Zrobiłam skwaszoną minę i wpakowałam się pod ciepłą kołdrę. Wzięłam telefon w rękę i wysłałam smsa do Gala '' Gniewasz się na mnie? Przepraszam''. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Przekręciłam się w stronę okna i patrzyłam na księżyc, który przypominał trochę uśmiech Rissela ale nieco odwrócony. Odwróciłam się jeszcze raz na plecy i wpatrywałam w sufit. Zerknęłam na telefon a on zawibrował mi w ręce. Wiadomość nie była jakaś rewelacyjnie długa. Tylko parę słów '' Chyba się pośpieszyłem'' W sercu jakby mnie coś lekko zakuło. Przełknęłam głośno ślinę i zadzwoniłam do Gala.
- He? - burknął mi do słuchawki.
- Prze...przepraszam – jąkałam się do słuchawki
- To ja przepraszam.
- Ale ty nic...
- Nie powinienem był pytać się o to. Lepiej będzie jeśli nie będziemy się w to zagłębiać. Tak będzie łatwiej – przerwał mi w pół zdania.
- Dziękuję, że przez telefon – odpowiedziałam z niedowierzaniem.
- Wybacz mi - powiedział łamiącym się głosem i rozłączył.
Wyrzuciłam telefon na drugi koniec pokoju. Świetnie.
Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Chyba od razu jak wpakowałam twarz w poduszkę. Wstałam zaspana. Która jest godzina? Spojrzałam na zegarek, dochodziła 12. Jezu, mam tyko godzinę by się wyszykować! Zbiegłam na dół by coś zjeść a na kanapie w pokoju spała mama, bardzo zmęczona. Dopiero co wróciła. Pocałowałam ja w policzek i nakryłam kocem. Zrobiłam sobie kanapkę i wzięłam jogurt z lodówki. Śniadanie jak znalazł, nie? Zjadłam i pobiegłam na górę. Stanęłam przed szafką. No i w co ja mam się ubrać? Wyciągnęłam z szafki pastelowo kremową koszulkę z kołnierzykiem zapinanym na guziczek i czarną skórzaną spódniczkę. Do tego czarne mokasyny i kurteczka w rękę. Zaraz, moje włosy! Z wczorajszego przejęcia nawet nie zdjęłam z nich ręcznika, jedyna pamiątka, która mi została teraz po tacie to idealnie proste włosy. Nieważne, czy miałabym je przez tydzień na wałkach czy katowała je lokówką one i tak zaraz wrócą do pierwotnego stanu. Rozczesałam je i spięłam w wysoki koński ogon. Chyba jestem jedyną dziewczyną która lubi swoje włosy. Kolczyki w kształcie brylancików będą się nadawały. Umyłam zęby, musnęłam usta czerwoną szminka i pomalowałam rzęsty tuszem. No powiedzmy, wyglądam dobrze. Niby chwila ale 45 minut zleciało niczym 5. Zaraz pewnie po mnie przyjedzie. Zostawiłam mamie karteczkę z informacją,że wychodzę na miasto i wrócę niedługo, żeby się nie martwiła. Zamknęłam drzwi od zewnątrz i akurat podjechał samochód Rissela. Wyszedł z samochodu i oparł się o niego. Miał na sobie ciemne jeansy i czarną koszulkę z nadrukiem. Jego mięśnie rąk opinały się na rękawkach. Jeśli się przyjrzeć były to drogie ubrania. Na szyi miał złoty łańcuszek. Zagwizdał do mnie.
- Nie wiedziałem, że możesz być tak ładna, kruku.- Wyszczerzył białe zęby.
Spojrzałam na siebie i nie widziałam nic nadzwyczajnego. No dobra mało kiedy nosze spódniczki, nawet nie wiem dlaczego dla niego zrobiłam wyjątek. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się głupawo. Miałam ochotę pobiec do domu i przebrać spódniczkę na spodnie. Czułabym się bardziej komfortowo. Przejechał dłonią po gładkim kucyku i odgarnął go do tyłu.
- Ładnie ci tak – uniósł kącik ust do góry w cwanym uśmiechu, wskazał brodą na samochód – No to co, czas ruszać w drogę.
Otworzył mi drzwi od samochodu jak dżentelmen i powędrował na miejsce kierowcy. Odpalił i ruszyliśmy.
- Gdzie jedziemy?
- I tak pewno nigdy tam nie byłaś.
- A może byłam?
- Uwierz, tam jeszcze nie byłaś – uśmiechnął się patrząc na drogę.
Podjechaliśmy pod dosyć sporą kafejkę ''Pod znakiem''. Fakt faktem nigdy tu nie byłam. Weszliśmy a nad drzwiami zabrzęczał dzwoneczek. Kobieta przy barze uśmiechnęła się do niego a on do niej. Każdy tylko zerknął na nas, posłał miły uśmiech i prawie niezauważalnie szybko wrócili do swoich spraw. Sprawiało to wrażenie jakby był częstym gościem. Pomieszczenie było w jasnych kolorach, bardzo przyjemne i przytulne z nutka nowoczesności i starodawności. Ściany zdobiły obrazki różnych ludzi, którzy robili sobie zdjęcia w tym lokalu. Pewno istniała jakaś akcja na dekorację lokalu, nawet nie głupi pomysł by zostawić po sobie jakiś ślad. Usiedliśmy przy stoliku nieco w tyle pod oknem. Stoliczki były okrągłe i białe,bardzo urokliwe. Na każdym stał kwiatek w innym kolorze i jasne turkusowe serwetki. Muszę przyznać ze jest tu naprawdę uroczo.
- Skąd wiedziałeś, że mi się tu spodoba? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Byłem tego pewny – uśmiechnął się z dumą.
- Hej, tamten koleś pod ścianą, nie wiem dlaczego ale jest bardzo blady. - przeniosłam wzrok z chłopaka na Rissela.- Jak ty.
- To stróże. Możesz ich rozpoznać po tęczówkach i kolorze skóry. Anioły mają trzy barwy tęczówek, wszystkie w najczystszym kolorze brązu, błękitu lub zieleni. Wy ludzie macie mutacje tęczówek, wiesz dwukolorowe, zielononiebieskie, piwne. Ale ty o dziwo masz czysto błękitne.
Rozejrzałam się po sali, jakieś pół sali miało przeraźliwie jasną skórę.
- Czy to jakaś wasza tajna knajpka?
- Jeśli tak to to nazywasz to tak.
Kelnerka przyszła do nas i spytała się o zamówienie uśmiechając się do Rissela. Zamówiłam naleśniki z dżemem jak on i kawę. Odeszła z uśmiechem do kuchni.
- Ale czy zabranie mnie na kawę i deser, ale akurat w tym przypadku naleśniki nie miały być nagrodą? - podniosłam brwi do góry.
- I tak bym cię prędzej czy później tutaj zabrał. A swoją nagrodę już i tak wygrałem. - znów obdarzył mnie iście uwodzicielskim uśmiechem. Na początku mnie irytował ale teraz już się przyzwyczaiłam i nawet mu ulegam. Kelnerka przyniosła nasze dania. Wzięłam łyk kawy, była pyszna. Nie wiem jak ją zrobili ale lepszej chyba nie piłam. Rozejrzałam się po zdjęciach wokół nas. Na jednym była dziewczyna o blond włosach, bardzo ładna i wysoka z czystymi zielonymi oczami i bladą cerą a koło niej dziewczyna w brązowych kręconych włosach z blond pasemkami z nietypowa urodą, chyba brazylijską.
- Kobiety też są stróżami? - zaciekawiło mnie to.
- Tylko niektóre, te które sobie w szczególności zasłużą na ten tytuł.
- To nie wszystkie anioły są nimi?
- Nie, inne anioły zajmują się mniej lub bardziej ważnymi sprawami lub po prostu się wylegują.
- Czyli, że mężczyźni są zawsze a kobiety za zasługi?
- Tak jest od milionów lat. Mężczyźni jako bardziej trwałe i mocne tworzywa sprawdzają się lepiej. Tylko kobiety, które jakoś sobie zasłużą na przykład ratując człowieka pod nieobecność jego stróża, lub po prostu krew archanielska. - zjadł kolejny kawałek naleśnika.
- A ty – wzięłam łyk kawy – jak zostałeś stróżem?
Wytarł mi palcem pozostałości po ciemnym płynie znad górnej wargi i uśmiechnął się niegrzecznie.
- Urodziłem się nim. Mój ojciec i matka to jedni z Archaniołów. Archaniołowie to zastęp aniołów Boskich, którzy czuwają nad innymi i pełnią nad nimi nadzór. Ten ród wywodzi się aż od Świętego Michała Archanioła, tego który zabijał dusze nieczyste. To coś takiego jak rody królewskie na ziemi. Tylko o wiele potężniejsze.
- Twoi rodzice, jak wyglądają? Pewno nigdy ich nie zobaczę.
To pytanie trochę zbiło go z tropu i dokończył naleśniki. Spojrzał jeszcze raz na mnie.
- Szukałam twojego zdjęcia, nigdy wcześniej z nikim go nie robiłeś? - przymrużyłam oczy i posłałam mu tak samo uwodzicielski uśmiech.
- A co powiesz, gdybyśmy sobie zrobili takie zdjęcie? - spojrzał uwodzicielsko.
- Więc na co czekamy?– uśmiechnęłam się szeroko.
- Poszedł gdzieś na chwilę i wrócił z wysokim mężczyzną. Wyglądał trochę jak taki typowy francuz. Bardzo chudy, nieco ponad trzydziestkę z beretem na głowie i koszulka w błękitnobiałe paski.
- Zdjęcie dla młodej pary – chyba jednak był francuzem, bo akcent mówił sam za siebie.
Rissel usiadł koło mnie, objął mnie ramieniem a ja wtuliłam się lekko w niego.
- A teraz widzę szerokie uśmiechy – i zrobił zdjęcie. - cóż za piękna para, niczym modele, anioły, a ty belle dame ze świecą takiej szukać, incroyable beauté- Francuz zaczął okładać nas komplementami
- Zaraz wrócę z wywołanym zdjęciem – powiedział i odszedł.
- merci Antoine – kiwnął mu głowa Rissel.
- A nie mówiłem, że jesteś śliczna? - szturchnął mnie lekko.
- Oj przestań – lekko się zarumieniłam.
- No przecież bym cię nigdy nie okłamał, kruku – przyłożył prawa dłoń do serca a drugą uniósł.
-A gdzie będzie wisieć nasze zdjęcie?
- Pewno przy tym stoliku, zawsze wieszają je tam gdzie było zrobione.
Zerknęłam naokoło nas, nad nami było akurat trochę miejsca by je powiesić. Wręcz idealne. Po 15 minutach przyszedł Antoine i wręczył nam zdjęcie w ramce. Było chyba o rozmiar większe od pozostałych.
- Désolé, nie mogłem powstrzymać się, by tak belle zdjęcie zostawić bez wyróżnienia.
Rissel wziął je od niego i powiesił w puste miejsce Stanęłam koło niego i przyjrzałam się zdjęciu.
- Lepszego zrobić nie mógł – Uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz