czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział V

   Stróżem. Słowo to latało mi w czaszce i obijało się głośnym szeptem w mojej głowie. Ale co to znaczy stróż? Przecież... Przecież, ja myślałam, że to tylko rodzice mawiali nam gdy byliśmy mali, że istnieją, że są tacy którzy nas strzegą, a jeśli jest... Aniołem Stróżem?
- Aniele Boży, stróżu mój - zaczęłam cicho szeptać pod nosem modlitwę ze spuszczoną głową. Nie chciałam by zobaczył moich oczu, czułam, że mam już w nich szklanki  - ty zawsze przy mnie stój...
 Od tych słów już razem dokończyliśmy modlitwę. On głośno i wyraźnie, ja szeptałam z niedowierzaniem.
-Amen - skończyliśmy razem, głośno. 
  Podniosłam głowę oszołomiona. Nagle wszystko mi się rozjaśniło. Gdy byłam mała, tata mawiał mi, że zawsze przy mnie będzie taki ktoś kto zadba oto by żadna krzywda mi się nie stała. Że będzie czuwał nade mną a Bóg mu świadkiem, że tak jest. Albo wtedy gdy miałam 6 lat i prawie wypadłam przez poręcz do wybiegu dla krokodyli, jakiś chłopiec złapał mnie koszulkę uśmiechnął się  pomaszerował, jak wtedy myślałam szukać rodziców. Albo gdy w piaskownicy przewróciłam się i prawie upadłam na wbitą gałąź, ale jakiś blond włosy chłopiec w ostatniej chwili zabrał patyczka pod pretekstem, że to jego. Lub rok temu gdy byłam w 1 liceum gdy Annie porozwieszała wszędzie moje zdjęcia po szkole z dopiskiem '' Oto przykład jak się nie ubierać. Porady stylu i mody. Kółko w środy i czwartki po lekcjach'' a ktoś je pościągał. Chodziły pogłoski, ze jakiś blondyn, który przyjechał na konkurs matematyczny. On czuwał nade mną przez całe moje życie ale ja nie pamiętałam związku pomiędzy tymi zdarzeniami. Jest ode mnie rok starszy. Ale to wiedział, że będzie moim aniołem stróżem odkąd się urodził?
- Ale jaki związek z tym ma mój medalion?
- To ja podłożyłem go ci gdy byłaś w księgarni. Każdy podopieczny dostaje od nas coś w roku gdy kończy swoje 16 urodziny. Ale to stóż wybiera moment dania go. Wiesz, coś takiego jak gotowość podopiecznego.
- To każdy człowiek ma swojego stróża? Każdy wie ze go ma?
- W tym sęk że... - zawahał się przez chwilkę i wpatrywał się we mnie mądrym i opanowanym spojrzeniem - Nie każdy człowiek posiada stróża, nie mają go ci co zbłądzili w wierze i ci którzy się go wyrzekli. Tylko ty wiesz, że go masz. Nie powinienem ci tego mówić. Ale wiem, że dzięki tobie świat może stać się lepszy. A medalion będzie wskazywał ci gdy gdzieś czai się niebezpieczeństwo.
- A wtedy gdy byłam z Galem... świecił się a potem zjawiłeś się ty...
- Nie zauważyłaś tego, byłaś zbyt... zajęta. Ktoś czaił się przy twoim domu i majstrował przy oknie. Prawdopodobnie myślał, że nikogo nie ma w domu. No już nic ci nie zagraża. Ale nie mogłem opanować się i nie przyjść do ciebie i cię nie przeprosić. Nie teraz, gdy zbliżyłem się do ciebie. - Na jego twarz spłynęła jak fala poczucie oświecenia. Skupiona mina na chwile rozluźniła mu się na chwilę i znowu spięła ale teraz w kamień.Złapał mnie za rękę i wyszeptał odwracając się na chwilę plecami do czegoś.
- Nie panikuj. Obserwuja nas.
- Kto nas obserwuje? - Wyprostowałam się.
- Nie rozglądaj się. Patrz mi w twarz tak, jakbyś widziała mnie po raz pierwszy.
Powoli ujął mnie na ręce i zaczął sprowadzać na dół z wielkiej klatki. Wyszeptał mi do ucha:
- Teraz cię odłożę, podziękujesz mi i bez zbędnych ceregieli udasz się do wyjścia. Nie mogę teraz z tobą być. Później ci wytłumaczę.
Odegraliśmy krótką scenkę po czym zniknął.
Szła przez tłumy ludzi wyprostowana trzęsąc się niemiłosiernie. Ciarki przechodziły przez całe moje ciało.
Gale.
Zostawiłam go tam samego w restauracji. Gdzie mój telefon? Znalazłam telefon w małej torebeczce która nosiłam ze sobą. Wystukałam numer Syzane.
- Syz, jest z tobą Gale?
- Cześć piękna ty moja, a nie ma go z tobą? - Zachichotała, oho ktoś tu czegoś nadużył.
- Przepraszam cię ale czuję się fatalnie i chyba wrócę do domu. Gdybyś go spotkała przekaż mu to. 
- Dlaczego sama mu tego nie powiesz? Zostaw mnie rozmawiam. Pokłóciliście się? - zabrzmiało jakby odeszła na chwilkę gdzieś na bok.
- Nie, znaczy nie wiem. Później i wytłumacz. Muszę kończyć.
Maszerowałam bosymi stopami przed siebie pobudzona. Trawa łaskotała mnie w stopy. Dochodziłam już do głównej starej bramy wyjściowej z ZOO. Gdybym nie wiedziała, że to impreza miastowa i byłabym turystą pomyślałabym, że jakaś  sekta ma tutaj zjazd czy coś w tym rodzaju.
Zaraz mamy nie ma dzisiaj w domu. Proszę, żeby chociaż raz rozerwała się i wróciła dopiero rano. Nie teraz proszę, mamonie wracaj. Nagle zadzwoniła mi komórka.
- Hej kochanie, Nie obrazisz się jeśli wrócę dopiero jutro? ale przecież nie muszę ci się tłumaczyć. Będę około 11. Jesteś już w domu?
- Właśnie do niego zmierzam? - cholera, oby się nie kapnęła, że zmyślam.
- No to do zobaczenia jutro - Rozłączyła się.
Usiadłam powoli na jednej z ławek przy drodze prowadzącej do ZOO. Rozejrzałam się trochę, było tutaj tak ciemno, że ledwo mogłam zobaczyć własną dłoń. Zamknęłam oczy i oparłam się o oparcie ławki. Drzewo spokojnie szumiało i docierała do mnie głośna muzyka. Poczułam się niezwykle samotna, tam ludzie bawią się do białego rana a ja? Czekam na kogoś kto podaje się za mojego anioła stróża. Że istnieje Przeciwświat, tajemne miejsce o którym ludzie nie wiedzą. Znaki na niebie, medalion. Mój ojciec, musiał wiedzieć coś o tym skoro uświadamiał mnie o tym juz od maleńkiego. Ale ja wtedy byłam za mała by cokolwiek zrozumieć. A jeśli on ma jakiś związek z tym? Co gorsza, jeśli on sam był aniołem stróżem? nie to wykluczone, to nie może być...
- Jesteś, bardzo dobrze.
Wzdrygnęłam się na jego widok. Jak on dostał się tutaj i ja nie słyszałam jak się do mnie zbliża. Jaka ja głupia, przez całe życie tak robi.
- Jestem - odparłam półgłosem.
- Przepraszam cię, jeśli dla ciebie to tak wielki szok, za dużo powiedziałem jak na pierwszy raz.
- Dlaczego ludzie nie mogą przebywać w Przeciwświecie?
- Właściwie to mogą... Ale jest stare anielskie przykazanie '' Stój u boku, chroń w potrzebie, nie daj by zło dosięgnęło stóp jego, a jeśli zbłądzi naprowadź, a jeśli odkryje czego znać nie powinien uchroń od tego, bo niewiedza jest potęgą''. Ludzie nie powinni znać sekretów boskich. Ale na świecie od lat rozsiewa się zło a ja wiem, że kiedyś wyniszczymy to zło.
Nie zrozumiałam niczego co do mnie mówił. A przykazania tym bardziej, była jak mi się wydaje w mowie anielskiej. nie znam tego, a nawet nie raczył mi przetłumaczyć. Nieważne.
- kto nas obserwował? -  zapytała, szczęka zadrżała mi z zimna.
Zdjął marynarkę i nałożył ją na mnie. Powoli wsadziłam ręce w jej rękawy. Była chyba o dwa rozmiary za duża. No ja jestem niska i szczupła a on wysoki i dobrze zbudowany.Podkuliłam dogi i objęłam je rekami.
- Archaniołowie. Oni odpowiedzialni są za stróżów. Obserwują nas a raczej testują od czasu do czasu. Nie zawsze oglądają co robimy ale i tak wiedzą, chociaż każdy stróż potrafi ich nieco okiwać. - puścił mi oczko.
- Dlaczego ja?
To pytanie zamurowało go chyba bo odchylił lekko głowę do tyłu i spojrzał na mnie ze zdumieniem po chwili zaśmiał się bezgłośnie i pokiwał głową. Spojrzał na ziemię pomiędzy nogami.
- Sam zadaję sobie to pytanie. Zostałaś mi przydzielona nawet gdy jeszcze się nie urodziłaś. Ja od zawsze byłem przeznaczony tobie a ty... mnie.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz