piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział IV

  Jeszcze pod wpływem adrenaliny biegłam prosto do domu. Nie mogę wyrzucić z siebie obrazu tego pięknego świata, który w jednej sekundzie z pięknego, niebiańskiego i magicznego miejsca szarzeje i opada ze swojej świetności jak liście na jesień i gnije. Jak wzmagają się wiatry jakby chciały zniszczyć to wszystko. To było przerażające. I jego - dlaczego tak mnie potraktował? Wypędził mnie z tego miejsca, wręcz wyrzucił. Jestem oszołomiona. Co to miało w ogóle znaczyć? Dlaczego tak na mnie patrzył? Tak, jakby znał skutki swojego czynu ale nie dbał o nie a w ostateczności to wszystko go przerosło. Nie powinnam była się z nim spotykać. Nie powinnam. I że miało być tak fajnie i było, dopóki nie wrzasnął na mnie z taką wściekłością. Przecież ja go w ogóle nie znam. Przecież ja nie wiem kim on jest. Pojawił się znikąd. Nie mogłam wykrztusić z siebie nic więcej niż zszokowanie i dezorientacja. A wydawało mi się, że mnie lubi. Pierwsza zasada do zapamiętania: Nie pakuj się w nic póki nie zdobędziesz 100% pewności, że to co robisz jest dobre. A teraz wbij to sobie do głowy. Gdy uświadomiłam sobie ze siedziałam w bezruchu oparta plecami o drzwi z szoku wybudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam, poprawiłam roztrzepane włosy i otworzyłam drzwi. Ku moim oczom ukazał się zdyszany Gale.
- Gdy cię zobaczyłem nie mogłem cię już dogonić i pobiegłem za tobą a później cię zgubiłem. Po stronie w którą biegłaś zorientowałem się, że gnasz do domu. Jezu, jaki ty masz czas na 1000m ? - oparł się rękami o kolana i ustabilizował oddech. - Daj mi jeszcze chwilkę - odsapnął.
Stałam nieruchomo i wpatrywałam się w niego. Nie pytaj co się stało bonie wiem co ci powiedzieć.
- Co się stało? Ktoś cię gonił? - Masz ci babo placek. Próbowałam wydobyć z siebie jakikolwiek odgłos ale chyba wyzbyłam się go gdy wypluwałam płuca po biegu. Po prostu z bezsilności przytuliłam go tak mocno, że z oszołomienia tez się nie odezwał. Po prostu objął mnie swoimi umięśnionymi rekami i chronił przed całym światem. Nie chciałam przerywać tego, tylko stać tak w nieskończoność. Stać tak i być koło niego by nikt więcej nie mógł się do mnie dostać. Objął moja twarz smukłymi ale silnymi rękami
- Co się stało? Dlaczego tak biegłaś? - Spytał półgłosem.
- Ja... - Co ja właściwie mam mu powiedzieć? skłamać? Czy powiedzieć mu prawdę, że spotkałam się z jakimś chłopakiem, o którym nie mam pojęcia, wyszliśmy tylnymi drzwiami księgarni do ogrodu, o którym nikt także nie ma pojęcia, a potem rzeczywistość zaczęła mi się usuwać spod nóg i gdy nadeszła groza kazał mi się stamtąd wynosić? - wydawało mi się, że ktoś mnie goni i w przypływie adrenaliny... - przeklęłam się w duchu.
- Dobrze, nic się nie stało. to najważniejsze - i przytulił mnie jeszcze bardziej.
- Chyba nie będziemy tutaj tak stali co? Chodź, zrobię gorącą czekoladę - zaproponowałam.
- O nie nie, jeśli pozwolisz to ja to zrobię - uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Niech ci będzie - przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się do niego.
Weszliśmy do domu, usiadłam na kanapie koło kuchni i przyglądałam mu się. Co ja robię? Raz pół dnia spędzam z jednym a resztę z drugim. Co jest ze mną nie tak? Ale to nic złego zwłaszcza, że Rissela raczej nie chcę przez najbliższy czas widzieć na oczy.
- Dlaczego tu ze mną jesteś? - odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Jak to dlaczego? Robię ci gorącą czekoladę? Masz zaniki pamięci? - stał tyłem do mnie i mieszał juz gotowe gorące czekolady w dłoniach.
- Nie o to mi chodzi. Dlaczego tu jesteś? Dlaczego ze mną?
Powoli odłożył kubki na blat stołu. wyglądał jakby przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Za chwilę wziął kubki w dłonie podszedł do kanapy, dał mi jeden i spojrzał się na mnie będąc za razem bardzo blisko mnie.
- Pomyślałem, że chcę cię znów zobaczyć. Szedłem do ciebie i zauważyłem jak biegniesz. Bez namysły pobiegłem za tobą
- Chciałeś mnie zobaczyć? - wzięłam łyk czekolady.Nad górną warga zostały mi brązowe wąsy.
- Tak, ale nie spodziewałem się, e zobaczę tutaj tak pięknego pana- zaśmiał się bezgłośnie.Spojrzałam się na niego zdumiona i wytarłam językiem górną wargę. Musiałam wyglądać jak czubek.
Nie wiem dlaczego mimo to że przez ten cały czas byliśmy prawie tak dobrymi przyjaciółmi jak ja z Syzane. Takie wieczory zdarzały się tak często jak to było możliwe. Ale nie były takie jak teraz. Żaden z nich nie był taki jak ten. Czułam coś dziwnego w brzuchu. To nie motylki. Tylko takie chomiczki z ostrymi pazurkami biegające mi po wnętrznościach równocześnie łaskocząc mnie sierścią. W domu było cicho. Czas jakby stanął na moment. Naszyjnik mi zaświecił. Co to może oznaczać?
- Ładne, kto to zaprojektował? - wziął go w rękę - ałć, gorące!
- Nie wiem, mam go...yy... znalazłam go po prostu - przestań świecić. Nie chcę by coś się wydarzyło. Przestań świecić. I momentalnie zgasł.
Odwróciliśmy głowy w stronę drzwi w tym samym momencie gdy usłyszeliśmy głośne pukanie. Kto to może być? O tej porze? Zaraz, Gale tez nie powinien tutaj być. Jest prawie 22. Co ja wyprawiam? Obdarzyłam go przepraszającym uśmiechem i wygramoliłam się przez niego do drzwi. ku mojemu zaskoczeniu przed drzwiami stanął Rissel. Zaniepokojony i zmęczony. Wyjrzał przez ramię i spojrzał na siedzącego Gala. Momentalnie wyraz twarzy z zaniepokojenia zmienił się znów w zamknięta księgę bez wyrazu z wielką tajemnicą. Przeszył mnie od stóp po głowę a potem jego.
- Widzę, że już zdążył się tobą ktoś zająć. - przeszył mnie spojrzeniem którego nie mogłam rozpracować. Nie było w nim żadnych uczuć. Tak jakby jego oczy zrobione były ze szkła a twarz z betonu.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- kto to jest ?- Odezwał się Gale wstając z kanapy.
- Nikt, uwierz mi -  i z powrotem spojrzałam na Rissela. Zamknęłam drzwi za nami i staliśmy na zewnątrz.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Przepraszam - otworzyłam szerzej oczy.
- Ty mnie przepraszasz? Przyjmuję, ale po tym jak mnie potraktowałeś nie powinniśmy się więcej spotykać. - Jego twarz przez cały czas była jak twarda skała, jedynie było widać jak ruszyła mu się kość szczęki. Spojrzał na mnie tak jakby dokładnie rozumiał moje słowa. Stał itylko wpatrywał sie we mnie - no powiedz coś!
- co ja mam ci powiedzieć? Że żałuję? Że zrobiłem coś złego,czego nie powinienem robić? Że zabrałem cię do Nakritte chociaż nie powinienem? Przepraszam słyszysz? Przepraszam! - Wydarł się na mnie ale nie tak jak wtedy, teraz z całym bólem zbieranym w sobie i szybko znów skamieniał. - Zresztą już nieważne może tak będzie lepiej - Odwrócił się i zaczął iść. A ja? chciałam za nim pobiec, zamiast tego stałam i patrzyłam się jak odchodzi.
- Rissel! Rissel zaczekaj! - krzyczałam ile sił w płucach ale jego już nie było. I co ja narobiłam?
Na ganek wyszedł Gale.
- Wszystko w porządku?
- Tak, wszystko gra - Rozejrzałam się jeszcze ale go nie dostrzegałam.
- Wiesz, będę się już zbierał.
- Co? dlaczego? Przecież wiesz, że możesz zostać...
- Tak wiem, ale uważam że powinnaś odpocząć. - Złapał mnie za ramiona, przytulił do siebie i pocałował w policzek jak matkę gdy jest się młodym i wychodzi do szkoły.Co ja najlepszego zrobiłam...


































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz