poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział II

Rozdział II

 Przyglądałam się chwilkę naszyjnikowi. Przez moment wydawało mi się, że w środku jest jakby taki płyn, coś w stylu lampy z lawą. Migotał mi przed oczami i jakby lekko się zaświecił. Coś stuknęło w okno. Spojrzałam jeszcze raz na wisiorek ale był teraz taki sam jak przedtem o intensywnym kolorze nieprzeniknionej głębi fioletu. Znów cos uderzyło w moje okno. Kamyczek trącony przez wiatr nie czarujmy się, ale tak perfekcyjnie w okno nie wali. Wyjrzałam a na dole stała Syzane. Jej długie kręcone włosy z pasemkami dredów z koralikami rozwiewał wiatr.
- Hej! Coś się stało? - zawołałam do niej.
- W sumie nie, ale zapomniałam mojego pierścionka! - krzyknęła.
- Zaraz ci go zrzucę! - Odkrzyknęłam i poleciałam do kuchni po pierścionek.
Wleciałam niczym burza. Pierścioneczku gdzie jesteś maleńki. Gdzie ona cię mogła położyć? Pomyślałam do siebie. Przeszukałam pod szafkami. W zlewie. W szafce. Nawet w zmywarce. Nie widzę. jestem ślepa czy co? Gdzie ona go mogła położyć? Tak odruchowo dotknęłam naszyjnika, zaświecił się i Bingo! Leżał na wieczku od cukierniczki. Że też musiała go tam położyć. Ale zaraz, zaraz... To naszyjnik czy sama go zauważyłam? Nieważne, powiedźmy że sama go dostrzegłam. Pobiegłam na górę i zrzuciłam jej pierścionek. Uśmiechnęła się szeroko i pomachała mi na pożegnanie. Odprowadzałam ją wzrokiem gdy nagle zatrzymała się i odwróciła.
- Silvia! - krzyknęła
- Co?!
- Co robisz jutro? Wiem jest niedziela ale Gale mówił...
- Co? - prawie jej nie rozumiałam, wiatr wszystko zagłuszał.
- Gale mówił, że ma zaproszenie do ''Niebios'' i może zaprosić osoby towarzyszące!
- Co? Do ''Niebios''? Kiedy?
- W niedzielę! 
- Ale przecież potem jest szkoła!
- Ja wiem! No dawaj! Uprosimy twoją mamę!
- ale ja nawet nie mam się w co ubrać!
Powiedziała cos czego niedosłyszałam.
Co? - Krzyknęłam z całych sił.
- Ja mam coś w sam raz dla ciebie! Nie martw się!
- Ale...
-Też cię kocham! Buziaki śnieżko!
I pobiegła. A jak ja to teraz powiem mamie? Ona mnie nie puści dzień przed szkoła żeby iść na jakąś dyskotekę.  Ale przecież będzie Gale i Syz. Co może mi się z nimi stać? Na pewno mi pozwoli.

***
Nawet nie pamiętam jak po wczorajszym ogarnięciu się w toalecie i położeniu się do łózka zasnęłam.Co to za koc? Pewno mama mnie nakryła widząc, że już śpię. Zeszłam na dół i zobaczyłam tylko karteczkę. 
W mikrofali masz kakao. Zrób sobie kanapki czy co tam chcesz. Dziś będę w pracy do 20. buziaczki Aniołeczki. Super. Jak Syzane ma ja teraz przekonać? Myślałam, że wróci wcześniej. Zadzwoniłam do niej ale odebrał jej młodszy brat.
- Cześć ślicznotko! Umówimy się?
- Nigel nicponiu. Gdzie Syz? Daj mi ją.
- Oj dobra dobra, już ci ja daje - Powiedział naburmuszonym głosem. Chyba się obraził. Biedny maluch. 
- Cześć ślicznotko! - krzyknęła uradowana śmiejąc się pod nosem.
- Co wy macie z tym prawieniem komplementów? to uwas rodzinne? - zaśmiałam się cicho.
- Słuchaj mnie teraz. Ubierz się i wpadaj do mnie. 
W tle słychać było wściekłego Gala. *Syzane! Gdzie jesteś? Zamorduję cię! oddawaj moje ubrania! Syzane zobaczysz jak cię dorwę!...*
- Dobra czekaj, muszę uciekać, Do zaraz! Krzyknęła śmiejąc się i przerwała połączenie.
Jak ja bym chciała mieć rodzeństwo. Starszego brata takiego jak Gale. Całego Gala. Trzepnęłam się lekko w głowę. Co ty wygadujesz świrusko? Syknełam do siebie i rozesmiałam się. Jak dziwnie musiała wygladać ta sytuacja gdyby ktos na mnie teraz patrzył. Ubrałam bordowe rurki i koszulkę z napisem '' I've got no bright idea where we go this time''. Narzuciłam na siebie skórzaną kurteczkę. Musnęłam usta czerwoną szminką. Ubrałam na siebie ulubione trampki i już mnie nie było. W połowie drogi przypomniałam sobie że nic nie zdadłam. Wszystko jedno. Zjem coś po drodze. Zatrzymałam się na chwilkę w ulubionej kafejce. Zamówiłam dwie kawy i dwa rogaliki z dżemem. Chwila drogi i już byłam koło domu Syz. Nie zdążyłam zapukać a Syzane wyleciała za drzwi i zaparła je plecami śmiejąc się głośno.
- Mam dla ciebie rogaliki - wyszczerzyłam szeroko zęby smiejąc sie poczęści z sytuacji.
*Otwieraj małpo jedna. Zobaczysz jeszcze!* Prawdopodobnie robi rozbieg bo głos zanikał.
Odsunęła się od drzwi żeby mnie przytulić i jak z procy wyleciał Gale w samym ręczniku. Rozłozył się plackiem przed drzwiami i twarzą w trawie. Parsknęłysmy smiechem w jednej sekundzie. Popatrzył na nas po części wsciekły i zażenowany. Wstał trzymając się za ręcznik i popatrzył na nas gniewnym wzrokiem. Zobaczyłam jego idealnie wymodelowany brzuch twardy jak skała. Był smukły. Popatrzyłam na jego napięte mięśnie. Zmierzył nas wzrokiem,mruknął coś dosiebie i poszedł zniesmaczony. Śmiałysmy się nadal. Syz naśladowała jego zachowanie sprzed chwili, zasmiałysmy się i poszlysmy do kuchni zjeść rogaliki i napić się kawy. W pokoju na kanapie z magazynem modyw ręce siedziała mam Syz.
-Dzień dobry Silvia. Jak się masz? - uśmiechnęła się szeroko. 
- Dziękuję, bardzo dobrze.
Skinęłam i weszłysmy do kuchni a ona znów zagłębiła się w czytaniu magazynu.
Przyczłapała do nas Kam i słodkim głosikiem krzyknęła: Śiiiilfiaaaa! I przykleiła mi sie do uda. 
- Cześć kryszynko, co u ciebie słychać?
- dopśe. Sopacz,mam lalę od Gala. Nasyfa się Anabell, szpójsz!
- jaka piękna, uhuh.
Młoda usmiechnęła się anielsko. Poklepałam ja poczuprynce i poleciała. Chyba do Tess. 
Czasami myślę sobie jak u nich w domu musi być wesoło. Nie to co u nas. Chociaż nie ma na co narzekać.
- A gdzie jest Tess?
- A ja nie wiem. Pewno w swoim bananowym  świecie na swoim wybiegu - zaśmiała się i dodała - A pro pos śnieżko, to jak? Idziemy dzisiaj? Chociaż nie wiem czy teraz nas ze soba weźmie. Odchyliła sie lekko na krzesełku śmiejąc się głośno.
- Moja mama wyszła dzisiaj rano gdy jeszcze spałam i wróci dopiero o 20. Nie zdążymy tam dotrzeć na czas. A co jeśli się nie zgodzi?
- Nie bój zaby. Moja mama to załatwi. Spokojnie. 
Pobiegła do mamy,kucnęła jak aniołek i zaczęła cos do niej gadać śpiewnym głosem. Nie wiedzac co zrobić obróciłam sie w stronę jasnozielonego blatu i zwięłam łyk kawy. była taka dobra, jak zawsze.
Przyleciała. Zamknęła mi rękami oczy od tyłu i szepnęła:
- Zgadnij co powiedziała? Zabieram cię dziś na imprezę! 
Zaciągnęła mnie do pokoju. Siedziałysmy tam nawet nie wiem jak długo plotkując i przygotowując się do wyjścia. już było prawie ciemno. gale zapukał do drzwi:
- Jezu, laski... ile mozna się stroić?  Czekam przy samochodzie!
Skinęłyśmy do mamy Syz. skomentowała ze wygladamy przepięknie i mamy wrócić nie później niż o 12.
Pierwsza z domu wyszła Syzanne ubrana w czerwon cekinową kieckę na ramiączkach. Czarnym szalem w czerwone kropki obwiązanym na włosach i czarnych wysokich szpilkach. Ona zawsze wyglada pięknie. Nawet w tych swoich porozciaganych ciuchach ale teraz przebiła wszystko. Nie to co ja. wyszłam tuz za nią a syz i Gale przygladali mi się z zapartym tchem. usłyszałam jak Gale szepnął do Syz: gdzie jest nasza Silvia?
byłam ubrana w granatową, obcisłą kieckę bez ramiączek. Moja czarną skurzaną kurteczkę ala rockmenki i czarne szpilki. Idąc modliłam się by się nie wywalić. Włosymiałam lekko podkręcone na koncach i oczy pociągnięte tuszem i prosta kreską. Gale przyglądał się jak byzobaczył ducha. Poczułamże się rumienię.
ocknął sie i odpalił:
- wyglądasz nieziemsko! To jak jedziemy? 
I pojechałyśmy.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz