wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział III

Szkoła.
 I wstawaj na ta 8 rano. Chyba zasnęłam przy lekcjach. no nic. Jest 6 to się zdążę wykapać. Wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w krótkie jeansowe spodenki. Koszulkę z czaszkami. Czarną materiałową kamizelkę, kapelusz i trampki na nogi. Niektórzy twierdzą, że mój styl to połączenie hipiski z rockmenką. A może i tak jest. Zjadłam serek i pognałam po Syz. Zeszło mi dłużej niż myślałam. Dzisiaj Gale obiecał nam że nas podwiezie. Rodzice oczywiście kupili mu auto. A co, stać ich, tak? Pojechalismy do szkoły. My śmiałyśmy się i czasem mu dogryzałyśmy w żarcie ale on się tylko uśmiechał i spoglądał na mnie w lusterku. O co mu chodzi?
- Silvia, chodz ci cos powiem - szturchnęła mnie Syzanne - co on taki przybity troszkę jest ostatnio? - szepnęła. 
- Przybity? Naprawdę? A mówił ci cos?
- milczy jak skała, wiesz o co mu chodzi? ciągle się na ciebie patrzy takimi...
- dobra starczy, pocałowaliśmy się.. 
- No co ty gadasz! teraz mi to mówisz! Kiedy? - wykrzyknęła Hipiska
- Ciszej bądź głuptasie - walnęłam ją lekko w głowę.
- Po dyskotece gdy odwiózł mnie do domu.. ale cicho! Zamknęłam jej buzię żeby nie krzyknęła. 
Wydała z siebie dzwięk podniecenia i wyszeptała - jak było? To mój brat ale sama wiesz... 
- Uroczo. Skowronki, serduszka, kolorowe światełka, baloniki itd.
Dojechaliśmy do szkoły. Gale wysiadł i podał mi rękę. Podał mi uroczy uśmiech, ale te jego oczy. Jakby tak naprawdę przez nie przelatywało milion słów na minutę. Poszedł do chłopaków z drużyny. Mam nadzieję ze nic się nie dzieje przez to ze się im postawił. syz ciągnęła mnie za ramię a ja jeszcze patrzyłam jak odchodzi. 
- Juz przestań się tak w niego wgapiać, chodź bo się spóźnimy na angielski. 
Idąc nie mogłam się powstrzymać by nie podstawić jednej z klonów Annie haka. Oczywiście wyrżnęła się i połamała paznokietki. spojrzała się tylko i już pożałowałam że to zrobiłam. Będę miała kłopoty. 
Po angielskim doszły do mnie info, ze mam się stawić u dyrektora. Świetnie, ta fladra mnie podkapowała. A to był tylko taki mały haczyk żeby jej podciąć nogę... Skąd mogłam wiedzieć ze poleci do dyrektora? 
Na drzwiach od gabinetu widniała duża złota tabliczka z napisem. Dyrektor Monss. Zapukałam cicho i weszłam do gabinetu. Skończyło się na 4 godzinach w kozie. Ekstra. Ale warto było.
Koza. Jeszcze nigdy tam nie byłam. Pewno siedzą tam same oprychy i lalunie za xle zaparkowane miejsca.Weszłam o dziwo była to pusta sala z różnymi sprzętami. Usiadłam w środkowej ławce i zaczęłam odrabiać lekcje. Do klasy wszedł wysoki, brązowooki ciemny blondyn. Włosy z grzywki opadały mu na czoło a tył był modnie przycięty. W ogóle cała jego fryzura była modna. Miał na sobie bordowe dopasowane, rurkowane spodnie czarny podkoszulek na ramiączka spod którego odznaczały się mięśnie brzucha i czarna skórzana kurtka. Był cudny. Miał ostre rysy twarzy. Kwadratowy podbródek. Wielkie, przejrzyste oczy i zgrabny nos. Uśmiechnął się niebezpiecznie i usiadł za mną. Do klasy weszła pani Trickleet. Stara wdowa. Wyzywa się na wszystkich, nie dziwie się że pilnuje tyh z kozy bo jak się na nią popatrzy to więcej nie chce się tu trafić chociażby tylko z jej widoku. wiedzma przemówiła:
- W kozie nie jemy, nie pijemy, nie gadamy, nie wiercimy się, nie oddychamy.
- A to co my ty mamy niby robić? - Zapytał nowy chłopak. Nigdy wczesniej go nie widziałam .Musiał być nowy. I od razu w kozie? Zdarza się najlepszym. 
- Odrób lekcje, poucz się albo siedź prosto całą karę. Nie obchodzi mnie to. Masz tylko przestrzegać zasad. koniec i kropka. - warknęła - przepraszam was ale wrócę za 45 minut. Mam nadzieję, ze nie muszę z wami siedzieć więcej niz wynosi wasza kara. 
Zmierzyła nas wzrokiem i wyszła. Uff, nie ma tej głupiej jędzy. Ale kto to jest? ciekawe za co siedzi. 
- psst, pssst kruku. za co siedzisz? 
- nie nazywaj mnie tak. A co cie to obchodzi? - odpowiedziałam mu szorstko.
- skoro mam tu z toba siedzieć... 
- podstawiłam haka jednej z klonów Annie.
- jej wypacykowanej rudej Barbie? Nieźle się spisałaś Silvia. - posłał figlarski usmiech.
- Dokładnie. Dzieki. Czekaj.. skad wiesz jak mam na imię? 
- a czy to ważne? - podniósł jedna brew, lekko uśmiechnął się w cwaniackim uśmiechu i podparł głowę opierając je na jej tyle. 
- Tak? Nie widziałam cię wczesniej? Jak ty się wgle...
- Cicho Aniołeczku, bo jeszcze nas przyłapią na rozmawianiu. Chociaż kolejne godziny z  tobą nie będzą czymś tragicznym. Chociaż, miewałem lepsze chwile.- Zaśmiał się cicho i puścił mi oczko. 
Prychnęłam i odwróciłam się do przodu. 
- Skąd wiesz jak mam na imię? 
- Powiedzmy, mam swoje źródła.
- A moge znac chociaż twoje imię? 
- Nie tak szybko, dowiesz się w swoim czasie. 
Resztę kary postanowiłam na niego nie reagować. Pewno jakiś psychol z lekka. Nieważne. Chcę już do domu. Noc z Syzane poprawi mi humor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz