wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział III/

Rozdział III
'' Niebiosa''

Gale otworzył nam drzwi od samochodu, podał rękę do Syz ale ona tylko przybiła mu piątkę i wyszła. Zawsze uważała, że może dać sobie radę wszędzie tym bardziej sama wyjdzie z samochodu. Teraz podał rękę mi. Co by się ze mną działo gdybym nie przyjęła od niego ręki. wyszłam z samochodu. Okręcił mną lekko, nachylił sie i szepnął mi do ucha:
- zamawiam z tobą jeden taniec, śnieżko - i musiałam uważać by nogi nie ugięły mi się pod jego uśmiechem.
Pachniał wodą kolońską i takim specyficznym brzoskwiniowym szamponem do włosów. Weszliśmy za jego siostrą do klubu. Od razu buchnął zapach alkoholu, papierosów, przeróżnych smakołyków i mieszanka perfum wszystkich zgromadzonych zmieszana z potem i prawdopodobnie starsi popalali sobie trawke w kiblach bo ten zapach był intensywniejszy od reszty i nieco inny. Cały lokal pochłonięty był falami kolorowych świateł. W uszy na chama wbijała się piosenka Foals - my number. Dudniła w bębenkach i od razu chciało się tańczyć. Wywijałam z Syzane na parkiecie. Kto jak kto, ale my naprawdę umiałyśmy się ruszać na parkiecie, rozwalałyśmy systemy. Zmęczone po godzinie intensywnego tańca usiadłyśmy przy barze obok Gala. Jakaś panna miziała go po policzku i szeptała do ucha. Ledwo odwracając głowę z jej uścisków powiedział:
- zamówiłem wam drinki. Nie martwcie się, nikt nie będzie sprawdzał ile mamy lat. Zaraz wracam..
Dziewczyna pociągnęła go gdzieś za sobą za rękę. Oczy lekko zapłonęły mi zazdrością. Jak śmie mizdrzyć się z tą lalunią na naszych oczach. Syzane coś do mnie mówiła ale jej nie słuchałam. Pociągnęłam długi łyk odurzającego napoju. Był słodki i palił moje gardło chyba wypalając wszystko po drodze.
- Hej, piękna! spokojnie, nie będę cię niosła do domu - puściła mi oczko i sama wzięła taki sam łyk.
Zaśmiałyśmy się głośno i ruszyłyśmy na parkiet. W uścisku ludzi wijących się było mi strasznie gorąco. Popijałyśmy jeszcze kilka razy niedozwolonego przysmaku i tańczyłyśmy. Nigdy jeszcze nie czułamsię taka szczęśliwa. Lekko kołowało mi się w głowie. Nogi same wędrowały ścieżkami, które znały tylko mrówki.
Poczułam nagły przypływ odwagi. Grała teraz jakaś wolniejsza piosenka. Syzane szturchnęła mnie w ramię i wskazała brodą na Gala siedzącego teraz samotnie przy barze popijającego drinka. Miał rozpiętą koszulę i prawdopodobnie zgubił swoją marynarkę. Albo ktoś mu ją zdjął i ''zgubił''. Pewno ta blond włosa barbie. Przechwycił mój wzrok. Zrobiłam kilka głębokich wdechów. Poprawiłam się i ruszyłamw jego stronę troszeczkę chwiejnym krokiem.
- wiesz chyba teraz mam czas by z tobą zatańczyć,ale jeszcze sprawdzę w notatniku - udając ze wyciągam notatnik, polizałam palca i w powietrzu przewracałam kartki - Tommy, Rendy, Kayle...
Spojrzałam na niego i zobaczyłam jak jego kąciki ust wyginają się w figlarnym uśmiechu.Wziął mnie za rękę i poprowadził na środek parkietu. Objął mnie w pasie a ja oplotłam jego szyję. Był ode mnie o głowę wyższy. Czułam na sobie mięśnie jego brzucha. Tańczyliśmy teraz niemalże niczym jedno ciało. Dla mnie nie liczyło się nic, spojrzałam mu w oczy. Mój nos znajdował się przy jego nosie. Zmierzył moja twarz od podbródka w końcu sięgając po oczy. Lekko oblizał wargę. Ten moment chyba trwał godzinami. Widziałam własne odbicie w jego szklanych tęczówkach. Gdy się w nie patrzy wygląda to tak jakby cała Grenlandia znajdowała się właśnie w nich. Nasze usta jakby same się zbliżały do siebie gdy usłyszeliśmy jakieś krzyki.Ludzie panikowali i wybiegali z Klubu. Naszyjnik znowu buchnął niesamowitym blaskiem. Ktoś wrzucił do lokalu bombę gazową. Nie wiem co się potem stało. Pamiętam tylko takie urywki. Gala niosącego mnie na rękach. Biegnących ludzi pięknie ubranych. Warkot samochodu. ocknęłam się w połowie drogi do domu. Syzane chyba spała. Oby nie była pijana w trupa, proszę. Albo żeby to nie był ten gaz. Gale zatrzymał się na poboczu. Zerknął przez ramię.
- Nic ci nie jest? Na moment chyba odpłynęłaś. Dobrze się czujesz? - odwrócił się do mnie przodem.
- Co to było?
- Bomba narkotykowa. Wymyślili to kolesie z mojego rocznika. Dlaczego mają ćpać sami jak mogą bawić się wszyscy? Mamy szczęście, że wyszliśmy zanim całkiem do nas doszło...
Syz cos pomamrotała pod nosem i obudziła się gwałtownie z krzykiem.
- Jezus Maria! Pomocy! Porywacze! Zatkałam jej usta ręką.Spojrzała na mnie i momentalnie się uspokoiła.
Spojrzeliśmy się na siebie z Galem i parsknęliśmy śmiechem.
- Bardzo śmieszne wiecie!
- Jezus Maria, Porywacze! Pomcy! - cienkim głosikiem przedrzeźnił brat siostrę. Zaśmiał się głośno.
- która jest godzina? - zapytała.
- no gdybyśmy nie wyjechali 10 min temu, jeszcze dwadzieścia minut i miałybyście szlaban.
Spojrzał na mnie. Przez chwilkę jakieś uczucie mignęło mu przez twarz. Jakby coś mu się przypomniało patrząc na mnie i skulił głowę. Chyba nie wstydzi się tego że prawie mnie pocałował? A może wstydzi...
Odwróciłam szybko głowę do szyby by zakryć moje rumieńce oblewające policzki.Na chwilę zapadła cisza.
- Coś się stało? No to jedziemy czy nie?
- Tak, tak - dodał pospiesznie gale i odpalił samochód. Syzane zasnęła.
Podwiózł mnie pod dom i gdy już miałam wychodzić pośpiesznie powiedział:
- zaczekaj, proszę...
- Ale ja...
Podszedł do mnie, staliśmy tylko o kroczek od siebie.
- nic nie mów - Zatkał mi usta palcem.
Nachylił się. Pocałował mnie. Rzucił ten swój uśmiech na pożegnanie i odjechał.
Teraz już mogę zamienić się w kałużę. Niech ktoś mnie podtrzyma.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz