piątek, 10 maja 2013

rozdział VI

Syzanne rzuciła mi się w ramiona aż upadłyśmy na ziemię. Śmiałyśmy się przez łzy, jak to możliwe, że jesteśmy teraz utaj razem? Zaczęłyśmy głośno obgadywać całe to zamieszanie począwszy od wyglądu na żywo króla po osobach, które stały koło nas i scenie zahaczając o emocje. Rissel przyglądał nam się z uśmiechem i spuścił głowę, w dłoniach bawił się telefonem, chyba czekał aż ktoś do niego zadzwoni. Przewracał go w palcach jak tylko się dało. Tupał lekko nogą. Spojrzał w górę i przewrócił oczami. Dołączyła do nas reszta, Dan, Alice, Grace, Rob i Gale. Chłopaki posyłali sobie cwane uśmiechy a my ściskałyśmy się po kolei bardzo mocno i rzuciłyśmy się na chłopców. Coś czuję, że szykuje się dzisiaj jakaś mała impreza. Mój anioł poszedł na bok bo w końcu zadzwonił telefon na który najwyraźniej czekał. Pożegnał się szybko, musnął moją dłoń i pospiesznie, bez słów pognał w stronę peronu. Co takiego jest ważne, że nawet się ze mną nie pożegnał tylko od tak wybiegł? Czuję, że muszę to sprawdzić, chcę wiedzieć co ukrywa przez ten cały czas. Czuję, że nie mówi mi wszystkiego. Grace i Rob poprosili mnie na ''słówko''. Stanęłam przed nimi kawałek dalej by reszta nas nie słyszała, rozglądali się nerwowo i Rob zaczął.
- Mówiłaś, że wiesz...Co dokładnie? - spojrzał mi w oczy, minę miał jak najbardziej serio.
I co ja mam mu powiedzieć? Że wiem, że jest nefilim? Że jest pół krwi aniołem? Że wiem, że Rissel jest moim aniołem stróżem? Że istnieje Przeciwświat, że widziałam ich w walce? Przygryzłam wargę. Spojrzałam sobie na buty lekko okurzone od pyłu i piachu na placu.
- Widziałam was, ja wiem... - Odetchnęłam głęboko – Wiem kim jesteście...
Spojrzeli po sobie i Grace złapała mnie za rękę.
- Od kiedy wiesz? - zapytała się z przejęciem, chyba sama nie wiedziała jak ma się zachowywać.
- Od paru tygodni...
- Jak... Jak się dowiedziałaś? - wtórował jej brat i posłał jej ostre spojrzenie, puściła moją rękę i schowała za siebie. Wydawał się teraz być taki władczy i silny.. W pełni przypominał chłopaka którego widziałam we śnie. Mocnego, nieugiętego, zwinnego. Dostrzegłam niewidoczne blizny. Czy tylko ja je mogę zauważyć? Nie wiem.. Ale skoro znam prawdę to pewnie dlatego je dostrzegam.
- Widziałam was, we śnie. Przekazał mi je Rissel. Byłam zła, że nie mówi mi wszystkiego, ze znika co róż i zostawia mnie samą nie tłumacząc się. Tak wytłumaczył mi prawie wszystko. Nie bójcie się, nikt więcej nie wie. Obiecuję nikomu nie powiem, daje słowo.
- Czy ty wiesz ile on dla ciebie robi? Jest na tropie by dowiedzieć się czegoś o twoim pochodzeniu...
- Moim pochodzeniu? – przerwałam mu. Podniosłam brwi wysoko a oczy wyglądały niemal jak pięć złotych. Zakłopotał się, chyba zdał sobie sprawę, że tego mi nie powiedział. - Co jest ze mną nie tak, czego on szuka?
- Nie wiesz? - Grace podeszła krok bliżej. Ramieniem stykała się teraz z bratem.
- Co mam wiedzieć? O co tu chodzi? Muszę go znaleźć. - przeszłam przez środek nich odpychając ich ramionami. Rob złapał mnie silna ręką. Wyszarpałam mu ją.
- Poczekaj! Gdzie ty chcesz iść?! - Krzyknęła za mną
Biegłam właśnie w stronę Peronu. Muszę go znaleźć. To to przede mną ukrywał, prowadził jakieś tajne śledztwo na mój temat. I co on niby chce się dowiedzieć? Przecież wie, że jestem zwykła nastolatką , a jeśli odkrył coś czego ja sama nie wiedziałam? Chcę wyjaśnień.
Wsiadłam do pociągu i usiadłam na zielonych skórzanych obiciach foteli w pociągu. Po zaledwie 15 minutach już byłam w domu. Twardym krokiem przemierzyłam parę przecznic i dotarłam do starej księgarni. Na pewno poszedł tędy, a jeśli nie zostaje ta stara szopa, ale jestem pewna że jest w Nakritte, sam mówił że ma tam bardzo ważne rzeczy do załatwienia Medalion zaświecił mi się fioletowym blaskiem. Zignorowałam to i z całej siły popchnęłam mocne drzwi. Próbowałam sobie przypomnieć jak wtedy szliśmy. Zamknęłam oczy a intuicja sama mnie prowadziła po labiryntach półek sięgających pod samo niebo. Doszłam zmachana do tych samych drzwi przez które przechodziłam wcześniej. Otworzyłam je a moim oczom ukazał się ogród ale nie przypominający tamtego, wyglądał identycznie jak te w zamkniętych posiadłościach. Przeszłam wydeptana ścieżką po trawie i po kilkunastu minutach znalazłam się przy wielkim zwierciadle, które lewitowało nad ziemia. Było to coś w stylu ogromnego lustra bez ram w prostokątnym kształcie. Dotknęłam go ale nic się nie stało, ręka oparła się mi jak o szkło. Dlaczego to nie działa. Coś musi być nie tak, wtedy przeszłam to teraz tez powinnam przejść. Naszyjnik palił mi się jeszcze jaśniej i wyglądał trochę jak wirujący kosmos pełen fioletowych gwiazd. Kosmos... Spojrzałam w górę, w niebo i zaczęłam myśleć tak intensywnie, że aż zabolała mnie głowa. Przeciwświat... Tak! Bingo! Na pewno muszę na przejściu namalować całe konstelacje. Zaczęłam wracać do widoku, który pokazywał mi Rissel tamtej nocy, zaczęłam wracać myślami do rysunków na ich ciałach podczas walki. Ale czy uda mi się to odtworzyć? To zahacza o wszystkie konstelacje i inne gwiazdy w jeden wielki znak niczym z chińskich znaków. Trochę go tak przypominał. Zamknęłam oczy i... rysowałam. Nie wiem skąd, nie wiem jak, ale umiem go. Wiem jak go odtworzyć. Lustro zaczęło falować i zmieniło się w przeźroczystą smugę światła, trochę jak gęsta mgła, ale przeźroczysta. Jak falujący widok nad żarem w zimną noc. Najpierw dotknęłam ręką która przeszła na drugą stronę. Potem przeszłam cała. Przejście wyglądało jakbym spadała w... górę, jakby cała rzeczywistość odwracała się o 360 stopni. Grawitacja nagle ustąpiła i przerzuciła mnie na drugą stronę. Byłam naprawdę szczęśliwa, że mi się udało. Przeszłam do Nakritte. Ale zaraz, ja nie mam tu wstępu.. Jestem człowiekiem. Ale stoję tutaj, jestem tutaj. Na około mnie teraz istniał ogród tak piękny jakiego nigdy nie widziałam, te kolory, kwiaty. Nie mamy takich na ziemi. Widziałam tylko takie w starych książkach, gatunki które dawno wymarły. Z boku płynął przejrzysty strumień. Widziałam w nim swoje odbicie. Niebo tutaj było tak błękitne jak nigdy dotąd na ziemi. Wszystko takie piękne, te zapachy, dźwięki śpiewających ptaków i śpiewających swoje melodie drzew i wiatru. Aż po horyzont sama falująca jak morze trawa. Gdzie ja mam iść? Chyba medalion tak sprawiał bo o dziwo wiedziałam jak mam się tytaj poruszać. Tu idzie się tak lekko, bez obciążenia, bez bólu nóg. Dotarłam do wielkiego szklanego miasta, przynajmniej wyglądało jak ze szkła,wyglądało jak to przejście którym przeszłam. Ukryłam się za drzewem. Stałam teraz na górce i obserwowałam cale zdarzenie. Usiadłam pod drzewem i próbowałam wymyślić, co teraz zrobić. Tam na dole jest pełno aniołów a oni nie mogą mnie zobaczyć. Podkuliłam nogi pod siebie i położyłam na nich ręce opierając się o drzewo. Nad sobą usłyszałam szmer. Od razu podniosłam głowę do góry. Na jednej z gałęzi siedziała jakaś postać... chłopak. Cień padał tak, że nie widziałam jego twarzy. Wyglądał raczej na 3 lata starszego ode mnie. Był wysportowany i jego ciemne oczy zabłysły w cieniu. Skoczył tuz przede mną. Na przeciwko mnie stał chłopak z krótką bródką , ale bardzo ładna i charakterystyczną. Włosy miał platynowe obcięte krótko z krótką grzyweczka ładnie przygładzoną na bok. Biała koszulka opinała mu się na ciele. Bardzo mi kogoś przypominał. Był bardzo wysoki i rozbudowany. Zastanawiałam się czy może zamiast 19 lat które mi się wydaje że ma może mieć 21. otrzepał się z kory i liści i przeszył mnie pytającym, ale przyjaznym spojrzeniem.
- Widzę, że to nie jest już tylko moja kryjówka. - Klasną w ręce w akcie oczyszczenia z okruszków. Zaśmiał się i podał dłoń. - Jestem Aaron. - Ukłonił się jak dżentelmen i ucałował moją dłoń. Zabrałam ją pospiesznie.
- Co tutaj robisz? - Podniósł jedną brew. Wydawał się być bardzo dojrzały.
- Ukrywałam się, jak ty, bo ukrywałeś się prawa? - Muszę się zaraz jakoś zmyć stąd.
- Przychodzę tu gdy chcę pomyśleć. A ty? Nie wyglądasz jakbyś była z naszego miasta. Skąd pochodzisz?
- Jestem z daleka... - Nie patrzyłam mu w oczy. - Dlaczego chciałeś pomyśleć?
- Archaniołowie, moja podopieczna, rodzice, brat który pakuje się w coraz większe problemy z powodu swojej podopiecznej, czuję, że wmiesza się niedługo w ogromny kłopot...
- Twój brat? - coś mi zaświtało, bardzo przypominał Rissela. - Może go znam, jak wygląda? Może mogłabym z nim porozmawiać?
- Mniej więcej mojego wzrostu, włosy w identycznym kolorze, zresztą oczy też. Tylko poddał się modzie panującej na ziemi i teraz ma taką hipsterską fryzurę. Pedant jakich mało. Jak ja dawno nie widziałem tego smarkacza, ile ty możesz mieć lat? 16? Jeśli tak to jest rok starszy.
- Znam go... Porozmawiam z nim jeśli chcesz – W co ja się pakuje, to brat Rissela. Nie mogę sobie z nim od tak gadać. Nie tutaj. Muszę stąd spadać i to jak najszybciej.
- Powinien kręcić się teraz przy mglistych jeziorach. Ja do niego nie mam już słów. Nadstawiać karku za podwładną, bardzo dobrze wie że nie może. Zostanie za to wygnany albo nawet skażą go na śmierć... Przecież znasz konsekwencje. Nie wiem czy akurat tobie się uda....
- Wiesz nie jestem tutejsza, w która stronę to się szło? - Przypaliłam głupia, kończ, kończ, kończ. Przestań z nim rozmawiać.
- Ah ci młodzi, idziesz w dół i w stronę szklanych lasów, potem w lewo i jesteś na miejscu. Dasz radę. - uśmiechnął się łobuzersko, tak samo jak on. - Milo było cię poznać... aniele?
- Sylvia, ciebie też yy.. bardzo miło poznać Aaronie. - Dygnęłam mu i odwróciłam się nerwowo. Ruszyłam przed siebie w stronę która mi pokazywał. Szklany las i w lewo. Szklany las i w lewo.
- Zaczekaj... Spotkamy się jeszcze?
- Lepiej dla ciebie, jeśli będzie to ostatni raz – obejrzałam się ze smutną miną i znów ruszyłam przed siebie. Czułam jak odprowadza mnie wzrokiem aż zniknęłam za górką.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz