Rozdział V
'' Wybacz mi''
Wszystko w około wirowało nam nad głowami. Eksplozja kolorów migotała coraz intensywniej. Liście drzew były lizane przez światełka lampek a powietrze tańczyło nad pochodniami. One całe oświetlały nasze twarze gdy otuleni byliśmy nocą. Tylko księżyc przypominał nam, że świat nie zniknął i wciąż jesteśmy w tym samym miejscu. Wszędzie słychać głośną nastrojową muzykę i szepty, przeraźliwe szepty rozbawionych ludzi. Śmiechy i przeraźliwe jęki ekscytacji.. Jego włosy z blondu zrobiły się złoto kasztanowe a oczy jak czarne otchłanie nicości. Wpatrywał się we mnie pustym spojrzeniem z mała iskrą desperacji. Staliśmy tak przez krótką chwile. Czułam ze jego usta cierpią by nie dopuścić do pocałunku. Jego mocne ramiona podtrzymywały mnie przed upadkiem z niezwykła lekkością. Jak jego oczy krzyczały bezgłośnie.
- Skąd miałeś tą maskę? - zapytałam nagle.
Uśmiechnął się tylko do mnie, przygryzł wargę i pokręcił lekko głową. Nagle postawił mnie na ziemi i oddalił się trochę.
Stał z rękami włożonymi w przednie kieszenie ręcznie szytych spodni idealnie do niego dopasowanych. W półmroku wyglądał jak anioł ale ten z diabelskich zastępów. W ciemnym półmroku pochodnia nadawała mu blasku.
- Chciałem zbliżyć się do ciebie - wyszeptał ledwie słyszalnie.
- Ale dlaczego? Gdzie byłeś przez ostatnie dni? - zrobiłam krok w jego stronę a on się oddalił.
- Za dużo chciałabyś wiedzieć. Musisz mi zaufać, wtedy się dowiesz - uśmiechnął się tak jak zawsze tylko trochę przyjaźniej. Utrzymywał znaczny dystans ale coś kazało mi pobiec w jego stronę. Opierałam się jak tylko mogłam.
Usłyszałam wołanie Gala. Nawoływał moje imię.
- Gale?
Odwróciłam się by go poszukać. Zauważyłam jak przebija się przez fałdy kobiecych sukien. Pobiegłam lekko w jego stronę. Chcę żeby był teraz przy mnie. Rissel był niebezpiecznie kuszący. Nie chce zrobić głupstwa. Chcę żeby przy mnie był mój Gale. Chcę czuć się pewniej przy nim. Pomachałam do niego ręką. Przybiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Zapomniałem jak dobrą jesteś biegaczką. Kto to był? Ktoś zabrał mi maskę gdy ją na chwile odłożyłem.
- To był... - Gdy się odwróciłam zobaczyłam tylko maskę leżącą na ławeczce przed nami.
- Chodźmy stąd. Może masz ochotę coś zjeść?
- Tak, pewnie. Chodźmy stad.
Gdy szłam naszyjnik palił mnie w szyję. Wręcz myślałam, ze zostawił poparzenia na mojej skórze. Kolor stał się intensywniejszy. On tu jest.Czułam jego obecność ale nie wiedziałam gdzie. Wszędzie po drodze wydawało mi się, że go widzę. Facet koło stoiska z watą. Mężczyzna tańczący z kobietą. Coś sobie ubzdurałam. Coś sobie zmyśliłam. Nie wiedziałam, że jego widok wywrze na mnie takie wrażenie. Nie wiedziałam, że tak na mnie działa. W nozdrzach nadal zalegał mi zapach jego perfum. Chyba się czymś naćpałam. Objęłam Gala mocniej za rękę. Chciałam być pewna czy aby przypadkiem to nie jest jakiś dziwny sen, że to dzieje się naprawdę. Gdy doszliśmy do restauracji usiedliśmy przy stoliku a kelnerka w pięknej bordowej sukni w stylu gotyckim spytała nas o zamówienie. Nie byłam w stanie nic wybrać więc Gale dokonał za mnie wyboru. Przez chwile jeszcze wpatrywałam się w szybę.
- Kiedy wreszcie przyjdzie to zamówienie, co jak co ale ruchu aż tak wielkiego nie ma.
- Tak tak, pewnie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Tak tak, pewnie.
Rzucił we mnie kosteczka cukru w kształcie serduszka.
- Ej, za co to?
- Wstawaj śpiąca królewno.
- Przecież wcale nie spałam głuptasie.
- Aha, a co mówiłem wczesniej?
- Że piękna mamy noc?
- tak jak myślałem - pokręcił lekko głową.
Faktycznie, może trochę odkleiłam się od rzeczywistości. Jest chyba troszeczkę zły na mnie. Złapałam go za rękę i pogładziłam jego kostki. Każdą delikatnie, każdą po kolei. Spojrzałam mu w oczy. Widzę przed sobą pewnego siebie, przystojnego i zakochanego chłopaka. Jego blond kręcone włosy lekko opadały mu na czoło. Wyglądał trochę jak surfer w garniturze. Ale nadal przystojnie. Jego błękitne oczy teraz wyglądały bardziej w tym świetle na morskie. Jak bezkresne fale na morzu. Czyste i wolne.Czuję jak cos eksploduje mi w środku. Szepnęłam do niego cicho.
- Wybacz mi.
- Ale za co?
- Po prostu, przysięgnij, że mi wybaczysz. Obiecaj mi to.
- Obiecuję.
Pocałowałam go tak, jakby świat miał się za chwilę skończyć. Jakbyśmy byli teraz sami, jakby nie było nikogo więcej. Jakby był narkotykiem a ja narkomanką i wyszłam z restauracji. Stanęłam przed nią i łapczywie nabierałam powietrze w płuca. Co ja właściwie robię? Zaczęłam szukać go wzrokiem. Nigdzie go nie było. Biegłam wzdłuż alejki z ptakami. Każdy ćwierkał inaczej w rytm muzyki. Czułam, że jestem coraz bliżej. Wyczuwałam go coraz mocniej. Biegłam na ślepo przed siebie i nagle znalazłam się w jego objęciach. Patrzył pełen niedowierzania i zaskoczenia we mnie. Trzymał mnie lekko w talii.
- Powiedz mi, że to nie będzie najgorsza decyzja w moim życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz