Kiedy wróciłysmy do
domu była już 2 nad ranem. Moja mama już dawno spała, nie
chciałam jej budzić więc zamknęłam się w pokoju i weszłam do
swojej łazienki by się ogarnąć z tego wszystkiego. Zasnęłam ale
przed czwartą dopadł mnie jakis koszmar. Śnił mi się Rissel z
Robem i Grace u boku, walczyli z jakimis cieniami a ja przyglądałam
się wszystkiemu z boku. Te kreatury rozrywały ich ciała kawałek
pokazwałku a ja nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam jak ostre pazury
przecinaja im skórę. Ale w zamian moi bliscy zadają śmiertelne
rany tym stworom. Jeszcze nie widziałam czegos takiego, jeszcze
nigdy nie myslałam że mja wyobraźnia zdoła wytworzyć coś równie
strasznego. Wszedzie pełno kwri, okrzyki walki, błyszczące miecze
i... skrzydła, skrzydła mojego anioła. Tam nie wyglądał jak
zawsze. Jego skóra błyszczała złota poświatą a prawie
niewidoczne blizny na jego skórze swieciły się jasnozłotym
blaskiem. Jego włosy wydawaly się tam niemal platynowe a Grace i
Rob? Pokryci byli ciemnymi takimi samymi bliznami, ciągiem obrazów
niezrozumiałych dla mnie. To nie wyglądało jak jakies znaki czy
tatuaże. Istny ciąg przypominający ta ogromną konstelację
umieszczoną na ich ciele. Każdy skrupulatnie dopasowany. Gdy się
obudziłam poczułam przeraźliwe zimno, oczy miałam we łzach a
gardło obolałe od niemego krzyku który wydawałam we śnie. Całe
łóżko oblane było zimnym potem. Kołdra pokopana lezała przed
łózkiem. Odgarnęłam spocone włosy z czoła i zsunęłam stopy na
dół by założyć kapcie, nagle usłyszałam czyjś oddech w
pokoju. Na krzesle od biórka naprzeciwko łóżka siedziała jakas
postać z twarzą ukrytą w dłoniach i opierała się o szafkę
obok. Wzięłam w dłonie lampę i podeszłam bezszelestnie w stronę
postaci. Co krok dostrzegałam w ciemności coraz wyraźniejsze
zarysy sylwetki.
To on. To Rissel.
Co on robi w moim pokoju i
chyba... chyba śpi. Musiał zasnąć czekając aż się obudzę. Nie
miał na sobie koszuli ale za to spodnie, choć strasznie brudne,
miał na sobie. Był bez butów. Opuściłam lampę i połozyłam na
biórku, jego widokmnie trochę rozczulił. Wyglądał jakby płakał
przez całą noc i tak zasnął. Ale jestem pewna, że nie płakał.
Tylko zakrył dłonie z poczucia winy i po prostu zasnął z
wykończenia. Zrobiłam krok do tyłu ale strąciłam ręką lampę,
która opadła na biórko i tulała się ku ziemi ale w błyskawiczny
sposób złapał ją w swoje dłonie. Bylismy teraz blisko siebie,
moje nogi teraz dotykały jego a rekami równie dobrze mogłabym go
teraz objąć. Postawił lapkę spowrotem na stolik i popatrzył się
na mnie. Przetarł oczy, wcale się nie usmiechał.
- Dziękuję, że mnie
posłuchałaś – odezwał się w mojej głowie głosem wcale
nie miłym, trochę tak jakby to było oczywiste że mam uciec. -
Dlaczego nie śpisz?
- Miałam koszmar,
obudzilam się i zobaczyłam ciebie.
- A więc udało mi
się – niby zwrócił sie do mnie ale brzmiało to jakby mówił
do siebie.
- Udało się co? -
usiadłam na łóżku po turecku obok miejsca gdzie stał. Usiadł
koło mnie.
- To nie był sen.
Wysłałem ci relacje tego co się działo. To co widziałas działo
się naprawdę. - Ujął mnie za rekę – Widziałaś Grace i
Roba – to bliźniacze dusze nefilim. Nefilimi to rasa stworzona z
krwi anielskiej i ludzkiej przez największego z aniołów. Zajmują
się obroną ludzi przed demonami, które przedostaja się z piekieł.
Stróże i Nefilim to dwie rasy anielskie żyjące na ziemi by pomóc
ludzkości. Tylko, że oni mają takie samo pozwolenie na wstęp do
Nakritte co ludzie -czyli go nie mają.
- A te blizny, co
to znaczy?
- Każdy z Nefilim ma
czarną mapę przeciwświata na swoim ciele, dostają je wraz z
zabiciem pierwszego demona. To znak czystości i władzy którą
mają, do odróżnienia ich przed demonami od ludzi.
- A ty.. tylko
twoje były inne... - przyglądałam mu się z otwartymi ustami.
- Ja dostałem je wraz
z uratowaniem pierwszej istoty ludzkiej.
- Te stwory? To
demony?
-W czystej postaci.
Przepraszam, że mówię ci to wszystko dopier teraz.
Prowadziłam rękami po
jego ciele w celu poszukiwania jakichkolwiek ran. Moje ręce
natrafiły na prawie niewyczuwalne zgrubienia na plecach rozciągajace
się jak grube pręgi. Odsunął moje ręce od siebie.
- nic mi nie jest, nie
martw się. Im też nie, mają się dobrze.
- Jak odróżnić
człowieka od nefilim?
- Nefilim poruszają
się z większą gracją i wyrafinowaniem poprzez wielką sprawnoś
fizyczna, którą posiadają i po oczach, obramówki ich oczu
są zawsze jasniejsze od środka tęczówki.
- Teraz juz widzę
różnicę , wszyscy zawsze zazdrościli im tych oczu, wzdychali nad
nimi. Oczywiście to wyjaśnia niesamowitą zwinność Roba w
zawodach lekkoatletycznych i grację Grace na wybiegach. W góle, jak
się tu dostałeś?
- Mam skrzydła a otwarte
okno ułatwiło mi sprawę – uśmiechnął się łobuzersko. Wstał
i przeszedł pare kroków, zapalił lampkę na biórku i cały pokój
oblało światło. Przeszedł się oglądając moje zdjęcia z Syz,
Galem i całą paczką lub z wakacji stojących na komodzie. Wziął
do ręki moje zdjęcie i Gala. Zmarszczył brwi.
- Nadal go kochasz? - Nie
patrzył na mnie tylko odstawił zdjęcie i oparł się ręką o
komodę.
Szczerze? Nie miałam
pojęcia co mu odpowiedzieć, z jednej strony... Ja chyba, ja się
chyba zakochałam w Risselu ale nadal coś ciągnęło mnie do mojego
starego przyjaciela. Ale po tym jaki się okazał nie miałam ochoty
go widzieć. Zachował się jak bezmyślny chłopak mający 13 lat
upijając się po raz pierwszy w życiu w trupa przez dziewczynę.
Niby maja tyle samo lat, przynajmniej wiem, że Rissel ma 17 lat. Tak
wywnioskowałam z faktu iż chodzi o klasę wyżej ode mnie.
Patrzyłam pustym wzrokiem w podłogę. Położyłam się na łużku
i powiedziałam:
- Chyba ciebie kocham... -
Wstałam gwałtownie i spojrzałam na niego. Chyba trochę się
speszył moją wiadomością bo stał wyprostowany i patrzył się na
ścianę. Zsunęłam nogi z łóżka i wstałam. Podeszłam do niego
bliżej. Sama nie wiem dlaczego. Jakoś ciągnie mnie do niego
niesamowicie. Spojrzał na mnie obrócony w stronę komody pod
ścianą. Patrzył na mnie z boku. Obrócił się w moja stronę i
podszedł bliżej. Wsadził dłonie w moje włosy koło szyi
delikatnie zachaczając ja po drodze. Przysunął czoło do mojego
czoła, nasze nosy lekko się stykały. Oczywiście był o wiele
wyższy przy czym lekko się garbił. Powoli musnął moje wargi i
pocałował mocniej, zachłanniej. Przerwał i wyszeptał:
- Nie mogę cię kochać,
nie mogę. - pocałował mnie wczoło i przytulił. - Ale jest w
tobie coś takiego, że odkąd zobaczyłem cię po raz pierwszy
wiedziałem... ja wiedziałem, że nie dam rady, że się nie
powstrzymam. Myślałem, że zostanę tak twardy jak zawsze. Że nie
zdołam ci ulegnąć. - zrobił krótką pauzę i wciągnął
powietrze, wypowiedział następujące słowa z nutą rozpaczy i
ironii - Ale nie potrafię, nie umiem.
Usłyszałam tupanie stóp,
mama wchodziła po schodach
- Ciebie nie moze tu być
– spanikowałam.
Usmiechnął się po
swojemu i stanął w oknie, miałam pokój na pierwszym piętrze, ale
ja wiem że nawet jeśli skoczy nic mu nie będzie. Zniknął z
mojego widoku. Do pokoju weszła zaspana mama przecierając oczy.
- Jeszcze nie śpisz?
- Nie mogę zasnąć....
- Martwisz się tym? Ja
wiem jak musi być ci ciężko.
Zapomniałam w sobotę
jest wezwanie na ''linię frontu''. Nie chcę iść tak, że
zdolnabyłabym uciec jak najdalej tylko po to żeby ominąć to
wszystko. Nawet jeśli umrę za karę niestawienia się tam i tak
umrę jesli mnie wybiorą. To droga do piekła. Niewielu przezywa
walkę. Inne panstwa bronią się jak tylko mogą żeby nie wpaść
pod chore panowanie królewskie. Nie chca się poddać, chcą być
wolne.
- Mamo? A jeśli mnie
wybiorą? - zadrżałam. W jedej sekudzie mój mózg wyeliminował
myśli, że jeszcze przed sekunda był tutaj mój stróż i
zastąpiłje innymi, myślą że umrę jeśli mnie wylosują. Ale on
mnie uratuje, on nie da mi zginąć. Nie może na to pozwolić, ale
balam się. Panicznie mimo, że jeszcze kilka dni temu to ja
uspokajałam moją mamę by była silna i wierzyła, że nic ne może
się stać. Wszyscy nasi znajomi idą tam by dowiedzieć się że
moga ubrzeć. Wybierają tyle osób na ile wskazuja dwie ostatnie
liczby roku. W tym roku wybranych zostanie 18 osób. Mama przytuliła
mnie do siebie i nie powiedziała nic. - Zostaniesz ze mną na noc?
- Czywiście.
Weszłysmy do mojego
łózka, chwilę jeszcze rozmawiałysmy o balui poszłysmy spać.
Cały piątek spędziłam w domu, mielismy wolne w powodu połowinek.
Zawsze tak jest. Trzy dni luzem z powodu imprezy? Tak Ale w sumie nie
byle jakiej, bardzo ważnej. Pomagałam mamie i potem spotkałam się
na kawie z Syz, nic szcególnego minął zanim się obejrzałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz