanie
i objęłam mocniej jego rękę. Czułam się trochę jak jakaś
gwiazda filmowa. Gdy szlismy tak wszyscy spoglądali na nas. Właśnie
tego się bałam, tych wszystkich oczu skierowanych w moja stronę.
To mnie różni od Annie, ona pcha się do tłumów i aparatów a ja
jak widać nie. Próbowałam wyglądać profesjonalnie. Przed samym
wejściem stał fotograf i cykał fotki wszystkim przybyszom.
Ustawilismy się we dwójkę a on zrobił zdjęcie, mam nadzieję zę
nie bedę miała głupiej miny jak zawsze. Weszlismy do środka.
Grała miła imprezowa muzyka, teraz nie zbyt głośno, tylko dla
rozluźnienia atmosfery. Dopiero potem zaczną grać ją naprawdę
głośno. Odszukalismy w tłumie Alice, Grace i Dana. Alice stała ze
swoim chłopakiem. Wyglądał trochę jakjakis włoch czy hiszpan
Bujne, kręcone, brązowe włosy, ciemna skóra i niemalże czarne
oczy. Alice to bardzo wysoka i szczupła dziewczyna, chodzi po
wybiegach przeróżnych projektantów. Teraz miała na sobie długą,
jedwabną, czarna sukienkę z brylancikami bez pleców. Grace i Dan
nierozłączni od trzech lat, zawsze razem. Ona o wosach rudoblond i
śmietankowej cerze o błękitnych oczach, istna mieszanka z texasu,
a on jest pół Anglikiem i pół koreanczykiem, ale jak na nich
niezwykle przystojny, gdyby chciał, mógłby powalić wszystkich
dotychczasowych modeli na kolana. Ale jego to nie kręci.
Przytuliliśmy się na powitanie i niektórzy z nas nalali sobie
troche pączu. Niektórych ludzi w cale nie kojarzyłam. Być może
przyprowadzili ich jako swoją parę, tak jak mnie Rissel. Ja
musiałabym czekac jeszcze rok na swój bal połowinkowy. Tak samo
jak Syz i Alice. Jedynie Grace i Dan są rok starsi jako para. Zaraz
oficjalne rozpoczęcie, na scene wchodzi nasza szkolna kapela, jak
narazie rozstawiają swój sprzęt. W dzrzwiach pojawiła się Annie
z Galem. Stroje jakby szyte na zamówienie dla nich obojga. Pewno
sama mu go dała zeby do siebie pasowali. Wyglądał oszałamiająco
pięknie w tym garniturze. Już nie jak typowy nastolatek, który
jeszcze przed chwila ganiał się w księgarni ale jako prawdziwy
mężczyzna. Jakas część mnie cierpiała na myśl o tym, że tak
łatwo wyrzuciłam go ze swojego życia tuż po spotkaniu anioła
stróża, który pojawił się znikąd. Jakaś część mnie nadal do
niego ciągnęła. Pragnęła jeszcze tylko raz, ostatni raz móc
pobyć z nim. Ale odpycha mnie ten jego lód w stosunku do mnie.
Jakby te wszystkie lata przyjaźni były niczym. Jakby nic się nie
stało.Ale to moja wina. Byłam tak w nich wpatrzona ze nie słyszałam
Rissela który cos do mnie mówił:
- Słuchasz mnie? -
dwróciłam w pośpiechu głowę w jego stronę.
- Przepraszam, zamyśliłam
się. Mógłbyś powtórzyć?
- Mogę z nim porozmawiać
- Z kim ty chcesz
rozmawiać? - Spytałam trochę spłoszona.
- widzę jak na niego
patrzysz, męczysz się. Myslisz, że zrobiłas mu krzywdę.
Usiadłam na krzesełko
obok, nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie gorąco. Czy to az tak po
mnie widać? Pewno i jemu teraz sprawiam przykrość. Usiadł
naprzeciwko mnie opierając łokcie o swoje kolana i nachylając się
do mnie.
- Dziękuję, ale nie
chcę. Co było juz minęło. Niczego sie nie odwróci. To już
nieważne, najwazniejsze że jestem teraz tutaj z toba, tak?
Ujął mnie za dłoń i
przyłożył sobie do policzka. Usmiechał się w tej chwili tak
niewinnie.
- Nie chcę żebyś się
tym zamęczała, to ja wszystko tobie zburzyłem. To ja wkroczyłem w
twój świat bez pytania.
Przyłozyłam mu palec do
ust.
- Cieszę się, że to
zrobiłeś.
Odezwał się głos
dyrektora, który własnie przemawiał mowę powitalną i
rozpoczynającą całą imprezę. Zaraz po nim rozbrzmiała nasza
kapela. Dziewczyny pociągnęły mnie ze soba by trochę potańczyć
a chłopcy jak to oni dyskutowali o tych swoich sprawach.
Minęło pare
godzin.Wszyscy już nie martwia się czy wyglądaja dobrze, czy
wszyscy się na niego patrzą, czy nie. Każdy swietnie się bawi i
popija pod stołem tak żeby nauczyciele nie patrzyli. Ale co jak co
oni sami sa juz dobrze wstawieni. Każdy skacze i buja się w rytm
muzyki. Niektórzy stoją po boku i bujaja się z kieliszkamiw ręce
a inni cali spoceni zatracają się w muzyce. Tańczę własnie z
moim chłopakiem. Chyba mogę go tak nazywać. Jak nie dla innych to
przynajmniej dla samej siebie. Przez umysł przemknęła mi myśl czy
może teraz Archaniołowie nie przyglądają się nam. Szybko
wyrzuciłam tę myśl. Nie moge sobie nimi zaprzątac glowy, nie
teraz. Przymknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce. Za chwilę
poczułam jak coś mi wymyka się z rąk. Otworzyłam oczy, było
bardzo ciemno a światła migotały nam nad głowami wywołując
efekt niczym chalucynacji. Gdzie on zniknął? Stałam sama na środku
wielkiej sali a wszyscy obijali mi się o moje ramie szturchając
mnie w tę i we wtę. Próbowałam wyszukac go wzrokiem i przecisnąć
się przez tłumy. Ktoś stoi tyłem, to on? Sylwetka niemal taka
sama. Nic nie widzę a w uszach mi dudni. Ledo widzę swoje stopy.
Połozyłam rękę na jego ramieniu. Zakręcił mną dookoła i
przyciągnął do siebie. Gdy spojrzałam mu w twarz uzmysłowiłam
sobie, że to nie był on. To nie był mój Rissel.
- Co ty robisz? - Cofnęłam
się krok, bo na więcej nie było miejsca.
- Gdzie masz swojego
chłoptasia? - Spojrzał na mnie zalany w sztok Gale. Nigdy nie
widziałam go w takim stanie. Przez moment myślałam, że to mój
Rissel. Ale się pomyliłam. Jak mogłam się tak pomylić?
- Jak ty wyglądasz? Coś
ty ze sobą zrobił? - Chwiał sie na nogach i usmiechał tak sam
złowieszczo jak Rissel. Tylko ten uśmiech niósł ze sobą
obrzydzenie i ból. Zaśmiał się pod nosem i pokręcił spuszczoną
głową. Zbliżył się i połozył dłoń na moim policzku.
Odwróciłam głowę w drugą stronę, nie chcę na niego patrzeć.
Nie jak jest w takim stanie.
- Odejdz ode mnie. -
wyszeptałam.
- Bo co? Jego tu nie ma,
nie widzisz? Zostawił cię. - zaśmiał sie ale teraz głośno. -
Myślałaś, że wszystko będzie dobrze, ale coś tutaj nie gra. On
mi nie gra. I ja się tego dowiem.
- Nie zostawil mnie. -
powiedziałam niezbyt pewnym tonem. Nie wiem gdzie jest.
- Tak? To niby gdzie się
podział? - zadrwił ze mnie.
- Dlaczego mi to robisz? -
Złapał dłonią mój podbrudek i spojrzał rozbieganymi oczami, ale
skupił się teraz jak tylko mógł.
- Bo cie kocham, nie
rozumiesz? - wymamrotał pełen złości.
- Jesteś pijany, to nie
prawda. - próbowałam wyrwać się od niego. - Sam nie wiesz co
mówisz, chodź, zabiorę cię na dwór.
Zaczął coś jeszcze
mamrotać pod nosem, ale było gorzej niż myślałam. Upił się
prawie w trupa. Chyba ostatkami sił odgrywal tą całą sytuację.
Piękny chłopak o błękitnych oczach, idealnym ciele i kręconych
blond włosach wyglądał jak siedem nieszczęść. Wyprowadziłam go
na dwór i posadziłam na ławeczce przed szkołą. Próbował się
podepszeć nogami ale i w tym musiałam mu pomóc.
- Zostaw mnie tutaj, nie
jestem tego warty. - Troszkę się zebrał i usiadł już nie
spadając na podłoge a jedną rękę miał za oparciem by się
podtrzymać. - Zostwa mnie!
- Cicho, przestań już.
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka?
- Dlaczego mi to robisz?
Nie możesz po prostu mnie zostawić tylko ciagle się pojawiasz i
rujnujesz mi życie. Daj mi spokój. - Zakrył dłońmi twarz
chwiejąc się lekko. Te słowa trochę zakóły mie w serce. Piekły
mnie oczy. Chciałabym go teraz zostawić, ale nie mogę pozwolić by
siedział tutaj sam. Wychylił głowę za ławkę i zwymiotował na
trawę. Ja mało tego nie powtórzyłam po nim.
- Zaraz kogoś tu po
ciebie przyślę, Dana i Roba. Zaraz się tobą zajmą.
Wytarł się rękawem.
Wymamrotał coś jeszcze, podparł twarz jedną ręką i spojrzał na
mnie. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczyma. Przypomniał mi się
mały chłopiec i dziewczynka. Wyjazdy nad jezioro we trójkę.
Spanie w namiocie na podwórku przed domem. To wszystko przeze mnie.
- Zostań tutaj, nigdzie
się nie ruszaj. Zaraz przyjdę. Tylko tu zostań. N i e r u s z a j
s i ę. - przeliterowałam by zrozumiał. Przytaknął mi a ja
poleciałam po chłopaków. Za chwilę do niego pobiegli a ja
usiadłam koło Alice przy stoliku, która właśnie konsumowała
psiłek.
- Widziałaś gdzies
Rissela?
- Tak, szukał cię.
Jeszcze cię nie znalazł? - mówiła z jedzeniem w ustach –
przepraszam ale nie jadłam nic od wieków.
- A gdzie poszedł?
- Chyba na tyły szkoły,
koło fontanny.
- Dzięki.
Poleciałam na tył
szkoły. Gdy biegłam przez korytarze wpadłam na niego zziajanego.
- Jesteś! Gdzieś ty się
podziewał?! Szkałam cię! Zostawiłeś mnie! Jak mogłeś? -
Uderzyłam go lekko w pierś. Moje słowa trafiały w niego jak w
tarczę i odbijały się. Przytulił mnie mocno do siebie i
pogładziłpo włosach. Próbowałam się wyszarpać, bo byłam na
niego wsciekła, że zostwił mnie i musiałam trafić na pijanego
Gala. Ale on trzymał mnie tak mocno, że nie mogłam zrobić nic
innego niż przestać się szamotać. Stalismy tak jeszcze chwilę aż
się odezwał.
- Wybacz mi,ale musiałem
cos załatwić. A to nie mogło wzlekać.
- Co niby musiałeś
załatwić własnie teraz, he? - nadal się złościłam ale połowa
całego tego gniewu jakby rozpłyneła się w jego objęciach.
- Nie mogę ci powiedzieć,
nie teraz.
- Ty i te twoje tajemnice.
Lepiej byłoby gdybym o niczymnie wiedziała. I dzięki za Gala,
naprawdę super rozegranie.
- Za Gala? O czym ty
mówisz? - zabrzmiał zaskoczony.
- Coś ty mu nagadał?
Widziałeś jak onwygląda? Puść mnie.
Odchylił mnie ale nadal
trzymał mnie rękoma.
- Nie byłem u niego. Nic
mu nie mówiłem, nie mówiłas nic, że mam do niego pójść więc
nie poszedłem. - Chyba mówi prawdę. To w takim razie gdzie był.
Gdzie sobie poszedł? Spojrzałam na niego oczami pełnymi jadu. -
Daj spokój. Silvia. Proszę, nie złość się. Przepraszam.
Wpartywałam się jeszcze
w niego chwilę, ale to nie ma sensu żebym była na niego zła.
Odpuściłam.
Osunął sie teraz
spokojnie kilka kroków do tyłu. Światło słoneczne dopiero teraz
ukazało wszystkie jego krzywizny i rysy twarzy. Cały był poobijany
a włosy miał przybrudzone ziemią. Koszula wystawała niechlujnie
ze spodni a krawat luźny nie zaciśnięty. Mankiety poodpinane,
warga czerwona od krwi.
- Co ci się stało? -
powiedziałam zdławionym głosem.
- Nie martw się, wszystko
ci wytłumaczę, ale jeszcze nie teraz.
- To niby kiedy? Jak ty
wyglądasz? A może ciagle mnie okłamujesz? A ta szopa na końcu
sciezki to co to jest? A moze ty jesteś w jakiejś sekcie i po
prostu cały czas mnie oszukujesz tak?
- To nie tak, uwierz mi!
Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym ci powiedzieć. Zrozum to
wszystko. To dla twojego dobra! - Gestykulował dłońmi i mówił
niezwykle przejęty. - Tylko mi ufaj.
- Ufam ci! Nawet za
bardzo! - wykrzyczałam na niego.
- Niewystarczająco. -
objął mnie i położył głowę na moim obojczyku, pogładził ręka
po ramieniu kończąc na mojej talii. Spodniósł oczy za mna i
szepnął. - Wiej jak najdalej.
Stana przede mną a ja
wiedziałam, ze jeśli każe mi uciekać to muszę go posłuchać,
obejrzałam się przez ramie biegnąc korywarzem prowadzacym na salę.
Usłyszałam tylko głuche dwa imiona: Roberti Grace. Z cienia
wydobywały się ciemne postacie, ale wyglądem tylko trochę
przypominające ludzi, jakby jakies kreatury na wzór ludzki.
Dobiegłam do sali i odnalazłam Syz.
- Czy możemy jechać do
domu? - powiedziałam panicznie.
- Jasne, już i tak
strasznie późno. Tylko nie wiem gdzie jest Rob a zwłaszcza gdzie
jest Gale. - Rozglądała się po sali z ponad setką tancząych
ludzi.
- Galem sie nie martw
jest...- zająkałam się - wróci później. A Rob mósiał, no cos
załatwić. Nieważne nie wiem co dokładnie, jedzmy juz dobrze?
Zrobiła tylko skwaszoną
minę i pojechałyśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz