piątek, 3 maja 2013

Rozdział IV

   Dziś połowinki, z tej okazji nie idzię dzisiaj do szkoły. Od samego rana moja mama biega i krzata się, wyjmuje przeróżne kosmetyki, lokówkę, papiloty i inne przyrzady do włosów. Zaraz ma przyjść Syzanne. Obiecałam jej, że to u mnie się uszykujemy. Zrezygnowałysmy ze fryzjera, tam czeszą się te wszystkie dziewczyny i wyglądają tak samo. A po za tym nie lubię fryzjerów, zawsze zrobia inaczej niż bym chciała i jeszcze trzeba zapłacić. Umyłam włosy by byly swierze i akurat przyszła Syzanne ze swoją sukienką zawijana w foliowy pokrowiec iswoimikosmetykami. Im więcej tym lepiej. Umyła sobie głowę zaraz po mnie. Już jest 11, musimy się wyrobić przynajmniej do 18, bo zanim tam dojedziemy, zanim się zbierzemy będzie już 20 i przyjęcie się zacznie. Syzanne wymarzyła sobie dwa warkoczyki biegnące od przedziałka i łaczące się w jeden z tyłu głowy podczas gdy reszta włosów swobodnie pozostają na ramionach. Dla odmianyona prostuje ja kręcę. Oby dwie fryzury to wielki wyczyn. Mama zaplotła mi gorące papiloty żeby efekt był szybszy i lepszy. Siedziałam tak w tych wałkach jakjakas stara baba. Syz ma pare dredów usianych pomiędzy włosami które będą musiałysobi tam zostać. Dawno nie widziałam jej w prostych włosach, chyba z dwa lub trzylata temu. Bardzi jestem ciekawa jak będzie wyglądała. Przystąpiłysmy we dwie z dwoma prostownicami do burzy jejwłosów. Jeszcze przed samym wyjściem trzeba będzie przeprostować ewentualne skręty. Zaczęłyśmy stopniowo aż włosy które sięgały jej do pasa zrobiły się za posladki. Wyglądała trochę niczym elfka lub nimfa wodna z długimi włosami. Koraliki z dredów zamieniłysmy na takie w kolorze sukienkiw pudrowych kolorach i zaplotłysmy warkoczyki. Wygląda nieziemsko. Zajęło nam to ładnych pare godzin. Teraz czas na moje włosy. Jak ja nienawidzę roboty przy nich. Zdjęłysmy wałki i o dziwko pojawiły się śliczne spiralki od połowy ich dlugości tak jak chciałam. Poprawiłyśmy lokówką jeszcze mniej skręcone loczki. Uznałyśmy, że prosta grzywka nadaje mi trochę azjatyckiej urody przy mojej smukłej twarzy i pełnych ustach. Burza loków okrywała mi całe barki. Teraz czas na makijarz. Wymyśliłysmy, że ''przydymimy'' moje łezkowate oczy by dodać im drapiezności w stosunku do mojej sukienki ale i także jak podsumowała to Syz. '' Kobiecość która w tobie drzemała wreszcie ujrzała światło dzienne''. Moja mama chciała bym zostawiła sobie usta w naturalnym kolorze lekko je podkreslając. Ale kim bym była nie mając swoich wypukłych i pełnych czerwonych ust? Nie można z nich zrezygnować. Podkresliłyśmy lekko policzki różem. Kolczyki z pawich piórek uzupełniły braki. Syz była pomalowana delikatnie izwiewnie, niezmiernie kobieco. Wyglądała jak kobieta, która jest tak piękna, że jesli spojrzysz jej w oczy zamieni cię w kamień. Naprawdę powali na kolana resztę dziewczyn. Przywdziałyśmy sukienki i jakims cudem była już 18.Zaraz przyjadą po nas Rissel i Robert limuzyna którą zamówili. Dan,Grace i Alice ze swoim chłopakiem przyjadą osobną.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Mama ucieszona i cała podekscytowana pobiegła do drzwi. Otworzyła chłopcom i wpuściła ich do środka. Słyszałam tylko jakieś szmery i rozmowy, Syz od razu poleciała na dół i zdaje się rzuciła się w uściskuna Roba. Cieszę się, że wreszcie sa razem.
Ubrałam buty i zeszłam ze schodów. Na dole było tak jasno i kazdy cos gadałdo siebie. Mama poleciała po aparat, w końcu jej jedyna córeczka idzie na połowinki, zawszemówi że fotografie to najlepsze wspomnienia, bo zostają na wieki. Położyłam nogę na pierwszym stopniu i powoli wyłaniałam się stopień po stopniu. Wzrokiem szukałamRissela, czypatrzy na mnie czy czeka aż zejdę, czy jest tutaj i czy to wszystko mi się nie przyśniło. Odszukałam go wzrokiem, patrzył na mnie tym swoim łobuzerskim spojrzeniem i zadziornym uśmieszkiem, otworzył szerzej usta jakby chciał coś powiedzieć ale zadne słowa nie wylatywałyz jego ust. Zeszłam i stanęłam przed nim. Wszyscy wpatrywali się we mnie chwilkę aż wkoncu powiedział:
- Nie myślałem, że możesz kiedykolwiek wyglądac jeszcze piękniej niz jesteś, a jednak. - Schowałam kosmyk za ucho a on mi g zza niego wyciągnął i ułożył swobodnie – Nie chwowaj, tak ci ślicznie.
Przytuliłam go i obróciłam się do reszty, usmiechnięta twarz Syzane i Roba rozpromieniała całe pomieszczenie.
- No ustawcie się do zdjcia! - mówiła rozradowana Anabelle.
Najpierw ja sama, Syz sama, ja z Risselem, ona z Robem, wszyscy razem i koniec sesji.
- Dobra zbierajcie się już, bo się spóźnicie – poganiała nas.
- Pa mamo! - pomachałam jej sprzed limuzyny.
- Bawcie się dobrze – pomachała nam i zrobiła zdjęcie.
Wielka czarna limuzyna stała pod moim domem, długością kojarzyła msię z jamnikiem. Mójanioł otworzył mi drzwi i weszłam do sroda a po mnie Syz. Usuedlismy wszyscy w obitym czarną skórą siedzeniach. Na brzegach stały kieliszki z drinkami. Wtuliłam się w Rissela i spojrzałam na niego. Był naprawde szczęsliwi, tak jak i ja. Na początku byłam tak skupiona na tymco powie, że aż tak mu się nie przyglądałam. Miałna sobie drogi, czarny garnitur idealnie do niego dopasowany i fioletowy grawa, idealnie pasujący do mojego medaliony i przypince we włosach. Objął mnie ramieniem i szepnął:
- Cieszę się, że jestes tutaj ze mną. - po czym pocałował mnie w czoło. Pogładziłam ręką jego blond włosy. Były gładkie i miękkie. Bardzo lubię gdy ma tył przystrzyzony a przód zostawiony w nieładzie niczym niesforna grzywka opadająca mu na oczy. Strasznie boje się wejścia na salę, bo wiem ze wszyscy będą na nas patrzeć ze względu na Rissela. Wszystkie dziewczyny w szkole się w nim podkochują. Kiedyś słyszałam jak jakieś pierwszoklasistki wzdychają do niego i probują zwrócić na niego jakąś uwagę co ró komentując:
- Dlaczego on na mnie nie patrzy? No spójrz się.
Oczywiście niektóre albo mi zazdroszcza lub gratuluja, co ja, taka normalna dziewczyna robię z chłopakiem takim jak on? W sumie nigdy nie byłam osobą niepopularna ale przez nienawiśc Annie do mnie zawsze miałam pod górkę. Byłam na takim drugim miejscu, zawsze w cieniu. Nasza grupka była popularna ale nie tak jak footballowcy czy chirlliderki. Limuzyna dojechała na miejsce. Wyglądając przez oknozauwazyłam że rozłozony jest czerwony dywani reflektory przed wejściem. Ktoś tutaj nie próznował i nie marnował pieniędzy. Limuzyna zatrzymała się. Rissel podał mi swoją dłoń i wyszliśmyz samochodu. Na początku oślepiło mnie jasne światło gdy naokoło nas gwiazdy tanczyły na niebie. Postawiłam niesfornie nogi na czerwonym dywanie i objęłam mocniej jego rękę. Czułam się trochę jak jakaś gwiazda filmowa. Gdy szlismy tak wszyscy spoglądali na nas. Właśnie tego się bałam, tych wszystkich oczu skierowanych w moja stronę. To mnie różni od Annie, ona pcha się do tłumów i aparatów a ja jak widać nie. Próbowałam wyglądać profesjonalnie. Przed samym wejściem stał fotograf i cykał fotki wszystkim przybyszom. Ustawilismy się we dwójkę a on zrobił zdjęcie, mam nadzieję zę nie bedę miała głupiej miny jak zawsze. Weszlismy do środka. Grała miła imprezowa muzyka, teraz nie zbyt głośno, tylko dla rozluźnienia atmosfery. Dopiero potem zaczną grać ją naprawdę głośno. Odszukalismy w tłumie Alice, Grace i Dana. Alice stała ze swoim chłopakiem. Wyglądał trochę jakjakis włoch czy hiszpan Bujne, kręcone, brązowe włosy, ciemna skóra i niemalże czarne oczy. Alice to bardzo wysoka i szczupła dziewczyna, chodzi po wybiegach przeróżnych projektantów. Teraz miała na sobie długą, jedwabną, czarna sukienkę z brylancikami bez pleców. Grace i Dan nierozłączni od trzech lat, zawsze razem. Ona o wosach rudoblond i śmietankowej cerze o błękitnych oczach, istna mieszanka z texasu, a on jest pół Anglikiem i pół koreanczykiem, ale jak na nich niezwykle przystojny, gdyby chciał, mógłby powalić wszystkich dotychczasowych modeli na kolana. Ale jego to nie kręci. Przytuliliśmy się na powitanie i niektórzy z nas nalali sobie troche pączu. Niektórych ludzi w cale nie kojarzyłam. Być może przyprowadzili ich jako swoją parę, tak jak mnie Rissel. Ja musiałabym czekac jeszcze rok na swój bal połowinkowy. Tak samo jak Syz i Alice. Jedynie Grace i Dan są rok starsi jako para. Zaraz oficjalne rozpoczęcie, na scene wchodzi nasza szkolna kapela, jak narazie rozstawiają swój sprzęt. W dzrzwiach pojawiła się Annie z Galem. Stroje jakby szyte na zamówienie dla nich obojga. Pewno sama mu go dała zeby do siebie pasowali. Wyglądał oszałamiająco pięknie w tym garniturze. Już nie jak typowy nastolatek, który jeszcze przed chwila ganiał się w księgarni ale jako prawdziwy mężczyzna. Jakas część mnie cierpiała na myśl o tym, że tak łatwo wyrzuciłam go ze swojego życia tuż po spotkaniu anioła stróża, który pojawił się znikąd. Jakaś część mnie nadal do niego ciągnęła. Pragnęła jeszcze tylko raz, ostatni raz móc pobyć z nim. Ale odpycha mnie ten jego lód w stosunku do mnie. Jakby te wszystkie lata przyjaźni były niczym. Jakby nic się nie stało.Ale to moja wina. Byłam tak w nich wpatrzona ze nie słyszałam Rissela który cos do mnie mówił:
- Słuchasz mnie? - dwróciłam w pośpiechu głowę w jego stronę.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Mógłbyś powtórzyć?
- Mogę z nim porozmawiać
- Z kim ty chcesz rozmawiać? - Spytałam trochę spłoszona.
- widzę jak na niego patrzysz, męczysz się. Myslisz, że zrobiłas mu krzywdę.
Usiadłam na krzesełko obok, nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie gorąco. Czy to az tak po mnie widać? Pewno i jemu teraz sprawiam przykrość. Usiadł naprzeciwko mnie opierając łokcie o swoje kolana i nachylając się do mnie.
- Dziękuję, ale nie chcę. Co było juz minęło. Niczego sie nie odwróci. To już nieważne, najwazniejsze że jestem teraz tutaj z toba, tak?
Ujął mnie za dłoń i przyłożył sobie do policzka. Usmiechał się w tej chwili tak niewinnie.
- Nie chcę żebyś się tym zamęczała, to ja wszystko tobie zburzyłem. To ja wkroczyłem w twój świat bez pytania.
Przyłozyłam mu palec do ust.
- Cieszę się, że to zrobiłeś.
Odezwał się głos dyrektora, który własnie przemawiał mowę powitalną i rozpoczynającą całą imprezę. Zaraz po nim rozbrzmiała nasza kapela. Dziewczyny pociągnęły mnie ze soba by trochę potańczyć a chłopcy jak to oni dyskutowali o tych swoich sprawach.
Minęło pare godzin.Wszyscy już nie martwia się czy wyglądaja dobrze, czy wszyscy się na niego patrzą, czy nie. Każdy swietnie się bawi i popija pod stołem tak żeby nauczyciele nie patrzyli. Ale co jak co oni sami sa juz dobrze wstawieni. Każdy skacze i buja się w rytm muzyki. Niektórzy stoją po boku i bujaja się z kieliszkamiw ręce a inni cali spoceni zatracają się w muzyce. Tańczę własnie z moim chłopakiem. Chyba mogę go tak nazywać. Jak nie dla innych to przynajmniej dla samej siebie. Przez umysł przemknęła mi myśl czy może teraz Archaniołowie nie przyglądają się nam. Szybko wyrzuciłam tę myśl. Nie moge sobie nimi zaprzątac glowy, nie teraz. Przymknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce. Za chwilę poczułam jak coś mi wymyka się z rąk. Otworzyłam oczy, było bardzo ciemno a światła migotały nam nad głowami wywołując efekt niczym chalucynacji. Gdzie on zniknął? Stałam sama na środku wielkiej sali a wszyscy obijali mi się o moje ramie szturchając mnie w tę i we wtę. Próbowałam wyszukac go wzrokiem i przecisnąć się przez tłumy. Ktoś stoi tyłem, to on? Sylwetka niemal taka sama. Nic nie widzę a w uszach mi dudni. Ledo widzę swoje stopy. Połozyłam rękę na jego ramieniu. Zakręcił mną dookoła i przyciągnął do siebie. Gdy spojrzałam mu w twarz uzmysłowiłam sobie, że to nie był on. To nie był mój Rissel.
- Co ty robisz? - Cofnęłam się krok, bo na więcej nie było miejsca.
- Gdzie masz swojego chłoptasia? - Spojrzał na mnie zalany w sztok Gale. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Przez moment myślałam, że to mój Rissel. Ale się pomyliłam. Jak mogłam się tak pomylić?
- Jak ty wyglądasz? Coś ty ze sobą zrobił? - Chwiał sie na nogach i usmiechał tak sam złowieszczo jak Rissel. Tylko ten uśmiech niósł ze sobą obrzydzenie i ból. Zaśmiał się pod nosem i pokręcił spuszczoną głową. Zbliżył się i połozył dłoń na moim policzku. Odwróciłam głowę w drugą stronę, nie chcę na niego patrzeć. Nie jak jest w takim stanie.
- Odejdz ode mnie. - wyszeptałam.
- Bo co? Jego tu nie ma, nie widzisz? Zostawił cię. - zaśmiał sie ale teraz głośno. - Myślałaś, że wszystko będzie dobrze, ale coś tutaj nie gra. On mi nie gra. I ja się tego dowiem.
- Nie zostawil mnie. - powiedziałam niezbyt pewnym tonem. Nie wiem gdzie jest.
- Tak? To niby gdzie się podział? - zadrwił ze mnie.
- Dlaczego mi to robisz? - Złapał dłonią mój podbrudek i spojrzał rozbieganymi oczami, ale skupił się teraz jak tylko mógł.
- Bo cie kocham, nie rozumiesz? - wymamrotał pełen złości.
- Jesteś pijany, to nie prawda. - próbowałam wyrwać się od niego. - Sam nie wiesz co mówisz, chodź, zabiorę cię na dwór.
Zaczął coś jeszcze mamrotać pod nosem, ale było gorzej niż myślałam. Upił się prawie w trupa. Chyba ostatkami sił odgrywal tą całą sytuację. Piękny chłopak o błękitnych oczach, idealnym ciele i kręconych blond włosach wyglądał jak siedem nieszczęść. Wyprowadziłam go na dwór i posadziłam na ławeczce przed szkołą. Próbował się podepszeć nogami ale i w tym musiałam mu pomóc.
- Zostaw mnie tutaj, nie jestem tego warty. - Troszkę się zebrał i usiadł już nie spadając na podłoge a jedną rękę miał za oparciem by się podtrzymać. - Zostwa mnie!
- Cicho, przestań już.
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka?
- Dlaczego mi to robisz? Nie możesz po prostu mnie zostawić tylko ciagle się pojawiasz i rujnujesz mi życie. Daj mi spokój. - Zakrył dłońmi twarz chwiejąc się lekko. Te słowa trochę zakóły mie w serce. Piekły mnie oczy. Chciałabym go teraz zostawić, ale nie mogę pozwolić by siedział tutaj sam. Wychylił głowę za ławkę i zwymiotował na trawę. Ja mało tego nie powtórzyłam po nim.
- Zaraz kogoś tu po ciebie przyślę, Dana i Roba. Zaraz się tobą zajmą.
Wytarł się rękawem. Wymamrotał coś jeszcze, podparł twarz jedną ręką i spojrzał na mnie. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczyma. Przypomniał mi się mały chłopiec i dziewczynka. Wyjazdy nad jezioro we trójkę. Spanie w namiocie na podwórku przed domem. To wszystko przeze mnie.
- Zostań tutaj, nigdzie się nie ruszaj. Zaraz przyjdę. Tylko tu zostań. N i e r u s z a j s i ę. - przeliterowałam by zrozumiał. Przytaknął mi a ja poleciałam po chłopaków. Za chwilę do niego pobiegli a ja usiadłam koło Alice przy stoliku, która właśnie konsumowała psiłek.
- Widziałaś gdzies Rissela?
- Tak, szukał cię. Jeszcze cię nie znalazł? - mówiła z jedzeniem w ustach – przepraszam ale nie jadłam nic od wieków.
- A gdzie poszedł?
- Chyba na tyły szkoły, koło fontanny.
- Dzięki.
Poleciałam na tył szkoły. Gdy biegłam przez korytarze wpadłam na niego zziajanego.
- Jesteś! Gdzieś ty się podziewał?! Szkałam cię! Zostawiłeś mnie! Jak mogłeś? - Uderzyłam go lekko w pierś. Moje słowa trafiały w niego jak w tarczę i odbijały się. Przytulił mnie mocno do siebie i pogładziłpo włosach. Próbowałam się wyszarpać, bo byłam na niego wsciekła, że zostwił mnie i musiałam trafić na pijanego Gala. Ale on trzymał mnie tak mocno, że nie mogłam zrobić nic innego niż przestać się szamotać. Stalismy tak jeszcze chwilę aż się odezwał.
- Wybacz mi,ale musiałem cos załatwić. A to nie mogło wzlekać.
- Co niby musiałeś załatwić własnie teraz, he? - nadal się złościłam ale połowa całego tego gniewu jakby rozpłyneła się w jego objęciach.
- Nie mogę ci powiedzieć, nie teraz.
- Ty i te twoje tajemnice. Lepiej byłoby gdybym o niczymnie wiedziała. I dzięki za Gala, naprawdę super rozegranie.
- Za Gala? O czym ty mówisz? - zabrzmiał zaskoczony.
- Coś ty mu nagadał? Widziałeś jak onwygląda? Puść mnie.
Odchylił mnie ale nadal trzymał mnie rękoma.
- Nie byłem u niego. Nic mu nie mówiłem, nie mówiłas nic, że mam do niego pójść więc nie poszedłem. - Chyba mówi prawdę. To w takim razie gdzie był. Gdzie sobie poszedł? Spojrzałam na niego oczami pełnymi jadu. - Daj spokój. Silvia. Proszę, nie złość się. Przepraszam.
Wpartywałam się jeszcze w niego chwilę, ale to nie ma sensu żebym była na niego zła. Odpuściłam.
Osunął sie teraz spokojnie kilka kroków do tyłu. Światło słoneczne dopiero teraz ukazało wszystkie jego krzywizny i rysy twarzy. Cały był poobijany a włosy miał przybrudzone ziemią. Koszula wystawała niechlujnie ze spodni a krawat luźny nie zaciśnięty. Mankiety poodpinane, warga czerwona od krwi.
- Co ci się stało? - powiedziałam zdławionym głosem.
- Nie martw się, wszystko ci wytłumaczę, ale jeszcze nie teraz.
- To niby kiedy? Jak ty wyglądasz? A może ciagle mnie okłamujesz? A ta szopa na końcu sciezki to co to jest? A moze ty jesteś w jakiejś sekcie i po prostu cały czas mnie oszukujesz tak?
- To nie tak, uwierz mi! Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym ci powiedzieć. Zrozum to wszystko. To dla twojego dobra! - Gestykulował dłońmi i mówił niezwykle przejęty. - Tylko mi ufaj.
- Ufam ci! Nawet za bardzo! - wykrzyczałam na niego.
- Niewystarczająco. - objął mnie i położył głowę na moim obojczyku, pogładził ręka po ramieniu kończąc na mojej talii. Spodniósł oczy za mna i szepnął. - Wiej jak najdalej.
Stana przede mną a ja wiedziałam, ze jeśli każe mi uciekać to muszę go posłuchać, obejrzałam się przez ramie biegnąc korywarzem prowadzacym na salę. Usłyszałam tylko głuche dwa imiona: Roberti Grace. Z cienia wydobywały się ciemne postacie, ale wyglądem tylko trochę przypominające ludzi, jakby jakies kreatury na wzór ludzki. Dobiegłam do sali i odnalazłam Syz.
- Czy możemy jechać do domu? - powiedziałam panicznie.
- Jasne, już i tak strasznie późno. Tylko nie wiem gdzie jest Rob a zwłaszcza gdzie jest Gale. - Rozglądała się po sali z ponad setką tancząych ludzi.
- Galem sie nie martw jest...- zająkałam się - wróci później. A Rob mósiał, no cos załatwić. Nieważne nie wiem co dokładnie, jedzmy juz dobrze?
Zrobiła tylko skwaszoną minę i pojechałyśmy do domu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz