Rozdział V
Czułam jak drętwieją mi kolana i palce u rąk. Czułam jak rozpływają mi się wszystkie stawy. Czułam jak włosy przylegają mi do ciała. Długa, czarna suknia była lekko pobrudzona od dołu a podeszwy szpilek lekko zdarte. Czułam jak gorset zatrzymuje mi dopływ powietrza. Nie pozwala oddychać. Nie pozwala żyć, uciska mnie. Czułam jak moje ciało rozgrzane do czerwoności płonie i policzki wypalają mi się na twarzy. Wszystko wokół mnie wirowało. Dlaczego to zrobiłam? Nie wiem. wiem tylko jedno. Że dziwnie wzbudza we mnie zaufanie. Że ma w sobie coś czego brakowało mi przez całe życie. tylko nie wiem co to jest. Jakby jakaś część mnie była przeznaczona do innych celów. Złapałam go rękami za ramiona. Czułam że jeśli się czegoś nie podtrzymam to upadnę.
Nikt nie zwracał na nas uwagi a półmrok idealnie podkreśla atmosferę. Momentalnie zrobiło mi się teraz zimno. Chyba dotarło do mnie że... Że zostawiłam gala, zostawiłam go tam siedzącego w restauracji.
- Dlaczego tutaj jesteś? - spytał neutralnym tonem.
Puściłam go powoli. Spojrzałam jak moje ręce dygoczą.
- Chcę ci zaufać - wyszeptałam. - Chcę wiedzieć co przede mną ukrywasz.
- Jesteś gotowa? Naprawdę chcesz mi zaufać? Bo gdy to zrobisz nie będziesz mogła już więcej postrzegać rzeczywistości taką jaka jest. Nie będzie ciebie ani mnie takiej jak wcześniej.
Przerwałam ten nieznaczny dystans pomiędzy nami. Kiwnęłam głowa.
- W takim razie chodź ze mną.
Wziął mnie za rękę. Druga ręka lekko podnosiłam suknię. Nogi mnie piekły w wysokich szpilkach i trochę było mi zimno. Prowadził mnie przez tłumy ludzi. Zatrzymaliśmy się na chwilkę, bo chciałam zdjąć szpilki. Już wolę iść boso.
Dotarliśmy trochę na ubocze ZOO. Tutaj już nie dudniła tak muzyka, było cicho i spokojnie. Drzewa powiewały sobie na wietrze a granatowe niebo prawie było w zasięgu ręki. Tak jakbym mogła chwycić jedną gwiazdę i przypiąć sobie we włosy. Byliśmy na wzgórzu, widok był nieziemski. Wszystko takie ładne, niczym z najpiękniejszych obrazów najznakomitszych malarzy. Zatrzymał się, spojrzał na mnie i w jednej chwili zwinnie wskoczył na dach klatki dla lwa. Oczywiście pustej bo teraz robiły za atrakcję. Wyciągnął do mnie rękę i pomógł wejść na górę.Usiedliśmy na jej brzegu a on oparł się rękami do tylu i spoglądał w nie.
- Na co tak patrzysz?
- Widzisz ten układ gwiazd? - Narysował jakiś znak między gwiazdami.
- Nic nie widzę, nie ma takiej konstelacji.
- Wytęż wzrok, wiem, że potrafisz. Spójrz jeszcze raz - Wpatrywał się we mnie intensywnie.
Z niepewnością spojrzałam jeszcze raz w gwiazdy. Ku moim oczom ukazał się dziwny znak. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego. To tak jakby wszystkie konstelacje Złączyły się w jeden wielki znak. Nie, nie wielki. Ogromny. Wszystkie końce i początki utworzyły spójna całość. Aż ugięły mi się ręce.
- Co...Co to jest? - Moje oczy błądziły po całym tym układzie. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Nigdy przedtem chyba żaden z naukowców nie odkrył związku pomiędzy tym.
- To nazywa się Przeciwświatem. Potocznie zwany niebem przez ziemskich mieszkańców takich jak ty. Ale tam. Tam istnieje miejsce jakiego teraz nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Nawet gdybym ci go teraz opisał nie zrozumiałabyś. Ale chodzi o to, że ziemia to tylko jedna część prawdziwego świata.
- jak jedna część? O czy ty do mnie mówisz? - Oczy niemal wyszły mi z orbit. To szaleniec. On gada jakieś brednie. Że niby nie ma tylko jednego świata?
- Tu jest życie. A tam jest Praime czyli po naszemu życie po życiu. Tak to nazywamy. Nie wiem dlaczego tak jest, po prostu mnie tak uczono. Ludzie wiedzą tylko tyle ile Pan im pozwoli. Pamiętasz gdy zabrałem cię do Nakritte? To jedno z miast w Przeciwswiecie. Ludziom nie wolo tam przebywać. Ale nie mogłem ci tego nie pokazać. Myślałem, że sobie przypomnisz, że będziesz pamiętała...
- Pamiętała, co...?
Odetchnął głęboko. Usiadł teraz w moja stronę i świdrował mnie swoim spojrzeniem. Chwilę milczał jakby chciał mi coś najprościej przekazać.
- Gdy byłaś małą dziewczynką jeszcze nie byłaś w stanie niczego zaobserwować. Czy pamiętasz jak medalion zaświecił się gdy chwilę po tym przyszła do ciebie Syzane?
- Skąd o tym wiesz?
- A pamiętasz jak naszyjnik zaświecił ci się chwilę przed tym jak w klubie wybuchła bomba narkotykowa? Gdybyś widziała jak Gale panikował, od razu pobiegł po samochód. myślał że za nim biegniesz ... - Nagle zobaczył moja minę i przestał sobie żartować. Nagle jego twarz wyglądała jakby dostała chwilowego olśnienia i znowu skamieniała. Znów kości jego szczęki poruszyły się w zacisku. - To nie on cię wyniósł z lokalu. To byłem ja. Odłożyłem cię niedaleko bo cię szukał. Tylko posadził cię w samochodzie. Myślał, że biegniesz za nim do samochodu ale ty wleciałaś wprost w opary silnego narkotyku. A pamiętasz gdy wtedy w Nakritte też ci się palił? A gdy siedziałaś w domu z Galem?
- Skąd ty to wszystko wiesz? - Odsunęłam się od niego. Ramiona miałam tak wiotkie, że bałam się, że zaraz spadnę na plecy.
- Bo jestem twoim stróżem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz