środa, 8 maja 2013

Rozdział VI

Siedziałam wieczorem na łózku i trzymałam w dłoniach medalion. Riss zadzwonił do mnie tylko po południu że ma bardzo ważne sprawy do załatwienia w Przeciwswiecie. Ze względu na jego rodziców i wszystkich archaniołów wolę się nie wychylać. Znaczy powiedział im wszystkim, że nie zamierza się ukrywac i chce się przyjaźnić ze mną, niechętnie ale się zgodzili. To tyle dobrze, że nie musi się ukrywać ale myślę, że przez to będziemy mieli trochę pod górkę. Nagle rozbrzmiał komunikat u mnie w pokoju. Holograficzna twarz, melodia w tle i te same słowa. Podają nowa informację: Wszystkich młodych ludzi w wieku 16-19 lat mają stawić się o godzinie 12 w tradycyjnych strojach,powtarzam, wszystkie bunty lub nie stawienie się grozu surową karą ''
Mam jeszcze godzinę. Tradycyjne stroje są bardzo... inne? Kobiety mają na sobie czarne obcisłe sukienki pokazujące wszystkie ich kragłości lub niedoskonałości. Zrobiony jest ze lśniącej skóry z materiałowymi wstawkami na bokach. Rękawy trzy czwarte, spód 15 cm nad kolano bez dekoldu. Na swój sposób są naprawdę ładne. Każdy region ma swój kolor. Nasz ma kolor bordowy, dlatego specjalny naszyjnik z nadajnikiem przypominający trochę obrożę dla psa ma bordowy pasek na środku. Każda kobieta nosi do tego cos co przypomina myśliwska kurtkę lub pałatkę. Oczywiście skrojona tak by wyglądała praktycznie i kobieco. Nieco surowo. Czarne botki, które pomieszane są z wyglądem glanów a zwyklych traperkowatych botek. Są ciężkie i delikatne na swój sposób. Mężczyźni natomiast maja czarne podkoszulki, skórzane spodnie zwężane na nogawkach, w podobnym stylu buty tylko męskie i identyczne nakrycie wierzchnie ale oczywiście skrojone na mężczyzn. Włosy mają być staranie zaplecione w róznoraki sposób, byle zaplecione i dozwolony jest drobny makijarz. Mama pomogła mi się obrać i zaplotła mi niesamowitego warkocza, luxnego dobierańca z zawiązaną na koncu bordową wstąrzką, umalowałam usta na czerwono i pociągnęłam rzęsy tuszem. Voila. Idę na rzeź. Pociągi tak są skąstruowane że jeżdżą pod ziemią. Na dole jest już jakby druga powierzchnia tylko, że zakrywa. Na sam srodek królestwa dotrę w 15 minut chociaż dziela nas setki kilometrów. Pożegnałam się z mamą w domu, nie chciałam by zawsze widziała ten odjeżdżający pociąg którym juz mogę nie wrócić. Ma tez czekać na mnie w domu. Udręka byłoby zobaczyć jak wszyscy wysiadają, tylko nie ja. Uznałam że to dobry sposób.
- Bądź dzielna – objęła mnie ramieniem i pocałowała w policzek, widziałam jak powstrzymuje się od łez. Mama jeszcze przed moim odejściem zrobiła mi na czole jakis dziwny, nieznany mi dotąd znak i szeptała nieznane mi słowa. Brzmiały trochę jak wtedy gdy Rissel cytował mi motto stróżów. Ale może to jakieś bardzo stare powiedzenie. Ruszyłam na dworzec, mieli czekać tam na mnie Alice, Grace, Syz, Dan, Rob i Gale. Rissel zjawi się dopiero tam, na miejscu, na razie musibyć w Nakritte. Wszyscy wyglądali prawie tak samo, jeśli stali by tyłem nie wiem czy od razu bym ich odnalazła. Alice się rozkleiła i co róż przytykała chusteczkę do oczu by zbytnio tusz to rzęs się nie rozmazał a Syz lamentowała że nic sie nie stanie jak si go pozbędzie. Cała atmosfera była raczej ponura. Czekalismy na pociąg w szarych podziemiach, gdzieniegdzie paliła się zielonym płomieniem pochodnia na ścianie. Przytuliłam się na powtanie z każdym po kolei. Z wyjątkiem Gala, stał na końcu i po jego wzroku widziałam, że jest lekko zażenowany i raczej nie chce mieć ze mną styczności. Chyba mu powiedzieli co naprawdę zaszło tamtej nocy. Przytaknęłammu tylko głową na powitanie. Odwzajemnił i odwrócił wzrok, Syz posłała mi pełne współczucia spojrzenie, zięła mnie za rękę i usiadłysmy do pociągu który właśnie przyjechał.
- Nasze 15 min wolności. - Zażartował Dan. - Grace szturchnęła go i z usmiechem pokiwała głową.
Przyjżałam się uważnie Grace i Robowi. Kiedys po prostu skomentowałabym to idealnymi genami odziedziczonymi po rodzicach, bo są niemal idealni i piękni. Ale teraz widzę w spojrzeniu dusze wojownika. Widzę kim są. Widzę ich prawie nie widoczne gołym okiem cieniutkie blizny na skórze. Widzę ich oczy, jak obramówki pięknie odznaczają się od srodka tęczówki. Wysłali do siebie porozumiewawcze spojrzenia. Jakby ze soba rozmawiali, jak Rissel ze mną tylko że jako jedynyz nas dwójki mówił miw myslach. Grace otworzyła lekko usta, jakbysię własnie czegos dowiedziała, zerknęła na mnie i przestali na siebie patrzeć. Szepnęlam tylko krótkie.
- Wiem o was.
Pociąg zatrzymał się i zakłopotana Grace wyszła jako pierwsza, Rob spokojny wyszedł od razu za nią. Zaciśnęłam mocniej dłoń Syz.
- Damy radę, bez względu na wszystko?
- Zawsze. - Usmiechnęła się czule.
Całe tłumy nastolaków stały teraz w ogromnych szykach. Musimy się zarejestrować. Polega to na pobraniu krwi i przyłożeniu do dokumentu. Laserowe sprawdzenie oczu i czytelny podpis przy swoim imieniu i nazwisku. Pieczatka z numerem zawsze widnieje na ręce. Każde z nas wykonało taka czynność. Ale gdzie jest Rissel. Prowadzili mnie do swojego miejsca w szyku. Nie mogłam go znaleźć, powinien stać gdzieś tam przy trzecioklasistach. Powinien gdzieś tu być. Potknęlam się o maly kamień a on podniósł mnie za rękę. Był naprawdę zmartwiony. Spojrzał mi głęboko w oczy
- Nie martw się, nic się nie stanie, obiecuję - Po raz kolejny głos zabrzmial w mojej głowie.
Stanęłam przy swoim regionie w 13 rzędzie od początku mam numer 753. Są nas tutaj tysiące. Nie mam prawa być wylosowana. Nie moga mnie wylosować. Cały plac szumiał i szeptał. W powietrzu unosiło sie poruszenie i dezoriętacja. Wiem tylko tyle ile nas uczyli w szkołach. Bardzo ogólnikowo. Nie miałam pojęcia że to tak wygląda. Nikogo tutaj nie znam, obok mnie z prawej stoi dziewczyna o brązowych, kręconych włosach i jasnej karnacji, trszeczkę przy kości a z lewej wysoka platynowa blondynka, wyglada na zarozumiałą. Chłopaki stoją w blokach po prawej stronie dziewczyn. Przodu zauważyłam przez glowy innych dziewczyn wielka scenę oświetlaną z każdej strony. Trochę skromną. Na srodkustał z tolik i osiemnascie kopert i mikrofon. Światła zabłysły teraz nad nami bo dzień był szary i ciemny, jakbypogoda wiedziała co się święci. Szukałam wzrokiem Syz ale nigdzie jejnie widziałam. Rissela też nie mogłam dostrzec. A bardzo chciałam zobaczyć chociaz jedno z nich, nawet Gala. Nawet jego nie widzę. Wszedzie tylko kolorowe głowy z włosami pozaplatanymi w piękne arydzieła. Zabrzmiała ta sama melodia. Kotary rozsunęły sie i wyszedł potęzny facet po 60- tce. Siwe włosy i broda. Bardzo wysoki i chyba kiedys miał sylwetke lepszą niz bogowie greccy. Podszedł powoli do mikrofonu. Wszyscy zaczęli wzdychać i szeptać. Blondynka zerknęła na mnie i szepnęła:
- Boję się – była naprawde przerazona i wydawała się być inna niż ja spostrzegałm na początku.
- Damy radę – podałam jej mały palec u ręki, zachaczyła o niego swoim. Zapadła grobelna cisza.
Król Neveed przemówił. Wyrecytował ta samą regółke co zawsze
- Twoja wola, to mój czyn naszego, idealnego imperium. Bądźmy perfekcyjni Niniejszym zebralismy się tutaj, by wybrać osiemnaścioro dzielnych wojowników by mogli wykazać się niezwykłą odwagą w walce dla naszego królestwa. Jesteśmy z was dumni. - zabrzmiał ochrypły, twardy, gruby głos.
Do króla przyszła jego asystentka ipodała mu pierwszą kopertę. Szumy wzrosły. Król odchrzaknął i wszyscy w jedej chwili uciszyli się.
- Pierwszym szczęściarzem okazuje się...- Zacząl powoli rozrywać koperte nozykiem. Wyciagnął karteczkę ze środka ipowiedział – April Neterin, lat 18 . Zapraszamy na scenę.
Wszystkie głowy zaczęły się rozglądać po sobie. Po schodach dumnym ale przerazonym krokiem weszła bardzo wysportowana dziewczyna, wywnioskowałam to po umięścionych nogach. Włosy miała krótko, modnie ścite. Ustawiła się i przestraszonym wzrokiem wodziła po wszystkich.
- Drugim lub drugą jest – chwila ciszy – Timothy Fertell, lat 19.
Chłopak wszedł na scenę. Kolejno po nim weszla: Gaby, Fellicia, Benjamin, Isaac, Joe, Nina, Izabelle, Louis, Peter , Toby, Kathy, Khloe, Leah, Jasse, Hugo, Nico. Każdy inny, każdy wydawał się silny na swój sposób. Z tej 18 tylko jedna osoba miała 16 lat, była nią Leah.- dziewczyna która trzymałam za mały paluszek, ta która stała koło mnie. Dziewczyna której powiedziałam że wszystko będzie w porządku i że damy rade. Przełknęłam ślinę.
- Oto 18 wybrańców, którzy przyczynia się by nasze królestwo było jeszcze piękniejsze, silniejsze, wytrzymalsze... BĄDZMY DUMNI Z WYBRANYCH. - Echo rozniosło się po całym placu.
Wszyscy milczeli, nikt się nie odezwał. A w jednej chwili cały tłum podniósł wysoko ręce z połączonymi trzema palcami: kciukiem, palcem wskazującym i środkowym, dwa ostatnie palce schowane były w dłoń. Tak okazywaliśmy sobie szacunek, kondolencje lub podziękowania wszystkim mieszkańcom Neveedie. Nastolatki na środku złapali się za ręce i kolejno przyłożyło ręce to piersi i oddało znak. Król zszedł ze sceny, zniknął za wielka kotarą. Kolejno zeszli nasi ''wybrańcy''. Wszyscy nagle rozeszli się i biegli do znajomych. Gdzie oni są? Musze ich znaleźć. Łzy napełniły moje oczy. Byłam szczęśliwa, że żadne z nas nie musiało cierpieć za chore ambicje królów. Jesteśmy wolni.
- Syzane! Alice! Rissel! - krzyczałam imiona moich znajomych. Nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Przeciskałam się przez tłumy i zaraz przy mnie zmaterializował się Rissel. Przytuliłam go tak mocno jak tylko byłam w stanie. Nic nam nie jest.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz