wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział III

Rozdział III

Mama już spała. Zdjęłam buty. Napiłam się soku. Szybki prysznic.Dobrze, że tak sprawnie mi poszło Spać.
Nazajutrz zeszłam z obolałą głową. Jeszcze mi dudniło od muzyki w ''Niebiosach'' i usta pamiętały słodki smak drinków i jego ciepłych ust. Przecież muszę się wyszykować do szkoły. ubrałam się w coś bajeranckiego. Pomyślałam sobie,że skoro mnie pocałował... Nie wiem, może teraz bardziej będzie zwracał na mnie uwagę? Uczesałam moje kruczoczarne długie włosy. Jedyny ich plus to to że są naturalnie proste. Jak druty. Nie muszę nic z nimi robić, a to wielkie udogodnienie. umalowałam usta, spakowałam się i zeszłam na śniadanie. Mama czekała na mnie z kanapkami i ciepłą herbatą z miodem. Na sam widok robi mi się niedobrze, ale muszę ukryć przed mama chociaż troszkę co się działo wczoraj. Czuję ze wszystkie emocje pokrywają moje ciało i można z nich czytać jak na papierze.
- Dzień dobry słoneczko, przyprowadziłaś wczoraj ze sobą słonie? - o oł, o oł o oł pomyślałam
- Przepraszam, chciałam jak najszybciej się uwinąć i zapomniałąm że moje ciało przy szybkości wcale nie jest jak piórko tylko jak słonie.
- no powiedzmy, ze wiem o co chodzi - wzniosła oczy do nieba i się uśmiechnęła - nastolatki.
- dziękuję za kanapki. Ale zjem w szkole...
- a to dlaczego? tak się napracowałam - wyolbrzymiła całe zapracowanie z nutą sprytu w głosie.
- skoro się tak napracowałaś to z chęcią je zjem - a później je wychaftuję - dziękuję.
Jakoś wmusiłam ukrywając przed mamą to ze kompletnie nie przechodzi mi jedzenie przez gardło i prawie po nim szura raniąc język. Zostawiając jedna kanapkę ucałowałam mamę w policzek i wyszłam.
Po drodze zaszłam po rodzeństwo Cortneey'ów. Oczywiście Syzane aż tryskała kolorami. Ubrana była w długą turkusową spódnicę, ręcznie robioną farbowaną koszulkę we wszystkie kolory tęczy, brązową kamizelkę motywu indiańskiego z frędzelkami z naszyjnikiem z tej samej tematyki i brązowe kozaczki za kostkę. Ja miałam zwykłe czarne jeansy, trampki, kolorowy sweterek i taki sam naszyjnik jak Syzane. No i oczywiście bajeranckie plecaczki, które kupiłyśmy sobie na wyprzedaży na wycieczce do Australii rok temu.
No ale Gala nie było. Syz powiedziała, że poszedł wcześniej bo się umówił z kumplami. Chyba mnie nie unika. I jak zwykle. Przed samym wejściem do szkoły musiała stać ta głupia jędza Annie. Usmiechnęła się do nas fałszywie i podbiegła
- cześć dzieci słońca, co dzisiaj ratujemy? A może przypniemy sie do drzewa? - zachichotała z przyjaciółeczkami u boku.
- a może raz wkroczymy do twojego świata, chcę dowiedzieć się jak to nie mieć mózgu - przybiłyśmy sb piątkę po czym Syz dodała - ej odrosty ci widać, czyli jednak go ma bo walczy! Prychnęła na nas ze złością i odwróciła się na piecie, po drodze pchnęła jakiegoś pierwszaka na trawę.
Odłożyłyśmy  książki do szafek i wzięłyśmy te na które mamy teraz lekcje. Niestety niektóre mamy inne bo ona chce iść na ochronę środowiska a ja chcę iść na prawo.
- do zobaczenia na trawniku?
- jasne
Poszłam na swoje lekcje. Historia zleciała mi migiem. W szkole na naszym miejscu na trawniku zawsze siedzimy grupka, oczywiście większą niż nasza trójka. Jest jeszcze Dan, Alice, Grace i Robert.
Dan i Grace są parą a Robert i Grace to rodzeństwo. Bliźniaki jeśli zgłębiać się w szczegóły. Oczywiście odłożyłam książki i pognałam do naszego trawnika. I co tam widzę? Dan mało nie bije się z Natanem. Oczywiście kapitan druzyny Football'owej, wielki nadęty ważniak za którymi uganiają się laski. Gale tez gra w drużynie. Jest jego prawa ręką. Podeszłam bliżej i słyszę:
 - Wynoś się, to jest nasze miejsce! Zaklepane od dwóch lat!
- a kto powiedział że wasze? - zaśmiał się
- wynoś się stąd alb się z tobą policzę! - Warknął nieoczekiwanie Gale.
- I ty Brutusie przeciwko mnie? - Natan podszedł powoli do Gala. - wolisz tych śmieci od własnej rodziny?
Nie wierzę, co on robi? Nie myśląc wbiegłam pomiędzy nich i wrzasnęłam:
- spływaj stąd zarazo! - Uderzył mnie w policzek. Stanęłam jak wryta wpatrując sie w niego. Wzrokiem przewiercał mi czaszkę. Po chwili sie opanował. Splunęłam mu na buty nie dając po sobie poznać, że policzek mi zaraz wypadnie. Gale prawie rzucił się na niego ale Rob i Dan go powstrzymali. Tamten machnął na swoją zgraję, rzucił gniewne spojrzenia i odszedł. Dopiero gdy zniknął złapałam się za policzek.
Alice podbiegła do mnie i objęła ręką mój policzek.
- Nic ci nie jest? boli? zabiję tego...
- Nic mi nie jest, daj spokój.
- byłaś dzielna - odezwał się Dan.
- Dzielniejsza niż mi się zdawało - spojrzał na mnie Gale - przepraszam, ja...
- Nie szkodzi, mam nauczkę by nie rzucać się pomiędzy walczące byki, co nie? - uśmiechnęłam się lekko. 
Zadzwonił dzwonek na kolejna lekcję. Teraz mam lekcje z Galem i Alice. Siadłam z Alice w ławce a Gale siedział dwie ławki za nami. Nie mogłam się powstrzymać by na niego nie zerknąć. Akurat się nie patrzył. Alice szturchnęła mnie łokciem.
- psssst, ziemia do Silviii, cos się tak zagapiła? - szepnęła
- Daj mi spokój - odszepnęłam.
Nagle nad ławka stanął staruszek, o ''grubych kościach''. Odezwał się baryton:
- Panno Intrigue. O czym tu tak szepczemy? Jest cos ciekawego z czym chciałybyście się podzielić z klasą?
-  Przepraszamy już nie będziemy - Odparła Alice
- tak, dokładnie- Dodałam
- no ja myślę - Szorstko odparł pan Vestllar.
Do końca lekcji tylko zerkałam na Gala i próbowałam słuchać tego co mówi nauczyciel.
Lekcje jakoś zleciały. Wracaliśmy do domu. Rodzeństwo i ja.Gale trzymał się na uboczu i czasami na nas zerkał jak plotkowałyśmy o całym dniu. Nic nie mówił. Nie będę go wypytywała o co chodzi. Może ma jakieś swoje sprawy.Weszłam do domu. Mama jeszcze była w pracy. Czas na lekcje. Wszystkie książki starannie rozłożone na biurku. Trzeba się wziąć do pracy tak? Średnia sie sama nie utrzyma. Zrobiłam połowe zadań ale cały czas pamięcią wracałam do dyskoteki. Zadzwonił telefon.
- Halo? Hej Mamuś, cos się stało?
- Córcia, muszę wyjechać na parę dni. Szef znowu coś ode mnie chce. Niedługo zacznie się zlot. Przygotowania trwają. wiesz jak znosi niedoskonałości, prawda?
- ''Nasze Symetryczne miasto musi być dopięte na ostatni guzik'' - udałam głos szefa Mamy.
- Dasz sobie radę prawda? Niedługo przyjadę. kocham cię śnieżko - cmoknęła do telefonu i się rozłączyła.
Zadzwoniłam do Syzane. odebrała od razu.
- Słuchaj, mama wyjeżdża na parę dni. Co powiesz gdybym u ciebie zanocowała? chociaż na jedną noc?
- pff nie możesz, skd wgle taki pomysł? Dobra żartowałam. Jasne że tak głupolu! jutro?
- okej! Po szkole do ciebie padnę.
- super, Buziaki!
- Buziaki Mała!
***
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz