- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wszystkim wcześniej?- spojrzałam na niego.
Jego blond włosy lekko powiewały na wietrze.Ciemne rzęsy okalające jego oczy były teraz przymrużone. Wpatrywał się nerwowo w ziemię bawiąc się źdźbłem trawy. Łokcie oparte miał na kolanach a nogi w lekkim rozkroku. Wyglądał teraz jak zbuntowany nastolatek, który uciekł z domu i rozważał czy ma poczekać do rana, złapać stopa i wyjechać jak najdalej, zatrzymać się u kumpla albo wrócić tam skąd właśnie uciekł. Uśmiechnął cię niczym zawodowy gracz pokerowy i przeszył mnie spojrzeniem.
- Nie powinnaś wiedzieć o niczym. Stróżowie nawet czasem przyjaźnią się ze swoimi podopiecznymi, którzy nie zdają sobie z niczego sprawy. Chodzą z nimi na zakupy, oglądają filmy wieczorem, chodzą na tory wrotkarskie, piją gorącą czekoladę... dzięki temu mogą być pewni, że nic im się nie stanie. Ale... my jesteśmy nieśmiertelni i pojawia się kłopot gdy przyjaciel zaczyna się starzeć a ty nie i to jest to ryzyko. Dlatego większość wybiera bycie tylko znajomym lub działanie w ukryciu. Stróżowie anielscy nie mogą zakochać się w podopiecznym. To narusza wszelkie prawa i sprowadza klęskę i potępienie na stróża.
-To dlaczego zdecydowałeś się, że zbliżysz się do mnie, a co do czego powiedziałeś mi o wszystkim?
- Nie zamierzałem ci powiedzieć, tak jak zbliżyć się do ciebie. Ale nie mogłem, ja... - nie dokończył tylko przerwał źdźbło którym się bawił przed chwilą. Kość jego szczęki zacisnęła się. Rzucił je na ziemię i wstał z ławki. Z dezorientacji otworzyłam oczy szerzej i spuściłam nogi na ziemię. Przeszedł parę kroków w prawo a potem w lewo z rekami w przednich kieszeniach spodni. - Miałem stać obojętnie i przyglądać ci się przez całe twoje życie jak poradził mi najwyższy Archanioł. Ale nie wybaczyłbym sobie, gdybym nawet nie zamienił z tobą słowa. Nie wybaczyłbym sobie gdybym cię nie poznał. Wydaję mi się, że... Nieważne - Zatrzymał się naprzeciwko mnie i podniósł zimny wzrok z ziemi wprost na mnie.
- Muszę odprowadzić cię do domu. Nie chcę żebyś miała kłopoty.
- Ale przecież to daleko. Nogi i tak już mnie pieką i..
- Kruku, mam samochód, trochę tu już żyję. - znów posłał mi swój niebezpieczny uśmiech. - Madame - Wyciągnął rękę w moja stronę a ja bez żadnych zbędnych pytań podałam mu ją.
Szliśmy na parking przed ZOO. Było am chyba z tysiąc samochodów.
- To co? czyli że się trochę teraz pobawimy? - zapytałam podśmiewając się.
- Dobra, ja będę go odblokowywał,wiesz wydaje takie bip bip i bierzemy się za szukanie - spojrzał się jakby właśnie dał mi wyzwanie.
- Trochę jak dzieci w przedszkolu, ale kto pierewszy ten wygrywa tak?
- A czy ktoś nam zabrania? No właśnie. Oczywiście, ale musi być też nagroda - przygryzł wargę i mrugnął.
- A więc jaka to ma być nagroda?
- Jeśli wygram to zabieram cię jutro na kawę i pyszny deser a jeśli ty wygrasz jutro zabieram cię na kawę i deser. Chociaż nie wiem czy jest coś słodszego ode mnie. To jak?
- A trzecia opcja?
- Chyba że chcesz posmakować tej pyszności to wiesz - podniósł brew.
Zarumieniłam się trochę.
- Ah tak. Jeśli wygram dostaję od ciebie pocałunek a jeśli ty zabieram cię do knajpki.
-Ej! Ale ja przecież nic nie powiedziałam.
- Wiem, że tego chcesz - zaśmiał się.
- Dobra grajmy już. 3,2,1 start - zabrałam mu kluczyki i włączałam by słyszeć gdzie znajduje się samochód.
Biegłam przez rzędy samochodów. Magia kolorów migała mi przed oczami. Z daleka słychać cichy odgłos samochodu. poczułam jak coś przebiega mi przed oczami . To Rissel. Jeszcze chwilę temu był daleko w tyle. Nie dam się wykiwać. Pobiegłam ile sił w nogach i go wyprzedziłam cały czas naciskając przycisk. Puknęłam w parę samochodów by włączył się alarm ale to był głupi pomysł. Co jak co ale to jego samochód, chyba zna odgłos alarmu który wydaje. Ale trochę to zagłuszyło jego brzmienie. Ja tez już zdążyłam nauczyć się tego dźwięku i nie był dla mnie trudny do odróżnienia. Gdy obejrzałam się na chwilę zobaczyłam że nie ma go w zasięgu mojego wzroku. Nieważne, muszę dobiec tam pierwsza. Gdy już byłam przy samochodzie, już miałam go dotknąć Rissel wyprzedził mnie i złapał samochód od drugiej strony.
- To nie fair, jesteś aniołem! - Trochę spanikowałam tym wszystkim i rozzłościłam się, że całe to moje bieganie poszło na marne ale po chwili zrozumiałam, że to tylko zabawa.
- A ty masz naturalny dar sportowca - powiedział cały promienny na twarzy.
Właśnie coś do mnie dotarło. Przegrałam i muszę go pocałować. Nagle otępiałam bo z daleka zobaczyliśmy światła policji. To pewnie przez te wszystkie włączone alarmy po drodze.
- Dobra, zmywamy się. Chyba nie chcesz znaleźć się na posterunku - powiedział rozbawionym głosem, chłopaka który sprawiał wrażenie, że zna się na takich przeżyciach.- Wsiadaj.
Otworzył mi drzwi do samochodu i sam pomaszerował na miejsce kierowcy. Odpalił samochód i wyjechaliśmy z parkingu przed dotarciem do nas policji. Jego samochód w środku pełny był jakiś dupereli, drobiazgów i papierków. A to po opakowaniach po fastfoodach lub jakiekolwiek inne papierki. Przede mną leżała czerwona czapka, różaniec, paczka gum i jakieś notatki. Spojrzałam się na niego a on zerkał na mnie z ukosa.
- Przepraszam cię za ten bałagan, miałem posprzątać ale jakoś tak wyszło - uśmiechnął się szeroko patrząc na drogę. Uwagę zwróciło mi jedno zdjęcie na górze które wystawało spod klapki przeciwsłonecznej. Szybkim ruchem ręki sięgnęłam po nie i wyciągnęłam jak się okazało moje zdjęcie.
- Dlaczego masz w samochodzie moje zdjęcie?
- Jestem twoim stróżem, gdyby kiedykolwiek coś ci się stało a ja nie wiedziałbym gdzie jesteś zostaje mi to zdjęcie, mógłbym cię po nim znaleźć - odpowiedział neutralnym tonem. Założę się, że kłamie. - Nie mam obsesji na twoim punkcie, nie martw się. Nie jestem psychopatą.
Podjechaliśmy już pod dom. Chciałam już wysiadać kiedy wstał i podbiegł by otworzyć mi drzwi obdarzając mnie swoim uwodzicielskim uśmiechem.
- Albo wydaje mi się, albo coś dzisiaj wygrałem. - Liczyłam ze zapomnni.
Nie pytając mnie o nic zbliżył się do mnie, objął dłonią mój policzek a druga położył na mojej talii i pocałował. Nie wiem dlaczego ale nie potrafiłam oprzeć się jego pocałunkowi. Jego usta różnią się od ust Gala. Jego są pełne i ciepłe a Rissela delikatne, a pocałunek czuły. Odsunął powoli usta od moich ust i spojrzał mi w oczy chyba najbardziej seksownie jak tylko potrafił.
- Wpadnę jutro po ciebie o 13. Ubierz coś ładnego - kąciki jego ust powędrowały prawie do samych uszu po czym wsiadł do samochodu i odjechał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz