niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział IV

Zapomniałam, że dzisiaj w miejskim ZOO jest festival i przyjeżdża cyrk, wszędzie ludzie chodzą poprzebierani i w maskach. Nazywamy to maskaradą. Dzieje się to raz w każdej porze roku ale w różnych okolicznościach. A wymyśliliśmy to my, mieszkańcy. Nikt nie lubi tego miasta takiego szarego i metalicznego. Skomputeryzowanego głuchego miasta. W ten jeden dzień jest magia kolorów. Wzdłuż drzew porozwieszane są kolorowe lampki. Wszędzie są pochodnie. Ludzie chodzą na szczudłach w wielkich sukniach balowych, całe miasto zawsze wybiera tematykę tego dnia. Dzisiejszą jest bal karnawałowy. Oczywiście ja o tym zapomniałam a jakby inaczej.
- Wiem ze zapomniałaś więc pójdziemy sobie teraz coś wypożyczyć. Znam świetną wypożyczalnię z kostiumami. Jest tam wszystko czego chcesz, Syz mi ja poleciła.
- Naprawdę? a gdzie to jest? Ona tez idzie, z Robertem pewnie - uśmiechnęłam się do niego
 -Tak, tak. potem do nas dołączą.
Trzymając się za rękę szliśmy do wypożyczalni. Moim oczom ukazał się ogromny salon z milionem sukni, przeróżnych i kostiumów od kowbojskich po kombinezony strażackie. Zaczęliśmy przebierać się w różne stroje. Zabrałam strój amazonki.
- Wyglądasz nieziemsko, chyba go dla ciebie kupię i będziesz go dla mnie nosiła - uśmiechnął się figlarnie.
- Spadaj głupku - dałam mu lekka muke w ramie i buziaka w policzek.
Przebrałam się z powrotem w swoje ubrania i ukradkiem zauważyłam jak na jednym z wieszaków mignął mi koralik od sukienki w identycznym kolorze jak mój medalion. Od razu ruszyłam w stronę sukni. W końcu wydobyłam ja spod falban innych sukni z wieszaka. Była przepiękna, mieszanka stylu barokowej przez co miała wielki falbaniasty dół ściągany w pasie aż do ziemi i gotycki bo górna część była niczym gorset. Cała była czarna z różnymi odcieniami fioletu. Taka jaką sobie można wymarzyć. Dziwnym trafem gale wyszukał sobie podobny z fioletowymi falbanami pod szyją i różą przy górnej kieszonce. Nawet styl kostiumu był identyczny. Przyszedł już w niego ubrany do mnie.
- Widzę że będziemy idealnie dobrani - uśmiechnął się szeroko puszczając mi oczko.
- Ale powiem ci, ze trampki idealnie ci do tego pasują - zaśmiałam się. -Chodź znajdziemy sobie resztę dodatków i co najważniejsze jakieś maski.
Dobraliśmy sobie resztę strojów. Każdy z nas znalazł idealnie pasujące buty dla siebie. On błyszczące lakierki a ja wysokie szpilki. A teraz maski. Jaka by tu wybrać. Jest ich pełno, zółte, czerwone, różowe, z piórkami, z brokatem, z cekinami. Znaleźliśmy sobie maski do pary. Moja to biała maska z otworem na oczy i namalowanymi brokatem z smukłymi małymi ustami a piórka robiły za rzęsy. A Gale identyczną tylko odlew dla mężczyzny tylko z czarnymi ustami i fioletową obramówką wokół wycięć na oczy. Będziemy wyglądali nieziemsko. Pojechaliśmy do domu Gala by sie przygotować. Syzane pomogła mi zrobić fryzurę i odpowiedni makijaż. W końcu nie będę cały czas chodzić w masce. Byłam już gotowa. Gale czekał na mnie i Syz z Robertem na dole isię niecierpliwili. Zeszłyśmy na dół a było widać ze kopary im opadły. Zaniemówili przez chwilkę. Nagle jednoczesnie wypowiedzieli:
- Wyglądacie nieziemsko.
Wszyscy razem pojechaliśmy na festival. Oczywiście teraz była 20 i wszystko wyglądało efektowniej niż za dnia. Kolorowe lampki i pochodnie nadawały niesamowity klimat. I ci wszyscy ludzie w maskach i pięknych strojach. Aż szkoda, że nie możemy mieć w oczach aparatu bo robiłabym teraz miliony zdjęć za kazdym mrugnięciem. Tak tu jest pięknie. Akurat przyjechaliśmy w samą porę na uroczyste otwarcie festivalu. Rozległ się piękny, niski głos z głośników:
- Panie i Panowie, niniejszym ogłaszam że festival wiosenny zostaje  rozpoczęty. Panowie proszą panie, panie proszą panów i ustawmy się do menueta.
Oczywiście wszyscy ustawili się twarzą do siebie i rozpoczął się taniec. Kobiety ciągle stoją w tym samym miejscu a mężczyźni przesuwają się o krok do następnej kobiety, aż znajda swoja ukochaną. Praktycznie każdy tańczy z każdym. Gale stał gdzieś po drugiej stronie koła więc musiałam czekać aż do mnie dojdzie. Tańczyłam z przeróżnymi panami w różnym wieku wszyscy w pięknych maskach. No nareszcie. Gale. Ale pachniał jakoś inaczej. Bardziej intensywnie niż on, może zmienił perfumy. Skinęłam mu w akcie rozpoczęcia tańca. Cały taniec polega na kłanianiu się partnerowi i wykonywaniu wszelkich gestów. Po zakończeniu tańca odeszliśmy z koła. Bo w końcu znaleźliśmy swoją parę. Pognaliśmy obok na altankę w tle grała inna muzyka. W uszach rozbrzmiewały słowa piosenki. If I lose myself tonight. It'll be by your side. Własnie zatraciliśmy się w sobie jak mówią słowa piosenki. Tylko ja i on. Gdy już chciałam zdjąć mu maskę, gdy trzymałam dłonie na niej obudził mnie głos z tyłu, głos Gala:
- Silvia? - Automatycznie obejrzałam się za siebie. Tam stał Gale. Ale jak to możliwe?
 Chciałam szybko zdjąć maskę chłopcu który wydawał się być nim ale ten zniknął, rozpłynął się w tłumie. Zauważyłam tylko jak przenika przez grupę ludzi i bez namysłu ruszyłam za nim. Przedzierałam się poprzez tłum roześmianych ludzi śledząc go wzrokiem. W końcu dojrzałam go stojącego przy fontannie. Byliśmy tutaj prawie sami. Jeszcze tylko kirka par stało gdzieś w oddali popijając drinki.
- kim jesteś?
Odwrócił się w moja stronę. Patrzył we mnie brązowymi oczami spod maski. Teraz dostrzegałam lekka różnicę, spod marynarki zamiast wielkich bufiastych falban wystawała koszula po prostu podobna z falbanami i kwiatek w kieszonce był całkiem inny. Fason bardzo podobny ale nieco się różnił. Podeszłam do niego a on nie protestował gdy chciałam mu zdjąć maskę.
Rissel.
To był Rissel. Byłam naprawdę zszokowana tym widokiem, ze aż cofnęłam się o kilka kroków i potknęłam. ale on zdążył mnie złapać silnymi ramionami. Jego twarz była teraz przy mojej jak wtedy w tym Ogrodzie. Wszystko mignęło mi przed oczami. Zmarszczyłam lekko brwi. Chciałam wyszarpać się z jego objęć. Ale on przybliżył sie i szepnął mi do ucha.
- Nie mogę z ciebie zrezygnować.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz