sobota, 18 maja 2013

Rozdział VII

Zdjęłam dłonie z twarzy i zacisnęłam je aż zbielały mi kostki. Wpatrywałam się w trawę, która pokryta była blado różowo- żółtym deszczem, jakby to słońce topiło się i ściekało na ziemię. Krople cały czas spadały i spadały obijając się o mnie. Nagle poczułam przypływ adrenaliny. Wstałam i pobiegłam do ostatniego jeziorka i wskoczyłam do niego na bombę. Grzmotnęłam w taflę wody i usłyszałam tylko głuche wołanie- Nie! W jednej chwili cofnęłam się do przeszłości.
Moja matka odziana w długą biała suknię przypominająca poranną mgiełkę z ozdobami z najpiękniejszych pereł jakie widziałam kiedykolwiek w życiu. Pokryta była takimi samymi znakami jak Rissel gdy zobaczyłam je u niego po raz pierwszy. Stała u boku ponad dwumetrowego mężczyzny. Sama ona ma 190 cm wzrostu Mężczyzna był smukły, niebiańsko wyrzeźbiony i sprawiał wrażenie niezwykle inteligentnego i silnego. Czarne włosy zawijały mu się lekko za uszami. Odziany w coś w rodzaju zbroi anielskiej. Może trochę przypominającą szaty. Maja matka trzymała go za rękę. Prezentowali się razem na wielkim szklanym balkonie. Michał anioł podniósł dłoń z mieczem do góry i krzyknął:
- Albowiem póki żyję i jestem tu z wami, Lucyfer do ziemi i Przeciwświata swojej obleśnej nogi nie połozy na ziemiach świętych. I demony wszelkie zginą w ogniach piekielnych. Ku chwale!
A reszta aniołów stojąca na dole wykrzyknęła za nim: Ku chwale!
- Gabrielo! - Zabrzmiał potężny głos zza ich pleców. Nie widzę tej postaci. Nie moge jej zobaczyć. Dlaczego? Żółtobiała poświata błysnęła jaśniej niż słońce. - Zbliż się do mnie.
Moja matka klęknęła i podkuliła głowę do kolana – Słucham Ojcze.
Rozmawiali chwilę w języku, którego nie rozumiem. Nie wiem co on oznacza ale chce wiedzieć, bardzo chcę! Moja matka ukłoniła się z powrotem. Światło zniknęło szybciej niż zdążyłam mrugnąć. Moja matka wróciła do Michała i obejrzała się przez ramię, jakby patrząc na mnie. Wydaje mi się że albo patrzy na mnie, wie że tu jestem albo... Odwróciłam się za siebie. A mną stał piękny mężczyzna z dwójka innych aniołów u boku. TO MÓJ OJCIEC. Posłali sobie spojrzenia tak przenikliwe i nie byłabym wstanie ile emocji przez nie przepłynęło. Chyba wszystkie jakie w ogóle czujemy.
Znalazłam się teraz w ogromnej sali balowej, ciemnej i jakby zapomnianej. Jakby nikt tutaj nie tańczył od ponad stu lat. Ale nadal piękna i wyniosła. Z cienia wyłonił się mój ojciec. Wygląda inaczej niż go pamiętam. Tak.. surowo i władczo. Lodowaty kawałek lodu z oczami, które płonęły od emocji. Wręcz wylewały mu się spod powiek. Chwilę później zza filara wyszła moja matka przyodziana w ciemnozieloną suknię przylegającą jej do ciała z naszyjnikiem. Takim jak mój. Jestem pewna, to ten sam. Jej długie czarne włosy ciągnęły się za nią jak welon. Smukłą, bladą twarz rozświetlało światło padające przez okienko w suficie.
- szedł ktoś za tobą Gabrielo? - Ojciec ujął dłoń mojej matki. Ta przyłożyła ja sobie do policzka.
- Nikt, mój ukochany Metatronie. - Powiedziała melodyjnym, zakochanym głosem. Kobiety, która kocha tak bardzo, że nie wie co czyni. Wtuliła się w niego po chwili, wolno by pochwycić chwilę.
- Ryzykujemy, a Michał? - Szepnął jej do ucha przytulając ja mocno do siebie.
- Nie mogę stać u jego boku jeśli myślami jestem przy tobie. Nie mogę go okłamywać. - popatrzyła mu głęboko w oczy. On wepchnął jej szybko list do dłoni i zniknął. W powietrzu rozległ się szept niosącej się wiadomości Zawsze będę cię kochał Gabrielo.
Ojciec i moja matka stoją teraz w wielkiej sali obrad. Wyglądała jakby była zbudowana z chmur i mgiełek. Wszystko zachowane w bieli, błękicie i pastelowym różu. Oni dwoje a za nimi aniołowie siedzący naokoło z przeróżnych chórów anielskich. Każdy wyprostowany bez kżdy emocji na twarzy. Patrzyłam tak, jakbym to ja ich skazywała. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, mogłam patrzeć tylko z tego punktu. Dostrzegłam matkę Rizzela siedzącą tuż przy jakimś mężczyźnie. Miał długie, lśniące, platynowe włosy do ramion i kozią bródkę jak Aaron. Zapewne to jest ojciec Rissela. Wszystkie cechy ich wyglądu odnajdują się właśnie w nim. Odezwał się mocny głos.
- Czy macie coś na swoją obronę?
Moi rodzice stoją dumni i wyprostowani, zacisnęli ręce w mocnym uścisku.
Na sale wfrunął Michał Anioł. Piękne białe skrzydła zamachnęły się i rozłożyły. Stanął obiema stopami na chmurzastej posadzce. Spiorunował Matatona potem wzrokiem przepełnionym żalu zwrócił się do Gabrieli a potem w moja stronę.
- Zlituj się, albowiem ona nie wie co czyni. - Obrócił głowę znów w stronę mojej matki. – Opamiętaj się Gabrielo, możesz jeszcze uzyskać przebaczenie, tylko...
- Nic nie warte życie bez miłości , nie mogę istnieć wiedząc, że moja dusza jest niekompletna, Wybacz mi Michale, wybacz... - Zamknęła oczy i spojrzała komuś obok mnie, ale nie mogę obrócić głowy w tę stronę, nie mogę.
Mój tata i moja mama stoją u kresu Nakritte. W wodospadzie chmur. Między nagimi stopami jak rzeka płyną chmury. Matka mojego stróża stoi i szlocha tuz przy swoim mężu. Moja mama podeszła do niej i szepnęła
- Nie płacz, im więcej wylewasz łez tym bardziej kraje mi się serce i pęka za każdą kroplą. - Otarła jej łzy i przytuliły się. Odgarnęła długie włosy i odpięła medalion.
- Chcę byś go miała – Zacisnęła go w dłoni matki Rissela.
- A ty mój przyjacielu – zwróciła się do jego ojca. - Nie zapomnij nas. A my nie zapomnimy o was.
Mój ojciec stał wyprostowany i obrócony w stronę przepaści. Nie drgnął ani razu. Stał i wpatrywał się w przestrzeń. Obrócił sie do mamy i powiedział po raz ostatni:
- Chodź. Pozwól wierzyć mi, ze warto – i złapał dłoń mojej matki.
Poczułam jak silne dłonie wyciągają mnie z lodowatej wody. Odzywa się tylko moja podświadomość. Czuwają tylko moje zmysły. Wyplułam z płuc całą wodę z jeziorka i ujrzałam Rissela. Siedział na kolanach szlochając nade mną. Głowę miał opuszczoną do mojej piersi. Podniósł się gdy zaczęłam kaszleć wodą. Wytarł się ręką i spojrzał bezlitośnie. Otrzepał się z trawy i odszedł. Zniknął w szklanym lesie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz