Siedziałam wieczorem na
łózku i trzymałam w dłoniach medalion. Riss zadzwonił do mnie
tylko po południu że ma bardzo ważne sprawy do załatwienia w
Przeciwswiecie. Ze względu na jego rodziców i wszystkich
archaniołów wolę się nie wychylać. Znaczy powiedział im
wszystkim, że nie zamierza się ukrywac i chce się przyjaźnić ze
mną, niechętnie ale się zgodzili. To tyle dobrze, że nie musi się
ukrywać ale myślę, że przez to będziemy mieli trochę pod górkę.
Nagle rozbrzmiał komunikat u mnie w pokoju. Holograficzna twarz,
melodia w tle i te same słowa. Podają nowa informację: Wszystkich
młodych ludzi w wieku 16-19 lat mają stawić się o godzinie 12 w
tradycyjnych strojach,powtarzam, wszystkie bunty lub nie stawienie
się grozu surową karą ''
Mam jeszcze godzinę.
Tradycyjne stroje są bardzo... inne? Kobiety mają na sobie czarne
obcisłe sukienki pokazujące wszystkie ich kragłości lub
niedoskonałości. Zrobiony jest ze lśniącej skóry z materiałowymi
wstawkami na bokach. Rękawy trzy czwarte, spód 15 cm nad kolano bez
dekoldu. Na swój sposób są naprawdę ładne. Każdy region ma swój
kolor. Nasz ma kolor bordowy, dlatego specjalny naszyjnik z
nadajnikiem przypominający trochę obrożę dla psa ma bordowy pasek
na środku. Każda kobieta nosi do tego cos co przypomina myśliwska
kurtkę lub pałatkę. Oczywiście skrojona tak by wyglądała
praktycznie i kobieco. Nieco surowo. Czarne botki, które pomieszane
są z wyglądem glanów a zwyklych traperkowatych botek. Są ciężkie
i delikatne na swój sposób. Mężczyźni natomiast maja czarne
podkoszulki, skórzane spodnie zwężane na nogawkach, w podobnym
stylu buty tylko męskie i identyczne nakrycie wierzchnie ale
oczywiście skrojone na mężczyzn. Włosy mają być staranie
zaplecione w róznoraki sposób, byle zaplecione i dozwolony jest
drobny makijarz. Mama pomogła mi się obrać i zaplotła mi
niesamowitego warkocza, luxnego dobierańca z zawiązaną na koncu
bordową wstąrzką, umalowałam usta na czerwono i pociągnęłam
rzęsy tuszem. Voila. Idę na rzeź. Pociągi tak są skąstruowane
że jeżdżą pod ziemią. Na dole jest już jakby druga powierzchnia
tylko, że zakrywa. Na sam srodek królestwa dotrę w 15 minut
chociaż dziela nas setki kilometrów. Pożegnałam się z mamą w
domu, nie chciałam by zawsze widziała ten odjeżdżający pociąg
którym juz mogę nie wrócić. Ma tez czekać na mnie w domu. Udręka
byłoby zobaczyć jak wszyscy wysiadają, tylko nie ja. Uznałam że
to dobry sposób.
- Bądź dzielna –
objęła mnie ramieniem i pocałowała w policzek, widziałam jak
powstrzymuje się od łez. Mama jeszcze przed moim odejściem zrobiła
mi na czole jakis dziwny, nieznany mi dotąd znak i szeptała
nieznane mi słowa. Brzmiały trochę jak wtedy gdy Rissel cytował
mi motto stróżów. Ale może to jakieś bardzo stare powiedzenie.
Ruszyłam na dworzec, mieli czekać tam na mnie Alice, Grace, Syz,
Dan, Rob i Gale. Rissel zjawi się dopiero tam, na miejscu, na razie
musibyć w Nakritte. Wszyscy wyglądali prawie tak samo, jeśli stali
by tyłem nie wiem czy od razu bym ich odnalazła. Alice się
rozkleiła i co róż przytykała chusteczkę do oczu by zbytnio tusz
to rzęs się nie rozmazał a Syz lamentowała że nic sie nie stanie
jak si go pozbędzie. Cała atmosfera była raczej ponura. Czekalismy
na pociąg w szarych podziemiach, gdzieniegdzie paliła się zielonym
płomieniem pochodnia na ścianie. Przytuliłam się na powtanie z
każdym po kolei. Z wyjątkiem Gala, stał na końcu i po jego wzroku
widziałam, że jest lekko zażenowany i raczej nie chce mieć ze mną
styczności. Chyba mu powiedzieli co naprawdę zaszło tamtej nocy.
Przytaknęłammu tylko głową na powitanie. Odwzajemnił i odwrócił
wzrok, Syz posłała mi pełne współczucia spojrzenie, zięła mnie
za rękę i usiadłysmy do pociągu który właśnie przyjechał.
- Nasze 15 min wolności.
- Zażartował Dan. - Grace szturchnęła go i z usmiechem pokiwała
głową.
Przyjżałam się uważnie
Grace i Robowi. Kiedys po prostu skomentowałabym to idealnymi genami
odziedziczonymi po rodzicach, bo są niemal idealni i piękni. Ale
teraz widzę w spojrzeniu dusze wojownika. Widzę kim są. Widzę ich
prawie nie widoczne gołym okiem cieniutkie blizny na skórze. Widzę
ich oczy, jak obramówki pięknie odznaczają się od srodka
tęczówki. Wysłali do siebie porozumiewawcze spojrzenia. Jakby ze
soba rozmawiali, jak Rissel ze mną tylko że jako jedynyz nas dwójki
mówił miw myslach. Grace otworzyła lekko usta, jakbysię własnie
czegos dowiedziała, zerknęła na mnie i przestali na siebie
patrzeć. Szepnęlam tylko krótkie.
- Wiem o was.
Pociąg zatrzymał się i
zakłopotana Grace wyszła jako pierwsza, Rob spokojny wyszedł od
razu za nią. Zaciśnęłam mocniej dłoń Syz.
- Damy radę, bez względu
na wszystko?
- Zawsze. - Usmiechnęła
się czule.
Całe tłumy nastolaków
stały teraz w ogromnych szykach. Musimy się zarejestrować. Polega
to na pobraniu krwi i przyłożeniu do dokumentu. Laserowe
sprawdzenie oczu i czytelny podpis przy swoim imieniu i nazwisku.
Pieczatka z numerem zawsze widnieje na ręce. Każde z nas wykonało
taka czynność. Ale gdzie jest Rissel. Prowadzili mnie do swojego
miejsca w szyku. Nie mogłam go znaleźć, powinien stać gdzieś tam
przy trzecioklasistach. Powinien gdzieś tu być. Potknęlam się o
maly kamień a on podniósł mnie za rękę. Był naprawdę
zmartwiony. Spojrzał mi głęboko w oczy
- Nie martw się, nic
się nie stanie, obiecuję - Po raz kolejny głos zabrzmial w
mojej głowie.
Stanęłam przy swoim
regionie w 13 rzędzie od początku mam numer 753. Są nas tutaj
tysiące. Nie mam prawa być wylosowana. Nie moga mnie wylosować.
Cały plac szumiał i szeptał. W powietrzu unosiło sie poruszenie i
dezoriętacja. Wiem tylko tyle ile nas uczyli w szkołach. Bardzo
ogólnikowo. Nie miałam pojęcia że to tak wygląda. Nikogo tutaj
nie znam, obok mnie z prawej stoi dziewczyna o brązowych, kręconych
włosach i jasnej karnacji, trszeczkę przy kości a z lewej wysoka
platynowa blondynka, wyglada na zarozumiałą. Chłopaki stoją w
blokach po prawej stronie dziewczyn. Przodu zauważyłam przez glowy
innych dziewczyn wielka scenę oświetlaną z każdej strony. Trochę
skromną. Na srodkustał z tolik i osiemnascie kopert i mikrofon.
Światła zabłysły teraz nad nami bo dzień był szary i ciemny,
jakbypogoda wiedziała co się święci. Szukałam wzrokiem Syz ale
nigdzie jejnie widziałam. Rissela też nie mogłam dostrzec. A
bardzo chciałam zobaczyć chociaz jedno z nich, nawet Gala. Nawet
jego nie widzę. Wszedzie tylko kolorowe głowy z włosami
pozaplatanymi w piękne arydzieła. Zabrzmiała ta sama melodia.
Kotary rozsunęły sie i wyszedł potęzny facet po 60- tce. Siwe
włosy i broda. Bardzo wysoki i chyba kiedys miał sylwetke lepszą
niz bogowie greccy. Podszedł powoli do mikrofonu. Wszyscy zaczęli
wzdychać i szeptać. Blondynka zerknęła na mnie i szepnęła:
- Boję się – była
naprawde przerazona i wydawała się być inna niż ja spostrzegałm
na początku.
- Damy radę – podałam
jej mały palec u ręki, zachaczyła o niego swoim. Zapadła grobelna
cisza.
Król Neveed przemówił.
Wyrecytował ta samą regółke co zawsze
- Twoja wola, to mój
czyn naszego, idealnego imperium. Bądźmy perfekcyjni Niniejszym
zebralismy się tutaj, by wybrać osiemnaścioro dzielnych wojowników
by mogli wykazać się niezwykłą odwagą w walce dla naszego
królestwa. Jesteśmy z was dumni. - zabrzmiał ochrypły, twardy,
gruby głos.
Do króla przyszła jego
asystentka ipodała mu pierwszą kopertę. Szumy wzrosły. Król
odchrzaknął i wszyscy w jedej chwili uciszyli się.
- Pierwszym szczęściarzem
okazuje się...- Zacząl powoli rozrywać koperte nozykiem. Wyciagnął
karteczkę ze środka ipowiedział – April Neterin, lat 18 .
Zapraszamy na scenę.
Wszystkie głowy zaczęły
się rozglądać po sobie. Po schodach dumnym ale przerazonym krokiem
weszła bardzo wysportowana dziewczyna, wywnioskowałam to po
umięścionych nogach. Włosy miała krótko, modnie ścite. Ustawiła
się i przestraszonym wzrokiem wodziła po wszystkich.
- Drugim lub drugą jest –
chwila ciszy – Timothy Fertell, lat 19.
Chłopak
wszedł na scenę. Kolejno po nim weszla: Gaby, Fellicia, Benjamin,
Isaac, Joe, Nina, Izabelle, Louis, Peter , Toby, Kathy,
Khloe, Leah, Jasse, Hugo, Nico. Każdy inny, każdy wydawał się
silny na swój sposób. Z tej 18 tylko jedna osoba miała 16 lat,
była nią Leah.- dziewczyna która trzymałam za mały paluszek, ta
która stała koło mnie. Dziewczyna której powiedziałam że
wszystko będzie w porządku i że damy rade. Przełknęłam ślinę.
- Oto 18 wybrańców, którzy przyczynia się by nasze królestwo było jeszcze piękniejsze, silniejsze, wytrzymalsze... BĄDZMY DUMNI Z WYBRANYCH. - Echo rozniosło się po całym placu.
Wszyscy milczeli, nikt się nie odezwał. A w jednej chwili cały tłum podniósł wysoko ręce z połączonymi trzema palcami: kciukiem, palcem wskazującym i środkowym, dwa ostatnie palce schowane były w dłoń. Tak okazywaliśmy sobie szacunek, kondolencje lub podziękowania wszystkim mieszkańcom Neveedie. Nastolatki na środku złapali się za ręce i kolejno przyłożyło ręce to piersi i oddało znak. Król zszedł ze sceny, zniknął za wielka kotarą. Kolejno zeszli nasi ''wybrańcy''. Wszyscy nagle rozeszli się i biegli do znajomych. Gdzie oni są? Musze ich znaleźć. Łzy napełniły moje oczy. Byłam szczęśliwa, że żadne z nas nie musiało cierpieć za chore ambicje królów. Jesteśmy wolni.
- Syzane! Alice! Rissel! - krzyczałam imiona moich znajomych. Nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Przeciskałam się przez tłumy i zaraz przy mnie zmaterializował się Rissel. Przytuliłam go tak mocno jak tylko byłam w stanie. Nic nam nie jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz