niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział IV

Na szczęście dzisiaj jest piątek. Wczoraj nie widziałam Rissela w szkole. Mam nadzieję, że to nie przeze mnie. A Gale jest jakiś dziwny. Taki nieobecny. Znalazłam go siedzącego w szkolnej bibliotece, przygotowywał się na chyba jakiś test albo chciał od wszystkiego uciec. Dosiadłam się do niego a on nawet na mnie nie spojrzał.
- Cześć, pomyślałam że cię tu znajdę.
Oczywiście nie otrzymałam żadnej odpowiedzi albo myślał, że umie przekazywać wiadomości telepatycznie.
- Czy mógłbyś mi odpowiedzieć? - Zerknął tylko na mnie i wrócił do książki. Wstałam z krzesła i oparłam dłonie na blacie - O co ci w ogóle chodzi, co?
- Siadaj, ludzie się patrzą - mruknął pod nosem i spojrzał na mnie. Opadłam na siedzenie.
- A więc? Dowiem się czy nie? - burknęłam do niego.
- Nie widzisz, że się uczę?
- No wiesz znam cię, nigdy nie uczysz się w szkolnej bibliotece bo uczysz się w domu i tego nie potrzebujesz, przychodzisz tutaj gdy chcesz pomyśleć.
Wyjął ołówek zza ucha i lekko go przygryzł. Pomachał nim w ręce, chciał cos powiedzieć i się powstrzymał ale zaraz odpowiedział z rezygnacją.
- Kto to był?
- Mówiłam ci, nikt ważny. Dlaczego się tak tym przejmujesz?
- Wiesz, on wyglądał jakbyś akurat ty była ważna dla niego. - niemalże wypluł to słowa akcentując każde pokolei
- Ale nie jestem. Dlaczego o to pytasz?
- Bo mi na tobie zależy, zauważ to wreszcie.
Trochę przeraziłam się tą jego nagłą odpowiedzią. Jemu na mnie zależy? A gdy mi na nim zależało i nadal zależy to spływało to po nim jak woda.
- Wiesz, gdybyś nie zauważył, zależało mi i to bardzo. Przez ostatnie trzy lata. I nadal tak jest, to ty coś zauważ. - Nie myśląc o niczym wstałam od stołu i rozejrzałam się po ludziach. Wszyscy się na nas patrzyli i wrócili do swoich spraw. Nie musi przecież mnie tak kontrolować, mogę znać kogo chcę. Maszerowałam  prosto przez korytarz i zatrzymała mnie czyjaś ręka.
- Jesteś głucha czy co? Przepraszam!
Odwróciłam się do niego, stał z rozłożonym rękami i ołówkiem za uchem.
- Rozumiesz? Przepraszam. - Jakoś dziwne, że wszyscy mnie przepraszają po tym jak nie myślą co robią. Stałam bezsilna. Co mogłam na to poradzić. Podszedł  i pocałował mnie mocno. Spojrzeliśmy sobie w oczy i mimo woli uśmiech zagościł mi na twarzy. Wziął mnie za rękę i dodał
- Nie chcę żeby coś się między nami popsuło ale... Chciałaby być ze mną?
Lekko dotknęłam dłonią jego twarzy i przytuliłam się do niego. Wyszeptałam mu do ucha jedno zwykłe, proste, pospolite słowo ale o tak wielkiej mocy: tak.
***
Reszta dnia upłynęła mi szybko i bardzo przyjemnie. nie powróciliśmy więcej do tamtego zdarzenia. Leząc w łóżku dotarło do mnie. jestem z Galem. Szczęśliwsza chyba już być nie mogę. Dzisiaj wieczorem przyjechała mama. Opowiadała mi o tym co ją tam spotkało i jakie wynagrodzenie dostała ale jest haczyk. Za kilka dni będzie musiała wyjechać ponownie. Nie mogę jej zatrzymywać bo wydawała się zadowolona, że wreszcie ktoś docenił jej ciężka pracę. Plotkowałyśmy trochę. wyznałam jej nawet, że jestem z Galem. Przecież nie mam przed nią tajemnic. A z Syzane wyczerpałam już wszystkie pogaduchy na ten temat, no przynajmniej mi ale ona mogłaby gadać o tym tygodniami. Współczuję mu w domu. Pewno jadaczka jej się nie zamyka. Chyba, że on się zamknie w pokoju z dala od niej. W zamian mama wyznała mi że się z kimś spotyka. Jutro idzie na randkę. Wspaniale. Od śmierci taty nie miała nikogo bardzo długo i wreszcie zacznie żyć normalnie. 
Nazajutrz Zjadłam z mama syte śniadanie i obejrzałyśmy jakiś film. Jestem umówiona z Galem na 17 w Central Parku. Mówił, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Ciekawe co wykombinował.
- Dobra mamo zaraz się spóźnię. I tak nie będzie cię na kolacji i to nie zrobi różnicy jak zjem z Galem, racja?
- Oczywiście słonko, ale żebyś nie łaziła dłużej ode mnie. to by było dziwne.
Narzuciłam na siebie kurteczkę i wyszłam na spotkanie z Galem. Spostrzegłam go siedzącego na jednej z ławek Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie w czoło a potem delikatnie w usta. Jest ode mnie prawie o głowę wyższy więc mogłam się w nim praktycznie schować.
- Naprawdę dobrze jest móc mieć cie przy sobie - chwycił mnie za rękę - chodź, coś ci pokarzę.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz