Zdjęłam
dłonie z twarzy i zacisnęłam je aż zbielały mi kostki.
Wpatrywałam się w trawę, która pokryta była blado różowo-
żółtym deszczem, jakby to słońce topiło się i ściekało na
ziemię. Krople cały czas spadały i spadały obijając się o
mnie. Nagle poczułam przypływ adrenaliny. Wstałam i pobiegłam do
ostatniego jeziorka i wskoczyłam do niego na bombę. Grzmotnęłam w
taflę wody i usłyszałam tylko głuche wołanie- Nie! W jednej
chwili cofnęłam się do przeszłości.
Moja
matka odziana w długą biała suknię przypominająca poranną
mgiełkę z ozdobami z najpiękniejszych pereł jakie widziałam
kiedykolwiek w życiu. Pokryta była takimi samymi znakami jak Rissel
gdy zobaczyłam je u niego po raz pierwszy. Stała u boku ponad
dwumetrowego mężczyzny. Sama ona ma 190 cm wzrostu Mężczyzna był
smukły, niebiańsko wyrzeźbiony i sprawiał wrażenie niezwykle
inteligentnego i silnego. Czarne włosy zawijały mu się lekko za
uszami. Odziany w coś w rodzaju zbroi anielskiej. Może trochę
przypominającą szaty. Maja matka trzymała go za rękę.
Prezentowali się razem na wielkim szklanym balkonie. Michał anioł
podniósł dłoń z mieczem do góry i krzyknął:
-
Albowiem póki żyję i jestem tu z wami, Lucyfer do ziemi i
Przeciwświata swojej obleśnej nogi nie połozy na ziemiach
świętych. I demony wszelkie zginą w ogniach piekielnych. Ku
chwale!
A
reszta aniołów stojąca na dole wykrzyknęła za nim: Ku chwale!
-
Gabrielo! - Zabrzmiał potężny głos zza ich pleców. Nie widzę
tej postaci. Nie moge jej zobaczyć. Dlaczego? Żółtobiała
poświata błysnęła jaśniej niż słońce. - Zbliż się do mnie.
Moja
matka klęknęła i podkuliła głowę do kolana – Słucham Ojcze.
Rozmawiali
chwilę w języku, którego nie rozumiem. Nie wiem co on oznacza ale
chce wiedzieć, bardzo chcę! Moja matka ukłoniła się z powrotem.
Światło zniknęło szybciej niż zdążyłam mrugnąć. Moja matka
wróciła do Michała i obejrzała się przez ramię, jakby patrząc
na mnie. Wydaje mi się że albo patrzy na mnie, wie że tu jestem
albo... Odwróciłam się za siebie. A mną stał piękny mężczyzna
z dwójka innych aniołów u boku. TO MÓJ OJCIEC. Posłali sobie
spojrzenia tak przenikliwe i nie byłabym wstanie ile emocji przez
nie przepłynęło. Chyba wszystkie jakie w ogóle czujemy.
Znalazłam
się teraz w ogromnej sali balowej, ciemnej i jakby zapomnianej.
Jakby nikt tutaj nie tańczył od ponad stu lat. Ale nadal piękna i
wyniosła. Z cienia wyłonił się mój ojciec. Wygląda inaczej niż
go pamiętam. Tak.. surowo i władczo. Lodowaty kawałek lodu z
oczami, które płonęły od emocji. Wręcz wylewały mu się spod
powiek. Chwilę później zza filara wyszła moja matka przyodziana w
ciemnozieloną suknię przylegającą jej do ciała z naszyjnikiem.
Takim jak mój. Jestem pewna, to ten sam. Jej długie czarne włosy
ciągnęły się za nią jak welon. Smukłą, bladą twarz
rozświetlało światło padające przez okienko w suficie.
-
szedł ktoś za tobą Gabrielo? - Ojciec ujął dłoń mojej matki.
Ta przyłożyła ja sobie do policzka.
-
Nikt, mój ukochany Metatronie. - Powiedziała melodyjnym, zakochanym
głosem. Kobiety, która kocha tak bardzo, że nie wie co czyni.
Wtuliła się w niego po chwili, wolno by pochwycić chwilę.
-
Ryzykujemy, a Michał? - Szepnął jej do ucha przytulając ja mocno
do siebie.
- Nie
mogę stać u jego boku jeśli myślami jestem przy tobie. Nie mogę
go okłamywać. - popatrzyła mu głęboko w oczy. On wepchnął jej
szybko list do dłoni i zniknął. W powietrzu rozległ się szept
niosącej się wiadomości Zawsze będę cię kochał Gabrielo.
Ojciec
i moja matka stoją teraz w wielkiej sali obrad. Wyglądała jakby
była zbudowana z chmur i mgiełek. Wszystko zachowane w bieli,
błękicie i pastelowym różu. Oni dwoje a za nimi aniołowie
siedzący naokoło z przeróżnych
chórów anielskich. Każdy wyprostowany bez kżdy emocji na twarzy.
Patrzyłam tak, jakbym to ja ich skazywała. Nie mogłam ruszyć się
z miejsca, mogłam patrzeć tylko z tego punktu. Dostrzegłam matkę
Rizzela siedzącą tuż przy jakimś mężczyźnie. Miał długie,
lśniące, platynowe włosy do ramion i kozią bródkę jak Aaron.
Zapewne to jest ojciec Rissela. Wszystkie cechy ich wyglądu
odnajdują się właśnie w nim. Odezwał się mocny głos.
-
Czy macie coś na swoją obronę?
Moi
rodzice stoją dumni i wyprostowani, zacisnęli ręce w mocnym
uścisku.
Na
sale wfrunął Michał Anioł. Piękne białe skrzydła zamachnęły
się i rozłożyły. Stanął obiema stopami na chmurzastej posadzce.
Spiorunował Matatona potem wzrokiem przepełnionym żalu zwrócił
się do Gabrieli a potem w moja stronę.
-
Zlituj się, albowiem ona nie wie co czyni. - Obrócił głowę znów
w stronę mojej matki. – Opamiętaj się Gabrielo, możesz jeszcze
uzyskać przebaczenie, tylko...
-
Nic nie warte życie bez miłości , nie mogę istnieć wiedząc, że
moja dusza jest niekompletna, Wybacz mi Michale, wybacz... - Zamknęła
oczy i spojrzała komuś obok mnie, ale nie mogę obrócić głowy w
tę stronę, nie mogę.
Mój
tata i moja mama stoją u kresu Nakritte. W wodospadzie chmur. Między
nagimi stopami jak rzeka płyną chmury. Matka mojego stróża stoi i
szlocha tuz przy swoim mężu. Moja mama podeszła do niej i szepnęła
-
Nie płacz, im więcej wylewasz łez tym bardziej kraje mi się serce
i pęka za każdą kroplą. - Otarła jej łzy i przytuliły się.
Odgarnęła długie włosy i odpięła medalion.
-
Chcę byś go miała – Zacisnęła go w dłoni matki Rissela.
-
A ty mój przyjacielu – zwróciła się do jego ojca. - Nie
zapomnij nas. A my nie zapomnimy o was.
Mój
ojciec stał wyprostowany i obrócony w stronę przepaści. Nie
drgnął ani razu. Stał i wpatrywał się w przestrzeń. Obrócił
sie do mamy i powiedział po raz ostatni:
-
Chodź. Pozwól wierzyć mi, ze warto – i złapał dłoń mojej
matki.
Poczułam
jak silne dłonie wyciągają mnie z lodowatej wody. Odzywa się
tylko moja podświadomość. Czuwają tylko moje zmysły. Wyplułam z
płuc całą wodę z jeziorka i ujrzałam Rissela. Siedział na
kolanach szlochając nade mną. Głowę miał opuszczoną do mojej
piersi. Podniósł się gdy zaczęłam kaszleć wodą. Wytarł się
ręką i spojrzał bezlitośnie. Otrzepał się z trawy i odszedł.
Zniknął w szklanym lesie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz