środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział IV

Rozdział IV
'' Klejnot''

Wychodząc ze szkoły, nie wiem jak i skąd wydobyła się przede mną ciemna postać. przejechałam po niej wzrokiem od butów i zatrzymałam się na oczach. No można się było tego spodziewać. To ten nowy chłopak, ciekawe czego ode mnie chce? numer telefonu? Niedoczekanie.
- Ładny naszyjnik, skąd go masz? - powiedział troszkę roztargniony lekko dysząc. Chyba za mną biegł.
- Co? A to - zagryzłam wargę. Nie ukradłam go, tylko pożyczyłam? Znaczy nie wiem co to było ale wyniesienie go z księgarni nie było świadome tak? - z księgarni ale idę go właśnie zwrócić.
A tak właściwie bardzo mi się podobał. Walnęłam się lekko w głowę. Wiedziałam ze o czymś zapomniałam. Wiedziałam. Zapomniałam o tajemniczym liściku, za pięć minut będzie 18. Mam jeszcze trochę czasu by tam dotrzeć.
- Wybacz, ale muszę już iść, jestem umówiona- posłałam mu uśmiech i ruszyłam. Złapał mnie za ręke przyciągnął do siebie iszepnął.
- mam nadzieję, że nie będziesz rozczarowana spotkaniem- uśmiechnął się tak jakbyśmy teraz flirtowali.
Wyrwałam mu rękę i pognałam do księgarni. Obejrzałam się przez ramię a on nadal tam stał i się tylko uśmiechał. Co za typek.
Była juz 18.15 jeszcze parę minut. A może to był głupi żart? Albo to nie był liścik dla mnie? Rozejrzałam się trochę po księgarni. weszłam do przedziału w którym znalazłam karteczkę. Klejnot trochę zamigotał. Lekko sie trząsł. O co tu chodzi? Usłyszałam jakis szmer za swoimi plecami. Miałam tak wielką ochotę by się nie odwracać bo w powietrzu zalatywała złowroga atmosfera. Nie będę tchórzem. Odwróć się. Odwróć.
- To ty? - spojrzałam na niego zaskoczona - Skąd ty?
- Sylvia Intrigue. I co? Jesteś rozczarowana?
- Tak, znaczy nie, nie wiem. Co tutaj robisz? - Byłam naprawdę zszokowana, cofnęłam się kilka kroków.
- Wiedziałem, że nie jesteś zwyczajna. Wiedziałem, że..- urwał w pół zdania i spojrzał na wisiorek - No cóż. Masz jakieś plany?
- Jakie plany? Skąd mnie znasz? jak masz na imię? - podniosłam ton o oktawę.
- Spokojnie, uspokuj się - zbliżył się kilka kroków.
- Nie podchodź. Odpowiedz mi! - krzyknęłam.
- Dobrze. Jestem Rissel. Wiesz, są dobrzy chłopcy, źli chłopcy i ja... Oczywiście piękny i jedyny w swoim rodzaju edcetera - zaśmiał się cicho, spojrzał w dół a potem mi w oczy z uśmieszkiem złoczyńcy- no, nie jedyny.
- no wiesz, mężczyzn na tym świecie jest od groma. Znam takich typków jak ty. Napewno nie jesteś jedyny.
Ruszyłam przed siebie trąciłam go ramieniem i gdy chciałam wyjść złapał mie za nadgarstek i obrócił do siebie. Dzieliło nas między sobą może parę centymetrów. Spojrzałam z goryczą mu w oczy. Jego brązowe tęczówki zmieniły się w przenikliwa czerń. Miał w nich coś strasznego a za razem pięknego.
- Hola, hola. Nie tak prędko! - otworzył lekko usta.
- Czego ode mnie chcesz? - puścił moje ramię i zrobił krok w tył.
- Wszystko w swoim czasie. Jak na razie jestem już wystarczająco usatysfakcjonowany - Posłał mi ten swój nieco ironiczny, figlarski i niegrzeczny uśmiech. wycofał się jeszcze kilka kroków i zniknął.Poszedł sobie. stałam jeszcze parę minut i wpatrywałam się w długie rzędy półek z książkami sięgającymi pod samo niebo. Ocknęłam się i wybiegłam za nim. Gdy wyszłam na zewnątrz nikogo nie było. Tylko światła lamp przyświecały w idealnych odległościach a samochody gnały z wielką gracją. Migały mi przed oczami w idealnym porządku. Ludzie chodzili jak w zegarku - nienawidzę tego miasta - warknęłam cicho do siebie i poszłam do Syzane.
Gdy wchodziłam na ich posiadłość zauważyłam, że Syzane siedzi w oknie. Gdy mnie zobaczyła pomachała mi i wyszła przed drzwi.
 - już myślałam, że się rozmyśliłaś i nie przyjdziesz. Dlaczego nie odbierasz?
Otworzyłam oczy w zdumieniu. wyciągnęłam telefon i faktycznie 7 nieodebranych połaczeń i jedno od Gala.
- przepraszam cię, siedziałam w kozie jak sama wiesz i wyłączyłam telefon.
- dobra nieważne - uśmiechnęła się szeroko.
Nagle przyleciała do nas małpka Tessy. Średniej wielkości pomarańczowe stworzonko przylgnęło mi do nogi.Przytuliłam zwierzaka i zaraz wskoczyła Syzane na plecy. Weszłyśmy do domu i akurat trafiłyśmy na kolację. Usiedliśmy wszyscy razem do stołu i kazdy brał sobie to na co ma ochotę. Nałożyłam sobie jajecznice ze szczypiorkiem. Teraz uświadomiłam sobie jaka ja byłam głodna. W głowie ciągle widniała mi postać Rissela. I  słowa obijające mi się o brzeg czaszki nie jesteś zwyczajna. Jakie masz plany? Wszystko w swoim czasie. Spojrzałam na Gala siedzacego po drugiej stronie stołu. Przyglądał mi się uważnie i wiercił widelcem jajecznicę.
- Mam coś na twarzy?
- Co? Nie, nie. Dlaczego nie odebrałaś gdy do ciebie dzwoniłem?
- przepraszam cię, byłam w kozie. Chyba słyszałeś?
- tak - uśmiechnął się - poleciała na ziemię jak kłoda
Zaśmiałam się, faktycznie tak to wyglądało.
- A o czym chciałeś ze mną pogadać? - Rozejrzal się po domownikach i odparł
- Nie teraz,porozmawiamy o tym później. Jak zjesz wyjdź na werandę za domem.
Skinęłam mu głową i z ciszy dokończyliśmy posiłek. no nie do końca w ciszy. Reszta rozmawiała,żartowała i śmiała się. Tylko my byliśmy cicho. Ja jeszcze dopijałam herbatę a on wstał od stołu, podziękował za posiłek i wyszedł. Odczekałam chwilkę wytarłam usta serwetką, podziękowałam i ruszyłam za nim. Stał na werandzie i patrzył w niebo. Dzisiaj wyglądało niezwykle pięknie. Odwrócił się w moja stronę z twarza bez wyrazu. Ale w oczach było widać ze o czymś intensywnie myśli.
- Czy coś się stał...- przerwał mi.
- Posłuchaj... Nie wiem czy to co się wtedy stało. To, że cię pocałowałem. Nie wiem czy to ma dla ciebie jakieś znaczenie. Bo ja nie wiem co siedzi w twojej głowie. Bo skąd mam to wiedzieć, nie? Ale dla mnie ma. I uczynisz jak będziesz chciała ale... - Mówił trochę od rzeczy. Słowa mu sie plątały. Wypowiadał je lekko nerwowo - Skupił wzrok na mnie. Odetchnął - Chciałabyś się wybrać ze mną na połowinki? Wiem, ze zostały już tylko tydzień i powinienem ci powiedzieć wcześniej.
Paplał bez sensu jeszcze chwilkę gdy mi zrobiło się gorąco. Poczułam lekki pot na plecach. Wpatrywałam się w niego uważnie. wszystko inne zawirowało. chce żebym poszła nim na połowniki, a skoro na połowinki to na Bal automatycznie tez. chce się ze mną pokazać przed wszystkimi? Pomachał mi ręką przed twarzą
- Przepraszam, tak na ciebie naskoczyłem - podrapał się ręką z tyłu głowy - jeśli nie chcesz zrozumiem.
- Chcę, oczywiście, że chcę. Nawet nie wiesz jak się ciesze - uśmiechnął się szeroko i zbliżył o kilka kroków - Myślałam ze idziesz z Annie i pomyślałam, że...
- Miałem takie plany. Znaczy nie plany. To była opcja awaryjna gdybyś, no wiesz. Nie zgodziła się - posłał mi głupawy uśmiech.
- Ah chłopaki,ja nigdywas nie zrozumiem.
*Gale, pomożesz mi?* Wydobył się głos jego mamy.
- już idę!- Odkrzyknął - no to wszystko jasne - pocałował mnie w policzek i poszedł do swojej mamy.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz